K.O.eman out! Ale czy na pewno?

Share on facebook
Share on twitter
Share on pinterest
Share on whatsapp
Share on email

Wiedzieliśmy, że to będzie sezon przejściowy. Sezon, w którym odmłodzimy kadrę, wprowadzimy młodych piłkarzy (Pedri, Araujo, Dest), a pozbędziemy się starszych i wypalonych (Suárez, Vidal, Rakitić). I tak to wyglądało po najgorszym starcie sezonu od 30 lat. Tymczasem końcówka rundy wiosennej dała nam szansę. I niestety także, nadzieję.

Wszystko zaczęło się tak naprawdę w styczniu. Chwilę przed Nowym Rokiem z kadry wypadł Coutinho, który już do niej później nie wrócił. To uwolniło Ronalda Koemana od problemu, który miał na jesieni – jak ustawić trio z Brazylijczykiem, Griezmannem i Messim tak żeby zachowywać jakąkolwiek szerokość w grze, a jednocześnie nie obrazić żadnego z trzech gwiazdorów. 

Do tego strata 11 punktów do prowadzącego w La Liga Atlético była tak duża, że piłkarze, z których zdjęto presję gonienia lidera zaczęli wreszcie dobrze wyglądać. A przede wszystkim wygrywać. Od początku 2021 r. aż do koncertu z Realem Sociedad 21. marca zakończonym wynikiem 6-1, straciliśmy w lidze punkty tylko raz, z Cadizem u siebie. Z drużyny, którą część ludzi skazywała na wypadnięcie poza TOP4 staliśmy się znowu kandydatami do mistrzostwa. Równie dobrze wyglądało to w Copa del Rey gdzie siłą woli przechodziliśmy przez kolejne rundy, zazwyczaj po dogrywkach. Szybko natomiast pożegnaliśmy się z Ligą Mistrzów gdzie gładkie 1-4 dla PSG rozstrzygnęło dwumecz. Przegraliśmy też wcześniej final Supercopa, którą wyszarpali nam Baskowie z Athletic Club. Ale mimo wszystko nasze sensaciones jako kibiców były niezłe. Nikt przecież na jesieni nie spodziewał się, że w ogóle będziemy w grze o jakiekolwiek trofea. I wtedy przyszła przerwa na reprezentacje.

Wirus FIFA/UEFA

Jeżeli ktoś tak jak ja nie cierpi tych przerw to dostał w tym roku do tego kolejny powód. Z rozjazdów nasi piłkarze wrócili rozstrojeni i zmęczeni. Mało który klub w Europie został tak obciążony reprezentacji, jak Barça. Frenkie de Jong chociażby zagrał tam wszystkie 3 mecze w pełnym wymiarze, łącznie z 90 minutami przeciwko mocarnemu Gibraltarowi. Pocieszaliśmy się, że przerwa od piłki przyda się Leo Messiemu, który nie wyleciał do Ameryki Południowej, ale także on wyglądał po powrocie jakby został wybity z rytmu. 

Od tego momentu już nie graliśmy, a grywaliśmy. Przynajmniej w lidze bo po drodze udało się zgarnąć jeszcze puchar Copa del Rey i przy okazji wziąć rewanż na Bilbao za Superpuchar. Kolejny ważny mecz – klasyk na Valdebebas – znowu okazał się przegrany i kiedy po raz kolejny godziliśmy się, że tej ligi wygrać się nie da okazało się, że…

Wszyscy lecą na oparach

Skazane na sukces Atlético wystartowało za wcześnie i dostało zadyszki. Real zdziesiątkowany kontuzjami (obecnie ma ich na liczniku już ponad 60) też gubił punkty próbując pogodzić rozgrywki ligowe z Ligą Mistrzów. La Liga zaczęła przypominać wyścig żółwi, które wzajemnie podrzucają sobie trofeum jak gorącego ziemniaka

I nagle okazuje się, że Barça zależy tylko od siebie. Będzie liderem jeżeli wygra z Granadą na Camp Nou. Niestety po raz kolejny drużyna nie daje rady w ważnym sprawdzianie i przegrywa pomimo prowadzenia 1-0 do przerwy. Wygrana na Mestalla przedłuża nadzieję na dublet ale po raz kolejny Barça nie wykorzystuje szansy remisując z Atlético u siebie. Kolejna frajerska strata punktów, tym razem z Levante pomimo prowadzenia 2-0 praktycznie kończy sen o trofeum La Liga.

Giełda nazwisk

Po Levante nawet najbardziej zagorzali zwolennicy Koemana zaczęli go zwalniać. Nie ukrywam, że na gorąco miałem podobne odczucia dlatego dałem sobie dwa dni na napisanie tego tekstu i nabranie dystansu. 

Zaraz za ruchem #KoemanOut szła nieuchronnie karuzela nazwisk: przewijali się m. in. Garcia Pimienta, ten Hag, Xavi, Jordi Cruyff, Allegri, a nawet Klopp i Guardiola.

Faworytem wszystkich culers – także moim – byłby oczywiście Pep. Ale umówmy się, że o ile nie zadziała magia Laporty to szanse na taki ruch są iluzoryczne. Podobnie sytuacja ma się z sympatycznym Niemcem w czapce z daszkiem. Allegri do Barçy nie pasuje bo przedkłada wyniki ponad styl, a to już przerabialiśmy za Valverde. Xavi dopiero co przedłużył kontrakt z Al-Sadd do 2023 r. i chociaż dziennikarze nie są zgodni, czy zawiera on „klauzulę Barça” to ciężko byłoby zrozumieć taki ruch gdyby faktycznie miał wrócić do domu jak Mariusz Kamiński. Również ten Hag podpisał nową umowę z Ajaxem.

Moim osobistym faworytem byłby Tuchel ale jak wiemy dzięki idiotyzmowi działaczy PSG Niemiec znalazł sobie nowe miejsce w Londynie i także tutaj nie widzę szans na wyciągnięcie go. Jordiego Cruyffa traktuję jako totalną egzotykę i mam nadzieję, że pomimo plotek Laporta nie traktuje tego serio.

Zostaje więc właściwie Garcia Pimienta, czyli trener rezerw. Wszyscy jesteśmy zgodni, że wykonuje on fantastyczną pracę z Barçą B ale moim zdaniem na ten ruch jest o rok za późno. Sezon na wdrażanie młodzieży przy mniejszym nastawieniu na wyniki właśnie się kończy. O ile oczywiście Messi zostanie bo jeżeli nie to o jakichkolwiek wynikach ciężko będzie marzyć i można będzie wtedy kontynuować odbudowę przez La Masię.

Niezależnie od personaliów możemy się chyba zgodzić, że żaden z realistycznych celów na ewentualne zastąpienie Koemana nie jest w żaden sposób gwarantem sukcesu. Zmiana dla samej zmiany? Już to przerabialiśmy z Setienem. 

Nie zapominam oczywiście o fakcie, że nas nie za bardzo stać na płacenie kolejnej odprawy trenerowi, którego zwolnimy. Bo choć to powód istotny, to nie powinien w żaden sposób wpływać na decyzję o przyszłości Koemana. 

Niewolnicy własnych oczekiwań

Doskonale rozumiem, że jesteśmy zawiedzeni. Rywale zostawili nam otwartą furtkę do mistrzostwa, z której frajersko nie skorzystaliśmy. Dublet w takim sezonie smakowałby niesamowicie ale po raz kolejny wróćmy pamięcią do startu sezonu. 

Rozmawiając w naszym podcaście o oczekiwaniach na 2020/2021 Michał stwierdził wprost, że nie będzie oceniać pracy Koemana przez pryzmat wygranych trofeów. Ja natomiast, chociaż nie wierzę w sezony przejściowe mając w drużynie najlepszego gracza świata, oczekiwałem ładnej ofensywnej gry i liczenie się w walce o puchary. Obydwaj więc powinniśmy być raczej zadowoleni z tego sezonu. Gramy ładniej, strzeliliśmy aż o 20 (!) goli więcej niż prowadzące Atlético i 23 więcej od Realu. Chociaż nie wygramy ligi to do gablotki wpadł niedoceniany przez wielu Puchar Króla. Widoczny jest też progres w grze, wystarczy że spojrzymy na tabelę za sam 2021 r.

źródło: transfermarkt

Sam mam wiele zastrzeżeń do Koemana, o wielu napisał już Michał w swoim tekście, z którym się w dużej mierze zgadzam więc nie będę go dublował. Nie podoba mi się u Holendra przede wszystkim zarządzanie meczem: nie trzeba być ekspertem żeby zrozumieć, że chociażby wprowadzenie Sergiego Roberto z Levante to był przepis na katastrofę. Kiedy nie wypala „plan A” Koeman reaguje chaotycznie i zazwyczaj nie pomaga drużynie.

Największy jednak problem stanowią mecze o stawkę. Z tych kluczowych, których naliczyłem w tym sezonie 12, wygraliśmy raptem 2. Na rywalach z Madrytu zdobyliśmy raptem 1 punkt na 12 możliwych. 

Tylko na ile to jest wina samego Koemana? Zapomnieliśmy już o Lizbonie, Liverpoolu i Rzymie? Możemy udawać, że Barça to mentalna bestia, którą popsuł Holender albo spojrzeć na tych, którzy są faktycznie winni: na piłkarzy.

Wiele musi się zmienić żeby wszystko zostało po staremu

Z jedenastu piłkarzy, którzy wybiegli na boisko w katastrofie w Lizbonie w kadrze nadal mamy aż ośmiu. Obrona została praktycznie bez zmian poza wymianą najgorszego gracza w historii Barçy czyli Nelsona Semedo.

I to przez obronę przegraliśmy ten sezon. Chyba, że winimy Koemana za wylewy Alby i Pique, zjazd formy Matsa, brak doświadczenia obiecujących ale nadal nie dość dobrych Desta czy Minguezy, kolano Umtitiego, kontuzje Roberto, czy wreszcie historyczne wyczyny komedianta Lengleta? Z całego bloku obronnego jedynym piłkarzem, który trzymał poziom był Ronald Araújo. A i on zmagał się z kontuzjami.

A co z przodu? Po sierpniowym zamieszaniu i kiepskim starcie Leo Messi znowu złapał za wózek z napisem FC Barcelona i próbował dociągnąć nas do mety jak robił to chociażby za czasów kucającego Ernesta. Do pomocy dostał nastolatka Ansu, który połamał się w listopadzie, chaotycznego Dembele, Griezmanna, który zaczął grać dopiero po Nowym Roku, a na dziewiątce memicznego Duńczyka, który ku zdziwieniu wielu osób jednak nie okazał się nowym wcieleniem Ronaldo. 

Gdyby nie eksplozja talentu Pedriego i kontuzja Coutinho to mógł być naprawdę trudny sezon. Po raz kolejny oddajmy królowi, co królewskie i powiedzmy otwarcie: gdyby nie Leo Messi ten rok naprawdę byłby batalią o TOP4. Tymczasem kończymy go o włos od wygranej. 

Czy Koeman mógł wprowadzić więcej młodych? Pewnie tak. Czy mógł lepiej rotować żeby nie zajechać Pedriego czy de Jonga? Jasne. Czy mógł dokonywać lepszych zmian? Oczywiście. Ale czy to wystarczające powody żeby go zwolnić i w sierpniu zaczynać wszystko od nowa? 

Ja uważam, że nie. I nazwijcie mnie szaleńcem ale chciałbym stabilizacji na ławce trenerskiej. I dałbym Koemanowi następną szansę. W pakiecie razem z wyładunkiem szrotu i sensowymi transferami. Bo bez tego nawet sam Johan Cruyff nic tu by nie pomógł. 

Hej, skoro już tu jesteś to może wesprzyj naszego bloga? Nie mamy reklam na stronie i utrzymujemy się dzięki dobrowolnym wpłatom naszych patronów. W zamian zaprosimy cię do naszej zamkniętej grupy dla socios 9CAMPNOU. Dzięki!

2 odpowiedzi

  1. Zrobiłeś syntezę moich komentarzy z BO 😉
    Dopiszę jeszcze, że – każdy kolejny kandydat na trenera, wrzucony w tą samą grupe bez mozliwości dokonania istotnych zmian w składzie- a tych mozliwości nie ma, bo jedni nie chcą odejśc a drudzy nie moga przyjść bo nas nie stać- będzie od razu kolejnym przegrywem „na spalonym”.

    i w grudniu będą te same płacze co teraz.

    1. dokładnie. Każdy trener zanim w ogóle wejdzie do drużyny potrzebuje kilka miesięcy żeby poznać zawodników i wyklarować swój styl gry. Po czym będzie znowu płacz, że kiepski start w lidze i trener out, a latem szukanie nowego.
      PS możesz wrzucić mój tekst na BO, ciekawy jestem odzewu 😀

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

To może cię zainteresować

Opowieść z krainy tysiąca i jednej wrzutki

Na Camp Nou chodzę regularnie od sześciu lat i jeszcze nie widziałem czegoś tak złego jak to coś, co zaserwowała nam FC Barcelona Ronalda Koemana wczoraj wieczorem w meczu z Granadą. Nazwać to futbolem to jak nazwać gówno perfumami. 

WIĘCEJ »