Gra o Ligę Mistrzów, gra o Messiego?

Share on facebook
Share on twitter
Share on pinterest
Share on whatsapp
Share on email

Kiedy 14 grudnia poznaliśmy pary 1/8 finału Ligi Mistrzów, napisałem tekst, który jak sam uprzedzałem, należało zaliczyć raczej do „fantastyki” lub „wróżenia z fusów”. Po dwóch miesiącach z przyjemnością mogę stwierdzić, że mój tekst zestarzał się jednak z klasą.

Jeszcze większy uśmiech pojawia się na moich ustach w momencie, kiedy myślę o tym jak mocno poszła do przodu drużyna Koemana, pomimo tego, że w klubie wydarzyło się więcej złego niż dobrego. Holender nie otrzymał zimą żadnego ze swoich oczekiwanych transferów. W klubie, ze względu na przesunięte wybory, nadal panoszy się wirus zwany przez niektórych szefem komisji zarządzającej, a dziury w bloku obronnym musimy łatać pomocnikami. Mimo wszystko trzeba jasno powiedzieć, że drużyna robi progres. Niesamowicie intensywny styczeń, który miał nam powiedzieć prawdę o drużynie przeszliśmy na czwórkę z plusem, przegrywając niestety w superpucharze Hiszpanii z Athletic Club. Czego możemy zatem spodziewać się po dzisiejszym meczu?

BRAK KLUCZOWYCH ZAWODNIKÓW PO OBU STRONACH

Od jakiegoś czasu wiadomo już, że w PSG zabraknie Neymara i Angela Di Marii. Z kolei w naszych szeregach nie wystąpi absolutny filar defensywy – Araujo. Urugwajczyk przegrał wyścig z czasem i za sprawą niedawnego skręcenia kostki będzie musiał w tym meczu pauzować. To o czym wiemy od dłuższego czasu to nieobecność Roberto, któremu odnowiła się kontuzja nogi, oraz Ansu Fatiego. Mówiąc szczerze nie wiem kto wychodzi gorzej na tych absencjach. Co prawda paryżanie tracą jednego z najlepszych graczy na świecie, ale w formacji ataku mają oni zdecydowanie szerszą ławkę niż Barcelona w obronie. Miejsce Urugwajczyka zajmie prawdopodobnie powracający po kontuzji Gerard Pique, jednak nawet przed urazem nie prezentował się on tak dobrze jak jego młodszy kolega. Będziemy zatem obserwować starcie osłabionej kontuzjami ofensywnej formacji ataku paryżan z dziurawą obroną Dumy Katalonii.

W PARYŻU WCIĄŻ PAMIĘTAJĄ 6:1

„Mamy to szczęście, że dostaliśmy możliwość zrewanżowania się. Mamy szansę zagrać świetny mecz i tym samym pozbyć się tego „ciernia”, który wciąż doskwiera części osób, tu w Paryżu”

Rafinha, o meczu rewanżowym z 2017 roku

Jak widać PSG wciąż pamięta swoją dotkliwą porażkę, pomimo tego, że minęły już 4 lata. Można zatem powiedzieć, że spotkają się dwie drużyny z traumatycznymi wspomnieniami ze swoich meczów z Champions League (o ciężkich meczach Barcelony nie będę przypominał, chyba każdy pamięta „trójkąt bermudzki” – Rzym, Liverpool, Lizbona, przez który znikaliśmy z europejskich rozgrywek przez ostatnie lata). Zobaczymy, który zespół lepiej odrobi lekcje i zdoła zapomnieć o swoich demonach przeszłości

GRA TOCZY SIĘ, NIE TYLKO O LM, ALE RÓWNIEŻ O PRZYSZŁOŚĆ MESSIEGO

Nie potrafię wyobrazić sobie scenariusza, w którym po dotkliwej porażce w 1/8 finału Ligi Mistrzów Leo Messi postanawia przedłużyć umowę z Blaugraną o kolejne lata. Z każdej możliwej strony napływają kolejne informacje o kolejnych osobach ze stolicy Francji kuszących Argentyńczyka. Dobra postawa na europejskich boiskach to warunek konieczny do tego, by Leo uwierzył w ten projekt nowej Barcelony. A trzeba przyznać, że można się do niego coraz bardziej przekonywać. Wybitny jak na swój wiek Pedri, niemal nigdy niedający się przedryblować Araujo, w końcu pokazujący odpowiedni poziom Griezmann, bezkontuzyjny Dembele, wchodzący coraz śmielej do drużyny Puig, czy jak zawsze bezkonkurencyjny Ter Stegen to poważne argumenty przemawiające za tym, by przyszłość Barcelony widzieć w jasnych barwach.

Nie pozostaje nam zatem nic innego jak tylko trzymać dzisiaj kciuki za podopiecznych Koemana. PSG, pomimo statusu finalistów ostatnich rozgrywek nie jest drużyną nie do przejścia. Jeżeli pozbędziemy się błędów, które ostatnio trapiły ten zespół [tu przeciągłe spojrzenie na Busquetsa oraz duet Umtiti – Lenglet], to jesteśmy w stanie dojść do ćwierćfinału, a przy szczęśliwym losowaniu może i półfinału Champions League. Każdy zespół ma swoje problemy i to jest szansa dla Dumy Katalonii.

To może cię zainteresować

Opowieść z krainy tysiąca i jednej wrzutki

Na Camp Nou chodzę regularnie od sześciu lat i jeszcze nie widziałem czegoś tak złego jak to coś, co zaserwowała nam FC Barcelona Ronalda Koemana wczoraj wieczorem w meczu z Granadą. Nazwać to futbolem to jak nazwać gówno perfumami. 

WIĘCEJ »