To nie przez sędziego przegraliśmy ten mecz

Share on facebook
Share on twitter
Share on pinterest
Share on whatsapp
Share on email

Za nami gorące El Clásico. Ten mecz miał wszystko: gole, słupki, poprzeczki, czerwoną kartkę. A mimo to dzień później wszyscy skupiamy się na decyzjach sędziowskich. Czy słusznie? Moim zdaniem nie.

Ronald Koeman był wściekły po meczu. „Dla ciebie to był karny? Tak czy nie?” – Zapytał dziennikarza Movistar, który przeprowadzał z nim wywiad po czym kilka sekund później skierował się do szatni. 

Na tym się nie skończyło. Dziś rano opublikował na swoim instagramie post, w którym napisał że mieliśmy przewagę w meczu i brakło nam szczęścia, a także poprawnych decyzji sędziego i VAR-u. 

Ale Koeman nie ma racji. Tak, ja również uważałem w pierwszej chwili, że karny na Braithwaicie jest ewidentny bo został wytrącony z równowagi przez Mendy’ego. Dopiero na powtórkach widać, że kontakt był minimalny i Duńczyk sam się wyłożył zamiast dojść do piłki i zagrać ją w pole bramkowe, gdzie czekało kilku jego kolegów. 

Tak, zakończenie meczu po 4 dodatkowych minutach, z których 3 to były problemy techniczne Manzano oraz czerwona dla Casemiro to absurd. Tak, Barcelona napierała i miała sytuacje, ale nie wiemy, czy coś udałoby nam się strzelić gdyby sędzia doliczył kilka minut więcej. 

Katalońskie victimismo jest łatwe. Wystarczy poszukać błędów arbitra, prawdziwych czy wyimaginowanych i już. Sprawa wyjaśniona. Sędzia nas przekręcił, a Madryt kradnie. Tylko, że w historii byliśmy świadkami kilku meczów, gdzie nas obrabowano. To nie był jeden z nich. 

Karnego na MB9 nie było, tak jak nie było karnego na Dembele wcześniej. Żaden sędzia na świecie by tego nie gwizdnął. Przy minimalnym kontakcie wcale nie było widać, żeby Francuz został wytrącony z równowagi wbiegając głębiej w pole karne. 

Ja mam inne pytanie – dlaczego tak fatalnie wyglądaliśmy w pierwszej połowie? Dlaczego dosłownie każdy wypad Madrytu w okolice naszego pola karnego śmierdziało bramką? 2-0 do przerwy to niski rezultat. Real w formie mający zawodników podejmujących lepsze decyzje lub uderzających celniej zamknąłby ten mecz w pierwszych 45 minutach. To też wina sędziego?

La Masia > najemnicy

Madryt nas nie dobił i prawie kosztowało ich to punkty. W drugiej połowie po zmianie ustawienia na czwórkę z tyłu wyglądaliśmy dużo lepiej. Impuls dała La Masia, a konkretnie Oscar Mingueza. Po jednym z najbrzydszych uderzeń w historii El Clàsico dał nam bramkę kontaktową. Postawiony w jego pozycji Dembele pewnie strzeliłby nad bramką albo skręciłby sobie kostkę. Griezmann uderzyłby głową obok bramki. Obaj Francuzi byli zresztą wczoraj słabi. O ile Antoine może chociaż przypisać sobie świetne przepuszczenie piłki do Minguezy, tak nie ma argumentów na obronę popularnego „Mosquito”, który znowu nie dojechał w ważnym meczu. 

Obydwu Francuzów należy spakować w folię bąbelkową i wysłać byle dalej, np. do Paryża. Bo skoro nie widać różnicy to po co przepłacać? Nie płacisz za piłkarza 100+ milionów żeby strzelał z Valladolid, jakkolwiek ważna by ostatnia bramka Dembele nie była. Oni mają robić różnicę w meczach takich, jak Klasyk. Bo jeżeli nie, to pojawia się…

Messidependencia

Nie jest tak, że wszyscy z La Masii zagrali dobrze, nie wiem co robił na boisku chociażby wracający po kontuzji Sergi Roberto, Jordi Alba zawalił fatalnie przy pierwszej bramce otwierając autostradę na prawym skrzydle dla Valverde, Ilaix miał dwie piłki, które mogłyby dać nam remis. Chwalony za bramkę Mingueza też zresztą miał spore problemy w obronie z Viniciusem.

Ale najwięcej krytyki jak zwykle w takich momentach spadnie na Leo Messiego, który wczoraj nie zagrał dobrego spotkania. Można powiedzieć, że ponownie w kluczowym meczu Leo znika, ale to będzie tylko pół prawdy. Ja uważam, że – niestety – ale już wszystkie topowe drużyny wiedzą jak wyłączyć z gry Argentyńczyka

Kiedy spojrzysz na ten mecz ponownie (nie, żebym komukolwiek to polecał) to zobaczysz, że w każdej praktycznie akcji Messi jest podwajany i potrajany. O ile Leo z 2011 r. z takim pressingiem sobie radził, tak Leo obecny potrzebuje pomocy. A tej nie będzie dopóki koło niego będą biegać zawodnicy, którzy są słabi w grze kombinacyjnej jak wspomniani już Griezmann, Dembele, czy – pożal się Boże – Braithwaite. Szczególnie Dembouz nie nadaje się na środek ataku skoro nie umie grać z pierwszej piłki i generalnie rzecz biorąc woli dostać ją na skrzydło do nogi. Wtedy jest najgroźniejszy.

Nie chcę wybielać Messiego bo jest naszym kapitanem i zawsze będziemy od niego wymagać najwięcej. Mógł zagrać lepiej – mógł lepiej wykonać dwa wolne sprzed 16-tki, mógł też chociażby nie tracić tylu piłek w bezsensownych dryblingach.

Ale też, jak to zwykle bywa, w prawie każdą groźną akcję z naszej strony Argentyńczyk był zaangażowany i naprawdę niewiele brakło mu do zdobycia swojego pierwszego gola olimpijskiego z rzutu rożnego.

Czy wtedy też byśmy pisali, że przeszedł obok meczu? Nie, rozpływalibyśmy się nad geniuszem Leo. Brakło naprawdę niewiele.  

Que no estamos tan mal, hombre!

Piłka nożna to gra błędów, a minimalne detale decydują o wynikach. Tak było i tym razem. 

Specjalnie nie wchodziłem na Twittera w trakcie spotkania przy 0-2 bo wiedziałem, co tam zastanę. Widziałem wczoraj, w przeciwieństwie do horrorów z Lizbony, czy Liverpoolu, drużynę, która nawet pomimo złego wyniku gra swoje, jest konsekwentna i się nie poddaje. W tym największa zasługa na pewno Koemana. Niektórzy bali się manity, inni pisali, że Barça nie stwarzała żadnego zagrożenia poza samą końcówką.

I tak, i nie. Jeśli weźmiemy pod uwagę same strzały to faktycznie, wiele tego nie było. Ale nie pamiętam drugiego tak frustrującego meczu pod tytułem „gdyby tylko”. 

Gdyby tylko Alba lepiej dośrodkował to Courtois nie przeciąłby jego podania. Gdyby tylko rozpędzony Messi dostał lepsze zagranie „na ścianę”. Gdybyśmy tylko strzelali trochę celniej, gdyby Ilaix lepiej główkował…

Czasem po prostu przegrywasz bo przeciwnik zagrał lepiej, tak jak wczoraj. Zamiast płakać na sędziów, spójrz dlaczego nie wygraliśmy.

Ze wszystkich kluczowych meczów w tym sezonie przegraliśmy wszystkie, poza Sevillą. Atletico, Juventus, Bilbao, PSG, Real. Do wyboru, do koloru. 

To nie wina sędziów. Jeżeli Koeman przegra ligę i – odpukać – finał Copa del Rey, to wcale nie jest powiedziane, że będzie kontynuował pracę w przyszłym sezonie. Laporta jest dyplomatą i nie mam wątpliwości, że w tym momencie wspiera Koemana. 

Ale Laporta nie cierpi też przegrywać, a z Realem mu się to praktycznie nie zdarzało. Jeżeli uzna, że Holender podobnie jak niektórzy piłkarze nie dojeżdża w najważniejszych meczach, pożegna go bez żalu. 

Ale to już temat na inny dzień. 

Jak zawsze zachęcamy do zostania naszym patronem i dołączenia do naszej grupy!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

To może cię zainteresować

Opowieść z krainy tysiąca i jednej wrzutki

Na Camp Nou chodzę regularnie od sześciu lat i jeszcze nie widziałem czegoś tak złego jak to coś, co zaserwowała nam FC Barcelona Ronalda Koemana wczoraj wieczorem w meczu z Granadą. Nazwać to futbolem to jak nazwać gówno perfumami. 

WIĘCEJ »