Starszy pan w rozprutej marynarce, czyli słowo o Tusquetsie

tusquets out
Share on facebook
Share on twitter
Share on pinterest
Share on whatsapp
Share on email

W ostatnim czasie doszło do dużego listownego spięcia na linii Carles Tusquets – Joan Laporta. Kandydat na prezydenta wysłał w ostatnim czasie list do szefa komisji zarządzającej, w którym odnosił się do jej działań. Wywołało to spore oburzenie wśród dziadków sabotujących działanie klubu adresatów. Na odpowiedź nie trzeba było długo czekać…

Wszystko to dzieje się w kontekście możliwego transferu Erica Garcii do Dumy Katalonii. Laporta jest przeciwnikiem transferu gotówkowego zimą i robi wszystko, by do niego nie dopuścić. Zwolennikiem tej transakcji natomiast jest jego główny kontrkandydat, Victor Font. Toni Freixa pozostaje z kolei neutralny wobec tego tematu.

W liście od Joana Laporty możemy przeczytać między innymi, że podjęte przez komisję celowe działania i zaniedbania sprawią, że stanie się ona współodpowiedzialna za złą sytuację finansową klubu.

Tusquets wziął sobie mocno do serca słowa Laporty i odpowiedział mu w mocnych słowach:

 Proszę Pana, aby powstrzymał się Pan od gróźb kierowanych w stronę Komisji Zarządzającej w poszukiwaniu decyzji, które Pana zdaniem mogą być dla Pana korzystne, ponieważ może się wydawać, że są potrzebne klubowi.

W jego liście do kandydata można było również przeczytać, że:

Jeśli Komisja Zarządzająca nie przystąpiła do realizacji kontraktu, w żadnym wypadku nie było to spowodowane Pana niesprawiedliwymi i bezmyślnymi groźbami, lecz było dowodem odpowiedzialności i eleganckiego zachowania – pozwolenia, aby to wybrany prezydent Klubu w swoim momencie podjął decyzję, którą uważa za najbardziej stosowną.
Osoba podpisana pod tym listem (Tusquets), mając na uwadze ściśle interesy klubu, jest zdania, że podpisanie umowy z tym piłkarzem byłoby najbardziej adekwatnym działaniem, zgodnie z tym, co przekazali mi dwaj pozostali kandydaci. 

List kończy się bezpośrednią uwagą do Laporty:

Zachęcam do przyjęcia postawy polegającej na przedkładaniu interesów FC Barcelony nad własne interesy wyborcze (koniec końców uprawnione)

Co za tupet…  Ten człowiek (Tusquets) miał tylko JEDNO zadanie: zorganizować wybory w najbliższym możliwym terminie. Sam zresztą mówił, że zrobi je As soon as possible. Już teraz wiemy, że mu się to nie udało. Jeżeli chcecie posłuchać nieco więcej na ten temat koniecznie nadróbcie zaległości w podcaście, a ja przedstawię wam mój, nieco inny punkt widzenia na głównego bohatera tego tekstu…

Od jakiegoś czasu za każdym razem kiedy czytam o jego kolejnych, bezsensownych wypowiedziach i kiedy zastanawiam się, dlaczego ten człowiek po prostu nie wykona dobrze swojego zadania i nie wróci do swoich cyferek, przypomina mi się pewna scena z genialnego filmu „12 gniewnych ludzi” z 1957 roku (jeżeli ktoś nie oglądał to trzeba nadrobić). Poniżej krótki fragment:

W mojej ocenie właśnie takim człowiekiem jest Tusquets w porównaniu do świata wielkiej piłki. W porównaniu do piłkarskiego nieba, Barcelony, jest starym człowiekiem w rozprutej marynarce, powłóczącym nogą. Niewiele znaczącym trybikiem wielkiego mechanizmu, który po wielu latach ślęczenia nad liczbami i bycia wymienianym tylko w dokumentach, których i tak nikt nie czyta, w końcu jest cytowany. W końcu ktoś zwrócił na niego uwagę. W końcu trafił na nagłówki pierwszych stron gazet mówiąc kompletne głupoty o rzeczach, które nawet go nie dotyczą. To jest po prostu smutne i powinno nam być żal tego człowieka… Tylko, że ten człowiek sabotuje pracę klubu. Zachowajmy zatem ten żal na lepsze czasy, kiedy z ulgą będziemy wspominać te stare, okropne wydarzenia największego kryzysu w historii Blaugrany.

A tymczasem Tusquets out.

_____

Tłumaczenie za: FCBARCA.COM

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

To może cię zainteresować

Opowieść z krainy tysiąca i jednej wrzutki

Na Camp Nou chodzę regularnie od sześciu lat i jeszcze nie widziałem czegoś tak złego jak to coś, co zaserwowała nam FC Barcelona Ronalda Koemana wczoraj wieczorem w meczu z Granadą. Nazwać to futbolem to jak nazwać gówno perfumami. 

WIĘCEJ »