Riqui Puig. Teraz albo nigdy

Share on facebook
Share on twitter
Share on pinterest
Share on whatsapp
Share on email

El caso Riqui to temat, który elektryzuje kibiców Barçy od początku sezonu. Przyjrzymy się więc sytuacji młodego wychowanka La Masii i spróbujmy uporządkować fakty. I pogłoski, bo tak naprawdę w tej sprawie nic nie jest czarno-białe i w większości musimy oprzeć się na opiniach z drugiej ręki i łączyć kropki samemu.  

Po pierwsze: kim jest Ricard Puig Martí?

„Jesteśmy za Barçą i mieć syna, który tutaj teraz gra to jest coś nie do pomyślenia. Teraz musi twardo stąpać po ziemi i być pokornym.”

– tak mówił po jego wymarzonym debiucie na Camp Nou ojciec Riquiego i również były piłkarz, Carlos Puig. Jego syn wszedł na boisko w meczu Copa del Rey z Cultural Leonesa i zdążył zaliczyć sprytną asystę przy golu Denisa Suareza. To był rok 2018 i wydawało się, że świat stoi otworem przed młodym wychowankiem. Tymczasem ponad dwa lata później Riqui gra tyle, co nic i jego przyszłość w Klubie stoi pod znakiem zapytania. 

Wychowanek La Masii, Katalończyk z krwi i kości, świetny technicznie niewysoki drybler, a do tego obdarzony charakterystyczną urodą wiecznie uśmiechniętego dzieciaka Ricard Puig Martí szybko został ulubieńcem culés. Na papierze ma wszystko żeby zostać kolejnym crackiem.

Wielu z nas widziało w Riquim następcę Xaviego, czy Iniesty. Ale, jak wspominałem już w naszym podcaście, Puig nie do końca wpasowuje się w schemat skromnego chłopaka z La Masii. Pewnym jest, że Riqui w odróżnieniu do dwóch wymienionych wyżej legend dużo bardziej lubi błysk i szpan. Na co dzień jeździ czarnym Audi RSQ3, lubi drogie zegarki i ciuchy, np. Off-White. Na instagramie obserwuje go ponad 2,2 miliona ludzi, to on był jedną z pierwszych osób, która rozkręciła słynny pandemiczny challenge z rolką papieru toaletowego. Piłkarsko jednak nie osiągnął właściwie nic. 

O ile pozaboiskowo Puig ma inny charakter niż Xavi, czy Iniesta to jedno ich łączy – podobnie jak oni ma problem z wejściem do zespołu. Mało kto pamięta teraz, że obecny trener Al-Sadd zaczynał jako zmiennik i niejako konkurent Pepa Guardioli. Wielu dziennikarzy i trenerów kwestionowało jego możliwości i, podobnie jak to dzieje się dzisiaj z Puigem, wypychało go na wypożyczenie. Dopiero kontuzja Pepa dała mu cenne minuty i ważne miejsce w składzie. Ciężko sobie to teraz wyobrazić, ale przez pierwsze kilka lat uważano też, że Xavi najlepiej będzie radził sobie na pozycji defensywnego pomocnika. Dopiero przesunięcie go do przodu uwolniło jego kreatywność i zrzuciło z niego defensywne obowiązki, które hamowały jego rozwój.

Co do Iniesty to warto przypomnieć, że chociaż grał świetnie chociażby w ćwierćfinale LM 2006 z Benfiką to Rijkaard zostawił go na ławce w finale w Paryżu. Mało brakło, a przez wystawienie mało kreatywnego środka pola Deco – Edmilson – van Bommel mogliśmy ten finał przegrać. Dopiero wprowadzenie Iniesty w przerwie meczu odblokowało ofensywę Barçy. Don Andrés miał wtedy 22 lata i jak sam mówi ciężko mu było pogodzić się z decyzją Holendra.  

Ale wróćmy do Riquiego. 

Gamper

Według moich źródeł przyczyną pierwszego i najpoważniejszego konfliktu na linii Riqui – Koeman była ich pierwsza poważna rozmowa. To wtedy holenderski szkoleniowiec miał powiedzieć młodemu pomocnikowi, że będzie mu ciężko o minuty, tym bardziej że niedługo do zespołu miał dołączyć Miralem Pjanić. Koeman zasugerował zawodnikowi, że będzie dla niego lepiej jeżeli zostanie póki co nadal w Barçy B lub uda się na wypożyczenie do klubu gdzie będzie mu łatwiej o minuty. 

Jak powiedział, tak zrobił. Ta rozmowa nie była wbrew temu co się mówi ostatecznym skreśleniem Riquiego przez Koemana, który zdecydował posadzić młodego Katalończyka na trybunach w meczu o Puchar Gampera będący tradycyjnie bardziej niż meczem prezentacją pierwszego składu na nadchodzący sezon. To, co zaważyło najbardziej był fakt, że o decyzji Holendra dosłownie w przeciągu kilku godzin dowiedziały się media i zaczęła się gównoburza. 

Jesteś kretem – miał według El País powiedzieć Koeman do Riquiego w obecności całej drużyny. I co tu dużo mówić – miał rację. Młody się zagotował, wylał swoją frustrację w rozmowie z kimś spoza Klubu, a to szybko trafiło do mediów, które tylko czekają na takie smakowite dramy wewnątrz szatni. 

Od tego czasu Puig jest praktycznie na końcu listy zainteresowań Koemana, w całym sezonie zagrał do tej pory raptem 77 minut, grając głównie ogony. Pomimo tego, za każdym razem kiedy wchodził z ławki prezentował się dość dobrze i można tylko spekulować jak wyglądałby grając bardziej regularnie. W tym sezonie w La Liga rozegrał najmniejszą ilość minut z całej kadry pomijając Matheusa „Yeti” Fernandesa. Jednocześnie Pjanić, mimo tego, co zapowiadał Koeman wcale nie jest jego ulubieńcem i również zdążył już ponarzekać na swoją sytuację w mediach . W tym przypadku jednak reakcja Holendra nie była już tak zdecydowana. Od tego wywiadu Pjanić zagrał już 174 minuty, a więc dużo więcej niż Riqui przez cały sezon, mimo że naprawdę dobrze zaprezentował się raz, z Valladolid. Równi i równiejsi? 

Co ciekawe, przed sezonem Koeman chciał rzekomo także by oprócz Puiga na wypożyczenie udał się także Ansu Fati. Ten jednak szybko pokazał Holendrowi swoją wartość strzelając 4 gole dopóki nie zastopowała go kontuzja. Riqui takiej szansy nie dostał w ogóle.

Nastawienie

„Jeżeli któryś z zawodników nie dostaje minut to jest jakaś tego przyczyna” – powiedział Koeman na jednej z konferencji prasowych. Chociaż nie mówi tego wprost to daje jasno do zrozumienia, że problem Puiga polega na tym, że źle wygląda na treningach. 

Ale jeżeli tak, to chętnie zobaczyłbym co w Ciutat Esportiva pokazuje chociażby Trincão, który jako pierwszy napastnik Barçy w historii nie strzelił gola w 19 meczach (23 jeżeli doliczymy sparingi), a nadal dostaje swoje szanse. Albo Coutinho, który po kilku dobrych pierwszych meczach wrócił już do swojego standardowego trybu „zetnę do środka i strzelę”, z którego nie wynika absolutnie nic. Jeżeli ci dwaj zawodnicy grają regularnie to najwyraźniej na treningach muszą pokazywać prawdziwe joga bonito.

Apogeum uporu Koeman osiągnął w meczu z Valladolid kiedy Busquets wszedł na bronienie wyniku przy 3:0. Nie ma absolutnie żadnego sensownego wytłumaczenia tej zmiany poza tym, że Riqui nadal jest u Holendra na czarnej liście. Podobną nic nie wnoszącą zmianą popisał się Koeman wczoraj z Eibarem przy 1:1. 

„U innych też nie grał”

Wiele osób twierdzi, że to nie może być przypadek skoro Koeman jest już trzecim trenerem, u którego Puig grzeje ławę. Tylko, że to nie do końca prawda. O ile faktycznie Valverde po świetnym debiucie dał mu zagrać raptem kilka spotkań pod koniec sezonu, tak u Setiena kiedy już wszedł do drużyny był ważnym elementem rotacji, grając w 19-tu spotkaniach między styczniem, a lipcem. W kilku z tych spotkań się wyróżnił, np. kiedy torturował dużo potężniejszego Thomasa Parteya z Atletico, wyjaśniając przy okazji też kolejny mit jakoby miał być „za słaby fizycznie”. 

Poza tym zupełnie serio – żaden z trójcy Valverde, Setien, Koeman nie jest wybitnym trenerem i u każdego pierwsze skrzypce pod względem minut grał Busquets. Żaden to wyznacznik. 

Nie ma dla niego miejsca?

To spory problem bo akurat środek pomocy to jest nasza najlepiej obsadzona pozycja. Jeśli chodzi o pozycję DM (pivota) to Riqui odpada bo jest chuchrem, a więc zostaje właściwie tylko CAM (mediapunta). A tu mamy już Coutinho, Griezmanna, Pedriego i Messiego, a czasem też Frenkiego, który ostatnio gra nieco wyżej. 

To… może by zmienić system? Koeman do tej pory twardo obstawał, że jego wymarzone i stosowane od początku sezonu 4-2-3-1 to najlepszy wybór biorąc pod uwagę stan kadry. Tylko, że ten system jest tak płynny, że czasami zmienia go kilka razy w trakcie meczu jak wczoraj z Eibarem czy wcześniej z Valladolid, od którego nagle przeszliśmy na trzech środkowych obrońców (3-5-2/3-4-3) więc… jednak można? Kadra się przecież nie zmieniła. Puig nie zbawi Barçy i nie wygra nam trypletu ale zawsze kiedy wchodzi dynamizuje grę, zawsze pokazuje się do podań i szuka rozwiązań do przodu, z czym wielu pomocników ma problem. 

Co dalej?

Podsumowując, niezależnie od tego jakie są faktyczne powody odstawienia Riquiego, nie zanosiło się na zmianę w jego sytuacji. Chciałbym wierzyć, że Koeman miał w tym wszystkim jakiś cel ale raczej chodzi tu po prostu o zwykły upór, który nie pozwala mu przyznać się do błędu. Czy cierpielibyśmy więc oglądając do końca sezonu Coutinho i Pjanicia? Prawdopodobnie, natomiast odniesiona wczoraj kontuzja Brazylijczyka może oznaczać dla niego koniec sezonu i tu pojawia się szansa dla Riquiego. Coutinho, który pomimo wcześniejszej kontuzji zagrał już w tym sezonie w lidze 657 minut, po prostu musi być kimś zastąpiony. No, chyba że Koeman planuje grać nadal Pedrim (853 minuty) i Busquetsem (881 minut). To byłby już jawny sabotaż i pewnie skończyłoby się szybko kontuzją któregoś z tych dwóch graczy. 

Puig ma kontrakt do końca czerwca 2021 z opcją przedłużenia o 2 lata po stronie Klubu. Ciężko sobie wyobrazić żeby z niej nie skorzystano i potwierdza to też niezawodny insider Fabrizio Romano. Jeżeli ma jednak grać tyle, co do tej pory to niezależnie od kwestii kontraktowej najlepszym rozwiązaniem dla młodego pomocnika z Matapedry będzie odejście na wypożyczenie. Według ostatnich doniesień interesują się nim chociażby Milan i Arsenal. 

Jeżeli odejdzie i tam również nie będzie grał to wtedy zacznę wierzyć, że chłopakowi naprawdę odbiła sodówka i trzyma głowę wyżej, niż powinien. A do tego momentu pozwolę sobie zostać na wyspie „Riqui Puig”. Populacja trochę spadła, ale nadal jest nas dużo. Czas pokaże który z duetu Puig/Koeman zostanie dłużej w Barcelonie. Aktualnie ta relacja wygląda na nie do naprawienia ale nie takie rzeczy już w piłce widzieliśmy. Obaj panowie nie muszą się zresztą lubić. Wystarczy, że będą profesjonalistami. 

Na koniec podkreślę jeszcze raz – nie uważam Puiga za zbawiciela Barçy. Ale uważam, że tym, co pokazywał do tej pory zasłużył na swoją szansę. Tym bardziej że dostało ją kilku piłkarzy, którzy regularnie mecz w mecz kopią się po czole. Poza tym obecnie sytuacja Barçy w lidze jest tak dramatyczna, że nie wyobrażam sobie żebyśmy mogli grać gorzej. 
Udowodnij, że jesteś crackiem, Riqui.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

To może cię zainteresować

Opowieść z krainy tysiąca i jednej wrzutki

Na Camp Nou chodzę regularnie od sześciu lat i jeszcze nie widziałem czegoś tak złego jak to coś, co zaserwowała nam FC Barcelona Ronalda Koemana wczoraj wieczorem w meczu z Granadą. Nazwać to futbolem to jak nazwać gówno perfumami. 

WIĘCEJ »