Postpartido: Real 1-3 [H]

Share on facebook
Share on twitter
Share on pinterest
Share on whatsapp
Share on email

Za nami pierwsze starcie FC Barcelony i Realu Madryt w sezonie 2020/21. Mecz zakończył się wygraną Los Blancos 1:3. Spotkanie otworzył już w 5’ Federico Valverde. W 8’ trafieniem odpowiedział Ansu Fati. Widowisko było bardzo wyrównane. Obie drużyny stwarzały sobie bardzo dużo dobrych sytuacji bramkowych, których jednak nie mogły wykończyć. Dopiero w 63’ Sergio Ramos zamienił rzut karny, przyznany po faulu Lengleta, na bramkę. Ostatecznie wynik podwyższył Luca Modric zabijając spotkanie w doliczonym czasie gry. Jakie nasuwają się wnioski bezpośrednio po meczu?

  1. Najlepszym zawodnikiem biegającym po boisku był zdecydowanie Sergio Ramos. Kapitan Realu Madryt był wszędzie w obronie, wywalczył i wykorzystał rzut karny oraz regulował tempo rozgrywania piłki. Był prawdziwym liderem swojej drużyny. Wśród zawodników Dumy Katalonii najbardziej błyszczało dwóch nastolatków – Ansu Fati i Sergiño Dest. Pierwszy z nich strzelił wyrównującą bramkę i wykonywał tytaniczną pracę w pressingu po stracie piłki. Wszystko co najlepsze w ofensywie pochodziło od niego. O tym samym (w kontekście defensywy) można powiedzieć o prawym obrońcy Blaugrany. Amerykanin schował Viniciusa do kieszeni i nie pozwolił mu przeprowadzić żadnej groźnej akcji. Dodatkowo skutecznie asekurował swoich kolegów z obrony nie dopuszczając do sytuacji bramkowych. Doskonałym podsumowaniem jego występu będzie fakt, że wszystkie strzelone przez Real bramki padły po akcjach przeprowadzonych z lewej strony boiska, gdzie grał duet Alba – Lenglet.
  2. Słaby występ obu skrzydłowych. Kiedy oglądałem Coutinho na lewym skrzydle przypomniały mi się czasy Valverde usilnie próbującego go przekonać do tej pozycji. Brazylijczyk nie przeprowadził żadnej niebezpiecznej akcji swoją stroną boiska. Z pewnością nie pomagały mu również liczne faule Madrytczyków gdy tylko otrzymywał futbolówkę w pobliżu pola karnego. Pedri również był zupełnie niewidoczny na boisku. Chyba nie do końca zrozumiał instrukcję trenera, kiedy wystawił go na pozycji Griezmanna i zamiast zastąpić go z nawiązką zagrał identycznie jak Francuz w ostatnim czasie. Młody Hiszpan skutecznie wspierał Desta w grze obronnej jednak nie zobaczyliśmy u niego żadnego błysku w ataku. Oczywiście należy brać pod uwagę jego niesamowicie młody wiek Pedriego. Ten chłopak jest prawie miesiąc młodszy niż Ansu Fati. Oby kolejne występy przeciwko Los Blancos okazały się dla niego dużo lepsze, bo na pewno będzie jeszcze okazja by pokazał swoje umiejętności w hiszpańskich klasykach. 
  3. Dramatyczny Lenglet. Słabi pomocnicy defensywni. Francuski obrońca ewidentnie przeżywa na początku sezonu kryzys. Najpierw czerwona kartka w meczu z Celtą Vigo, dzisiaj zupełnie niepotrzebne sprokurowanie jedenastki szarpiąc Ramosa za koszulkę. Chyba najwyższa pora, aby dać szansę Araujo w pierwszym składzie Barcelony na najbliższe mecze. Urugwajczyk pokazał już wielokrotnie w tym sezonie stabilność, opanowanie i wysoką jakość w obronie. Zarówno de Jong jak i Busquets zagrali bardzo przeciętny, żeby nie powiedzieć słaby mecz. Byli powolni, robili błędy i grali bardzo „elektrycznie”. Po niedopilnowaniu przez Busquetsa Fede Valverde, Blaugrana straciła pierwszą bramkę.
  4. Messi bardzo chce, ale mu nie wychodzi. Po kapitanie Dumy Katalonii widać ogromne zaangażowanie. Niestety po rozpoczęciu akcji w środku boiska i przetransportowaniu piłki do swoich skrzydłowych nie doczekał się wielu podań zwrotnych, których się wielokrotnie domagał. Próbował też agresywnie odbierać piłkę na połowie przeciwnika. Nie zmienia to jednak faktu, że był to średni występ Leo, a okres bez jego bramki w El clásico przedłuży się o kolejne dni. Obecnie ma ich już 900.
  5. Słabe zmiany Koemana. W mojej opinii mecz ten został przegrany zarówno na boisku, jak i na ławce trenerskiej. Były selekcjoner reprezentacji Holandii postawił na turboofensywę wprowadzając na boisko Dembele, Trincao, Griezmanna oraz Braithwaite’a. Zapomniał przy tym zupełnie o tym jak istotni są pomocnicy. Po zmianach w 80’ Real totalnie zdominował środek pola rozgrywając swobodnie piłkę. Stworzył też wtedy mnóstwo akcji ofensywnych wykorzystując fakt, że formacje pomocy i obrony Barcelony stanowiło zaledwie 5 zawodników… łącznie. Gdyby nie kilka fantastycznych interwencji Neto mecz mógłby zakończyć się wynikiem nawet 1:4 lub 1:5. Brakowało mi wpuszczenia na boisko Riquiego Puiga lub Miralema Pjanica, którzy jako kreatywni gracze środka pola daliby swojej drużynie dużo więcej niż 5 napastników czekających na podanie z przodu boiska.
  6. Czekamy na powrót Ter Stegena. Pomimo genialnych interwencji Neto wciąż mocno da się odczuć brak jednego z najlepszych bramkarzy świata między słupkami. Poza wspomnianymi obronami strzałów Kroosa i Sergio Ramosa w końcówce meczu Brazylijczyk popełnił też kilka poważnych błędów, które m.in. doprowadziły do straty trzeciej bramki. Miał problemy przede wszystkim z pewnym łapaniem piłek i wyprowadzeniem akcji z pola karnego. 
  7. Zawodnicy Barcelony dostali pokaz tego, w jaki sposób gra drużyna. Gracze Realu bardzo dobrze przesuwali się po boisku. Nie dali najmniejszych szans na solowe popisy pt. przedryblowanie kilku zawodników i wykończenie akcji efektownym strzałem. Gdy tylko któryś z zawodników Dumy Katalonii dostawał piłkę w okolicy 16 metra, od razu obok niego wyrastało 3 rywali, którzy odbierali futboówkę. Bez pomysłu na kreację drużynowych akcji Katalończycy byli w ofensywie bezbronni jak dzieci.

BARÇA – REAL 1:3

Gole: 0:1 (5’) Valverde. 1:1 (8’) Ansu Fati. 1:2 (63’) Sergio Ramos (p). 1:3 (90’) Modric

9CAMPNOU to jedyny polski blog o Barçy tworzony w Barcelonie. Jeżeli spodobał Ci się ten wpis wesprzyj nas małą kwotą:

Buy Me a Coffee at ko-fi.com

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

To może cię zainteresować

Opowieść z krainy tysiąca i jednej wrzutki

Na Camp Nou chodzę regularnie od sześciu lat i jeszcze nie widziałem czegoś tak złego jak to coś, co zaserwowała nam FC Barcelona Ronalda Koemana wczoraj wieczorem w meczu z Granadą. Nazwać to futbolem to jak nazwać gówno perfumami. 

WIĘCEJ »