POSTPARTIDO: Juventus 0:2 [A]

Share on facebook
Share on twitter
Share on pinterest
Share on whatsapp
Share on email

Wczoraj dymisja Bartomeu, a dzisiaj wygrywamy na wyjeździe w Lidze Mistrzów. Przypadek? Nie sądzę. A nawet jeśli to i tak ten fakt bardzo cieszy biorąc pod uwagę nasze męki kiedy tylko gramy poza Camp Nou.

Początek spotkania był dość otwarty, Griezmann strzelił w słupek już w drugiej minucie meczu po odbitej piłce po rzucie rożnym. Chwilę później Pjanić mógł sprezentować gola Juventusowi w naszym polu karnym.

Bianconeri wyszli wysokim pressingiem i cisnęli nas niemiłosiernie, do tego stopnia, że ciężko było nam wyjść z własnej połowy. Coraz więcej średniaków też to robi bo bardzo się wtedy gubimy. Na szczęście tym razem obyło się bez straty gola.

W 14 minucie wynik otworzył Dembele po strzale z daleka, który jeszcze odbił się nieszczęśliwie od Chiesy i wpadł nie dał szans Szczęsnemu. Ta bramka podcięła skrzydła Juventusowi i wyraźnie opadli odzyskując inicjatywę dopiero w drugiej połowie. 

Zawodnicy z Turynu mieli swoje szanse, a najwięcej z nich Morata, któremu anulowano po VAR-ze, uwaga, aż 3 gole. Wszystkie decyzje były jednak poprawne. 

Z naszej strony najwięcej sytuacji miał Griezmann jednak był znowu nieskuteczny. Messi grał bardzo dobrze aż do pola karnego przeciwników gdzie nie mógł trafić, nie podawał albo tracił piłkę. Finalnie strzelił jednak swojego gola po karnym wywalczonym na Ansu, który wszedł na prawą stronę za Dembele. Ogólnie świetny występ Argentyńczyka, który zrobił też przepiękną asystę przy pierwszym golu.

Barça przez zdecydowaną większość meczu kontrolowała przebieg gry (tu zasługa głównie Pjanicia i świetnego Pedriego) i wygrała zasłużenie chociaż nie można powiedzieć, że trzy anulowane minimalnie gole to powód do dumy. Cieszą 3 punkty i pewne prowadzenie w LM, niestety martwi uraz Araujo, który oznacza, że zostajemy z jednym nominalnym obrońcą.

9CAMPNOU to jedyny polski blog o Barçy tworzony w Barcelonie. Jeżeli spodobał Ci się ten wpis wesprzyj nas małą kwotą:

Buy Me a Coffee at ko-fi.com

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

To może cię zainteresować

Opowieść z krainy tysiąca i jednej wrzutki

Na Camp Nou chodzę regularnie od sześciu lat i jeszcze nie widziałem czegoś tak złego jak to coś, co zaserwowała nam FC Barcelona Ronalda Koemana wczoraj wieczorem w meczu z Granadą. Nazwać to futbolem to jak nazwać gówno perfumami. 

WIĘCEJ »