Share on facebook
Share on twitter
Share on pinterest
Share on whatsapp
Share on email

Dwa lata temu w klubowych budynkach FC Barcelona panowało zamieszanie. Głosy krytyczne z góry niechętne były płacić 5 milionów euro za 16-latka, którego Real Madryt odrzucił zaledwie rok wcześniej. Przy zapisanych w kontrakcie Pedriego bonusach za grę w pierwszym składzie, za odpowiednią liczbę minut i za osiągnięcia ta cena mogła wzrosnąć aż do 25 milionów. 

„Czy myśmy oszaleli?” – pytał jeden pracownik, którego już w klubie nie ma. Ale odpowiedź dyrektora sportowego Ramona Planesa – wówczas przydzielonego do sekretarza technicznego Érica Abidala – i José Mari Bakero odpowiedzialnego za szkółkę i śledzenie wszystkich piłkarzy wypożyczonych z klubu była jednoznaczna. Pedri González z Tegueste na Teneryfie musi zostać podpisany.

Przede wszystkim dlatego, że odwiedzili go kilka razy, kiedy grał w Las Palmas i mieli jasność, że w tamtym czasie była to okazja. Jego wartość wzrosłaby natychmiast kiedy przeszedłby do profesjonalnej piłki nożnej. Jego upór przekonał przedstawicieli Dumy Katalonii w ostatnim tygodniu targów i tym samym Pedri został podpisany. Barça zdecydowała się zostawić go na wypożyczeniu w Las Palmas na dwa sezony, z możliwym skróceniem do jednego gdyby chcieli go powołać do pierwszej drużyny lub wypożyczyć za granicę. Minął rok i nikt już nie ma wątpliwości co do Pedriego, który zdążył już wyjść w podstawowym składzie na Getafe i Klasyk oraz zadebiutować w LM rozgrywając przy tym partidazo z Juventusem. 

Las Palmas

Przywitanie się Pedriego z drugą ligą było natychmiastowe. Został najmłodszym strzelcem w historii Las Palmas – zrobił to mając 16 lat, dziewięć miesięcy i 25 dni, wyprzedzając Orlando Suáreza (17, 3, 3). Był też najczęściej używanym zawodnikiem przez trenera Pepe Mela. „Widziałem go w młodzieżowej piłce nożnej i wiele rzeczy robił dobrze” – mówi Mel; „Pytanie brzmiało, czy był w stanie zrobić to przeciwko profesjonalistom. Ale już od presezonu wiedzieliśmy, że tak. Chociaż było to dla niego wyzwanie ze względu na wiek, on w ogóle nie zauważył skoku”. Sezon Pedriego nie pozostał niezauważony przez międzynarodowych skautów, świadomych kontraktu z Barçą. Tego lata przyszły oferty dla rozgrywającego z Borussii Mönchengladbach i PSV, ale przede wszystkim z Bayernu Monachium, który nalegał z zaskakującą wytrwałością, biorąc pod uwagę, że kilka tygodni wcześniej strzelił osiem goli Barçy w Lidze Mistrzów. Odpowiedź klubu po tym, jak trener Ronald Koeman powiedział, że chce go w swoim zespole, była jednak niezmienna: „Pedri zostaje z nami”.

To była wielka radość dla utalentowanego piłkarza, który wzorował się na Laudrupie (przez kompilacje na YouTube) i Inieście, który jadł w domu z talerzy z herbem Barçy i którego dziadek założył Peña Barcelonista Tenerife-Tegueste, której obecnie przewodniczy jego ojciec, Fernando. Jego starszy brat, również Fernando, przeniósł się z nim do Barcelony co jest wielkim plusem, ponieważ uczy się w szkole gastronomicznej i jest najlepszym z jego kolegów. No, z wyjątkiem sytuacji, gdy rzucają sobie wyzwania w FIFĘ lub Teqball, czyli czegoś w rodzaju wygiętego stołu do ping-ponga gdzie grasz głową i nogami. 

Cichy, dojrzały, crack

Na razie wszystko idzie gładko dla Pedriego, który grał z ławki w pierwszych trzech meczach ligi i był titularem z Getafe, Realem i z Juventusem i być może nawet najlepszym zawodnikiem na boisku w tym meczu. „Interpretuje grę jak mało kto, jest bardzo dojrzały”, chwalą go na Camp Nou. „Jest cichy, powściągliwy, ale na boisku zawsze wie, co ma zrobić. Prawda jest taka, że ​​jak na jego wiek, zaskakujące jest, jak rozumie grę”, dodają w szatni Barçy. „Z nim oraz Ansu Fatim Barça ma przyszłość”. To samo sądzą w biurach Ciutat Esportiva, gdzie uważają go za cracka z powodu tego, jak widzi piłkę i jak się rozwija, a także jak nie ciąży mu odpowiedzialność.

„Zwiększyliśmy jego zdolność do bycia pod grą ponieważ daliśmy mu swobodę w ataku, a w obronie zostawialiśmy go na lewej stronie, by odpoczywał” – mówi Mel. „I chociaż musi trenować i doskonalić się, stopniowo będzie bez wątpienia coraz ważniejszy w Barcelonie. Oczywiste jest, że się nie boi, jak to pokazał w meczu z Getafe gdzie kopali go do tego stopnia, że ​​Erick Cabaco w niesportowym geście chwalił się na insta gwałtownym wejściem w chłopaka łokciem i nadepnięciem, które podpisał “¡Por aquí, no!” („Tędy, nie!”). 

Dla Pedriego, zdobywcy uznania Koemana i kibiców, istnieje mało barier.

___________

Oryginał artykułu znajdziesz tutaj. Od siebie dodałem kilka detali, przede wszystkim o meczach z Realem i Juve, które odbyły się już po opublikowaniu tego artykułu w EL PAÍS.

9CAMPNOU to jedyny polski blog o Barçy tworzony w Barcelonie. Jeżeli spodobał Ci się ten wpis wesprzyj nas małą kwotą:

Buy Me a Coffee at ko-fi.com

Jedna odpowiedź

  1. Szanuję bardzo za podanie linku do tekstu, na którym się oparłeś!
    Co do samego Pedriego to mimo tego, że to są niesamowite sprawy, które on pokazuje jako 17 latek to ciągle gdzieś tak osobiście nie chce popadać do końca w mega optymizm i pompować balonik. Pedri musi zrobić jeszcze parę kroków do przodu, żeby na poważnie się liczyć na lata. Oczywiście jest młody, mentalnie (nie wiem czy dobre słowo), wolicjonalnie, technicznie, taktycznie wygląda niesamowicie jak na taki wiek to mimo wszystko jeszcze poprawić się musi. Nie wszystkim młodym to się z wiekiem udawało i dlatego mimo, że nadzieję są olbrzymie i podstawy do tychże też to gdzieś osobiście jeszcze chwilę zaczekam.
    Może wywrotowo napiszę, że JEŻELI by został taki jaki jest w tej chwili (na bazie spotkań np. z Realem, Getafe czy Juve) to będzie to bardzo solidny piłkarz, ale może nic więcej. Papiery ma na bycie crackiem, jest w sytuacji dobrej do rozwoju i oby mu się ten rozwój udał.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

To może cię zainteresować

Opowieść z krainy tysiąca i jednej wrzutki

Na Camp Nou chodzę regularnie od sześciu lat i jeszcze nie widziałem czegoś tak złego jak to coś, co zaserwowała nam FC Barcelona Ronalda Koemana wczoraj wieczorem w meczu z Granadą. Nazwać to futbolem to jak nazwać gówno perfumami. 

WIĘCEJ »