Opowieść z krainy tysiąca i jednej wrzutki

Share on facebook
Share on twitter
Share on pinterest
Share on whatsapp
Share on email

Na Camp Nou chodzę regularnie od sześciu lat i jeszcze nie widziałem czegoś tak złego jak to coś, co zaserwowała nam FC Barcelona Ronalda Koemana wczoraj wieczorem w meczu z Granadą. Nazwać to futbolem to jak nazwać gówno perfumami. 

Analiza taktyczna tego meczu jest najprostszym zadaniem na świecie i zawiera się w słowie „wrzuta”. Tyle. Nie było planu B, ani planu C. Podanie na skrzydło i wrzuta do środka – tak wyglądał cały mecz. A co kiedy wrzutki nie działają? To bardzo proste, otóż wystarczy wykonywać wrzutek więcej. Genialne w swojej prostocie, ale cóż – przecież futbol to prosta gra. Wincyj wrzutek! Camp Nou wytrzyma.

„Szybko strzelona bramka ustawiła spotkanie” 

To klasyczne już zdanie znane z polskich boisk Eklapy wbrew pozorom tym razem miało dużo racji bytu. Bo Granada po zdobyciu bramki w 2. minucie nawet nie udawała, że będzie próbować robić coś więcej niż grać na czas i bronić całą jedenastką. Sędzia Jaime Latre nie poradził sobie z meczem pozwalając Luisowi Maximiano na celebrowanie każdego wznowienia gry i pokazał mu żółtą kartkę dopiero 5 minut przed końcem. Piłkarze Granady więcej leżeli na boisku, niż grali, a kontry przerywali faulami, za które nie dostawali kartek. Nie widziałem jeszcze takiego cyrku ale skoro sędzia na to pozwolił to ich prawo. 

Tylko, że my jesteśmy FC Barceloną. Drużyną, która wbrew temu co mówi holenderski nieudacznik na ławce trenerskiej, ma dużo jakości w składzie. Może nie na walkę o La Liga, na pewno nie na wygranie Ligi Mistrzów. Ale na pewno wystarczająco dużo żeby pokazać coś więcej na bombardowanie pola karnego przeciwników jakbyśmy byli Burnley 2.0, nie ujmując nic oczywiście podopiecznym Seana Dyche’a. 

Bo oni nie potrafią grać inaczej, tyle mają talentu w składzie i wiedzą, że pewnej półki nie przeskoczą. Tymczasem u nas piłkarze wychowani w filozofii posiadania gry kombinacyjnej i tiki-taki nagle mają zmienić się w wyrobników grających lagę na najwyższego zawodnika, który akurat jest w polu karnym. Łeb mnie boli. 

I have no idea what I’m doing

Jak słusznie zauważył Michał Gajdek kiedyś śmialiśmy się z Mourinho w Chelsea, który na gonienie wyniku wpuszczał na atak środkowego obrońcę, drewniaka Roberta Hutha. Tymczasem Ronald Koeman poszedł o krok dalej i rozwinął tę filozofię delegując do ataku na koniec spotkania aż dwóch stoperów – Pique i Araujo obok wpuszczonego wcześniej Luuka de Jonga. Który, nawiasem mówiąc, miał rzekomo się specjalizować w graniu głową. Problem w tym, że jest tak mało mobilny i skoczny, że ten jego wzrost przydał nam się w tym meczu raptem raz – a i wtedy jakimś cudem udało mu się przestrzelić z kilku metrów wysoko nad bramką. Facet robi jedną rzecz i robi ją źle. Czy jest to najgorszy zawodnik, jakiego widziałem na Camp Nou? Bardzo możliwe. A było tu już kilku niezłych ananasów.

Dest i Balde 

Skoro w nowoczesnym systemie Barçy grę ofensywną mają robić boczni obrońcy to przyjrzyjmy się ich postawie. O ile młody Balde jeszcze nie do końca nasiąknął filozofią Koemanballu i starał się czasami grać kombinacyjnie albo oddawać piłkę do środka, tak Sergiño Dest ewidentnie zrozumiał wskazówki taktyczne Ronalda i wczytał dwa protokoły: bomba w pole karne oraz minięcie obrońcy i dopiero wtedy bomba w pole karne. 

I ja nawet nie mogę mieć do niego pretensji – gra jak umie i jak mu trener każe. Przynajmniej się starał i był pod grą, a że pod koniec meczu słaniał się na nogach i sam był na siebie wściekły po kolejnym złym zagraniu? Nieważne. Łap kolejne podanie i pamiętaj – bomba w pole karne! Szkoda mi chłopaka, serio. Nie bardzo umie bronić ale w ataku czasem mu wychodzi i mógłby być drugoplanową opcją w naszym napadzie. Ale jeżeli on ma robić grę to takich meczów jak wczorajszy zaliczy jeszcze wiele. Bo chyba żaden inny zawodnik Barçy nie próbował dryblować tak często jak on. 

Kto jest liderem?

Dużo zaufania na starcie sezonu dostał od nas Memphis i słusznie bo wprowadził trochę magii i swagu niewidzianego na Camp Nou od czasów Neymara czy Ronaldinho. Tymczasem wygląda na to, że i on powoli zaczyna się gubić w kolejnych niepotrzebnych dryblingach i nie bardzo ma jakąś alternatywę kiedy nie jest w stanie minąć jednego-dwóch rywali w każdej akcji. A i tak wypadł chyba lepiej niż Coutinho, a na pewno lepiej niż Demir, który nie pokazał absolutnie nic. 

Tymczasem co robi nasza pomoc? Busquets bardzo zachowawczy, Sergi Roberto profilaktycznie stał jak najdalej od piłki, a kiedy ją dostał oddawał w swoim stylu do tyłu i w bok, a Frenkie zaliczył kolejny mecz z cyklu „jestem wszędzie, czyli nigdzie”. Ni to ofensywny pomocnik, ni to pivot, ni to box to box. Nie wiem jaki Koeman ma plan na Frenkiego (pewnie żaden) ale boli patrzenie jak zawodnik z tak wielkim talentem miota się po boisku.

Koeman out

Wszyscy, którzy śledzą naszego bloga wiedzą, że wspierałem Koemana od samego początku, chciałem żeby dać mu czas i realizować swoją wizję gry. I były momenty gdzie naprawdę Barcelonę chciało się oglądać. Może nie była tak wyrachowana jak za Valverde, ale na pewno lepsza niż za Setiena. Przez chwilę cieszyliśmy się z powrotu ofensywnego wesołego futbolu, nawet jeżeli odbywało się to kosztem gry w obronie. 

Tymczasem to wszystko okazało się iluzją. Przypadkiem zagraliśmy kilkanaście dobrych meczów z rzędu, a niedoskonałości ekipy przykrywał swoim geniuszem Leo Messi. Kiedy jego zabrakło okazało się, że król Koeman I jest nagi. A, że widzą to już wszyscy poza samym zainteresowanym to Holender coraz mniej jest traktowany jako legenda Klubu i strzelec najważniejszego gola w jej historii, a coraz bardziej jak karykatura trenera, która obarcza winą za niepowodzenia wszystkich, tylko nie samego siebie. Bo co robi Koeman po najgorszym meczu od lat kiedy kibice na trybunach skakali ironicznie pod sufit i ściskali się, bo udało nam się wyszarpać punkt z Granadą u siebie? Wychodzi na konferencję prasową i mówi, że „mamy piłkarzy jakich mamy” i przecież nie będziemy grać „tiki-taki”. 

To już nawet nie jest niekompetencja, to już jest jawny sabotaż i drwienie z filozofii Klubu, który dał mu pierwszą i ostatnią w życiu szansę na poprowadzenie drużyny z topu. 

Mam sugestię, Ronald. Jeżeli tak bardzo ci tutaj źle i nie masz kim grać to spakuj łaskawie mandżur i spierdalaj z mojego Klubu zanim skompromitujesz go jeszcze bardziej niż zrobiłeś to do tej pory swoją arogancją, bufonadą, niekompetencją i brakiem jakiejkolwiek samokrytyki. Sam cię chętnie odwiozę na lotnisko. 

Jeżeli podobał Ci się ten materiał to może wesprzyj naszego bloga? Nie mamy reklam na stronie i utrzymujemy się dzięki dobrowolnym wpłatom naszych patronów. W zamian zaprosimy cię do naszej zamkniętej grupy dla socios 9CAMPNOU. Dzięki!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

To może cię zainteresować

Nietoperze nieloty i przerwane zgromadzenie socios [Podcast #65]

Tym razem mamy dla was odcinek bardzo specjalny bo nagrywany prosto z Barcelony. Porozmawiamy o wrażeniach Michała po powrocie na mecz na Camp Nou po 666 dniach przerwy, o zgromadzeniu socios compromisarios, które nie zostało dokończone i właściwie dlaczego i co z nim teraz dalej, o spotkaniu Oscara Minguezy w metrze, przełamaniu Coutinho i wielu innych

WIĘCEJ »

Jest źle, ale jak bardzo źle? [Podcast #64]

Tym razem porozmawialiśmy sobie o meczu Barçy z Benfiką i moich wrażeniach z wyjazdu do Lizbony, o przegranej z Atletico w lidze i o raporcie due dilligence przedstawionym wczoraj na temat sytuacji w jakiej znajduje się nasz Klub po rządach Bartomeu.

WIĘCEJ »