Nikola Mirotić – europejski produkt luksusowy

Share on facebook
Share on twitter
Share on pinterest
Share on whatsapp
Share on email

Przed każdym sezonem NBA Generalni Menadżerowie wszystkich 30 klubów dzielą się swoimi przewidywaniami oraz oceniają koszykarską rzeczywistość w specjalnej ankiecie. Przed rozgrywkami 2019/20 uznali oni opuszczenie ligi przez Nikolę Miroticia jako jedno z trzech najbardziej zaskakujących wydarzeń letniej przerwy. Ponad połowa z nich z miejsca uznała go za najlepszego koszykarza spoza NBA na świecie. Już pierwszy rok na parkietach Palau Blaugrana pokazał, że znają się na rzeczy.

W tym miejscu warto przybliżyć sylwetkę gracza, który z własnej i nieprzymuszonej woli wybrał grę na parkietach hiszpańskiej ACB, kosztem amerykańskiego snu w najlepszej lidze świata.

Z jugosłowiańskiej rodziny do… reprezentacji Hiszpanii

Nikola przyszedł na świat 29 lat temu w obecnej stolicy Czarnogóry, Podgoricy, która wtedy wchodziła w skład Republiki Jugosławii i nosiła nazwę Titograd (na cześć wieloletniego premiera i prezydenta kraju). Pierwszą miłością chłopca, jak to często bywa na Bałkanach był futbol, jednakże ponadprzeciętny wzrost (ostatecznie urósł do 208 cm) predysponował go do zupełniej innego sportu. Rzucaniem piłki do kosza zainteresował go dziadek, kiedy Nikola miał 13 lat. Wtedy też jego pierwszym trenerem i mentorem został były koszykarz Jadran Vujacić. Niech o skali talentu świadczy fakt, że już rok później podpisał juniorski kontrakt z… Realem Madryt.

W wieku 17 lat stał się członkiem seniorskiej ekipy Królewskich, dwa lata później już
z hiszpańskim obywatelstwem reprezentował La Roja na młodzieżowych czempionatach. Choć wzrost umożliwiał mu grę na pozycji centra, to ze względu na swoją mobilność i doskonały rzut z półdystansu i zza łuku jego naturalnym środowiskiem stała się pozycja numer cztery, power forward

Spełnienie marzenia o NBA

W 2011 roku spełnił sen każdego młodego koszykarza. Został wybrany w drafcie NBA z 23. numerem przez Houston Rockets. Na tym emocje jednak się nie skończyły, ponieważ tej samej nocy prawa do niego zostały przehandlowane kolejno do Minnesota Timberwolves i Chicago Bulls. 

Reprezentant Hiszpanii postanowił poczekać na debiut za oceanem i rozwijać swoją grę na Starym Kontynencie przy okazji wypełniając gablotę krajowymi i indywidualnymi wyróżnieniami.

Na podbój Ameryki ruszył w 2014 roku m.in. jako MVP ligi hiszpańskiej, Pucharu Króla oraz najlepszy młody koszykarz w Europie (dwukrotnie w latach 2011-12). Co prawda musiał wykupić swój kontrakt z madrytczykami, ale straty z nawiązką pokrył trzyletni deal na kwotę 16,6 miliona dolarów od chicagowskich Byków.

Już w pierwszym sezonie został wybrany do czołowej piątki wśród debiutantów oraz zaliczył występ w meczu Rising Star Challenge podczas Weekendu Gwiazd w Nowym Jorku.

Kolejne lata w Windy City nie przyniosły jednak wyraźnego rozwoju. Ilość rozegranych minut oraz statystyki olbrzyma z Czarnogóry niemal stały w miejscu, mimo to mieszanka wzrostu
i umiejętności w NBA zawsze były, są i będą w cenie. Dlatego też przed kampanią 2017/18 Niko podpisał dwuletnią umowę o wysokości 25 milionów dolarów.

Skrzydłowy z Bałkanów nie był ukontentowany swoją rolą z ekipie a także kierunkiem, w którym Byki podążały, stąd w trakcie rozgrywek doszło do wymiany graczy, na mocy której Mirotić trafił do New Orleans Pelicans za Omera Asika, Jameera Nelsona i Tony Allena. Bez wątpienia organizacja z Luizjany traktowała jego pozyskanie jako wzmocnienie i potwierdzenie aspiracji do wejścia do gry o czołowe miejsca na Zachodzie. Plan spalił na panewce. Sam zawodnik zmagał się z kontuzjami, a w trakcie rozgrywek 2018/19 lider Pelikanów, Anthony Davis zażądał transferu do Los Angeles Lakers. Sezonu nie dało się już uratować.

Skrzętnie wykorzystali to Milwaukee Bucks, którzy za czapkę gruszek sprowadzili Miroticia, aby wspomógł Giannisa Antetokounmpo i spółkę w zdobyciu mistrzostwa. Mimo łatki faworyta konferencji wschodniej, ekipa z Wisconsin zakończyła swoją przygodę z playoffami już na drugiej rundzie (nie należy w tym upatrywać jego wielkiej winy, ponieważ w kolejnym sezonie Bucks, będąc jeszcze większym pewniakiem również odpadli na tym samym etapie rywalizacji).

Z wyżej wspomnianymi rozgrywkami posezonowymi przygoda Miroticia w NBA również dobiegła końca, choć sam zdradził, że Utah Jazz zaproponowali mu intratną propozycję nowej umowy. Na przestrzeni 319 meczów notował średnio 12,3 punkta oraz 5,9 zbiórki, spędzając na parkiecie 24 minuty. Zostawił po sobie też sporo highlightów:

Powrót Króla

Skąd powrót do Hiszpanii, skoro chciano go w USA? Oddajmy głos samemu zainteresowanemu:

Utah Jazz zaoferowali mi trzy lata świetnego kontraktu. Dużo rozmawiałem z żoną, ona stwierdziła, żebym podjął decyzje, która uszczęśliwi przede wszystkim mnie samego. Tak naprawdę czekałem już na lotnisku w Salonikach, by lecieć do Stanów. Pomyślałem jednak, że to nie ma sensu. Opuściłem lotnisko i wróciłem do rodziny. Napisałem do mojego agenta, że nie chcę już kontynuować swojej kariery w NBA.

Ciekawostką jest, że ww. żona jest córką jego pierwszego trenera – Jadrana Vujacicia.

Silny skrzydłowy chciał też bardziej odpowiedzialnej roli na boisku, mimo jakości jaką dawał w USA, nie miał szans być opcją numer jeden.

W moim ostatnim sezonie wiedziałem, czego oczekuje ode mnie zespół. Moja rola była zawsze taka sama. Byłem graczem, który był otwarty na rzuty, który wykonywał „pick-and-pop” wśród dużych gości… Spodziewano się, że zdobędę 10 punktów, kilka zbiórek i to wszystko. Czułem, że czas mija i nie grałem w najlepszą koszykówkę w moim życiu, chociaż była ona bardzo dobra.

Nikola Mirotić w wywiadach podkreśla, że europejska koszykówka stale się rozwija i jest konkurencyjna w stosunku do NBA, a dodatkowo jest dużo bardziej zespołowa. Nie przeszkadza mu zapewne również bycie najlepiej opłacanym zawodnikiem na kontynencie z kontraktem 26 milionów euro za 3 lata gry.

Już poprzedni sezon pokazał, iż taka wypłata nie jest na wyrost. Co prawda Barça minimalnie przegrała walkę o mistrzostwo kraju z Kirolbet Baskonia, ale to Nikola Mirotić zgarnął nagrodę MVP dla najbardziej wartościowego zawodnika sezonu. Spektakularny i wydajny w ataku, nadążający w obronie zakończył sezon ligowy ze średnimi 19 pkt. i 5,2 zb.na mecz. W Eurolidze średnie punktowe notował identyczne, na dodatek był skuteczniejszy w walkach pod tablicami (6,9 zb. na mecz).

Oddawał ważne rzuty i brał na swoje barki grę. Stał się tym, kim chciał być. Dominatorem.

Z pewnością wszyscy cules liczą, że w kolejnych sezonach posiadanie najdroższego i najlepszego zawodnika w Europie przełoży się na trofea dla klubu. Tymczasem zostawiam Was z najlepszymi akcjami w barwach Dumy Katalonii:

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

To może cię zainteresować

Opowieść z krainy tysiąca i jednej wrzutki

Na Camp Nou chodzę regularnie od sześciu lat i jeszcze nie widziałem czegoś tak złego jak to coś, co zaserwowała nam FC Barcelona Ronalda Koemana wczoraj wieczorem w meczu z Granadą. Nazwać to futbolem to jak nazwać gówno perfumami. 

WIĘCEJ »