Mogłem mieszkać gdziekolwiek na świecie, ale wybrałem Barcelonę

Share on facebook
Share on twitter
Share on pinterest
Share on whatsapp
Share on email

Wydaje się, że dopiero co wjeżdżaliśmy wypakowanym po sufit autem do Barcelony w poszukiwaniu lepszego życia. Tymczasem od tamtego momentu minęło już ponad pięć lat. 

Wiele z was pytało jak to się stało, że wylądowaliśmy akurat tutaj, jak to zorganizowaliśmy i jak się żyje w mieście Gaudiego na co dzień. Mam nadzieję, że ten tekst wam się spodoba chociaż wiele wątków muszę skrócić lub zupełnie pominąć żeby nie zrobił się z tego ckliwy pamiętnik. Na to być może przyjdzie czas kiedyś w przyszłości 😉 Tematów na pewno nie zabraknie.

Tekst, chociaż oparty na moich indywidualnych doświadczeniach, możecie traktować w wielu miejscach jako dość uniwersalny poradnik emigranta. A jeżeli nie planujecie wyprowadzki z Polski, to potraktujcie to po prostu jako niezłe – mam nadzieję! – story człowieka, który spróbował zrealizować swoje marzenia.

ja i Marta na Klasyku w 2013 r. Jeszcze wtedy nie wiedzieliśmy

Przede wszystkim: dlaczego Barcelona? 

Pytanie wydaje się proste bo w końcu jesteś na blogu poświęconym Barçy ale zupełnie szczerze mówiąc nie wiem, czy gdybym w dzieciństwie pokochał np. Bayern to teraz pisałbym taki tekst z Monachium. Fakt, że żadne inne miasto na świecie nie ma Camp Nou ułatwił wybór ale sama przeprowadzka nie była ani łatwa, ani oczywista.

Zadecydowała tak naprawdę kombinacja czynników: być może to śródziemnomorski klimat, południowy styl życia, czy niezaprzeczalny urok miasta. A może to coś, czego nie da się opisać słowami, a co sprawia, że kiedy lądujesz w Barcelonie wiesz, że to twoje miasto

Ci z was, którzy byli w stolicy Katalonii doskonale wiedzą, o czym mówię. Z jakichś przyczyn wracacie tu do nas regularnie, niektórzy nawet co kilka miesięcy. Nie jestem jakimś wielkim fanem Zafona ale tym cytatem trafił w sedno:

To miasto ma czarodziejską moc.

Zanim się człowiek obejrzy, wejdzie mu pod skórę i skradnie duszę

Pisząc o Barcelonie nie mogę jednak nie wspomnieć innego nazwiska. Być może nie byłoby mnie tu gdyby piłka nożna, być może nie byłoby mnie tu gdybym kilka lat wcześniej nie zobaczył na żywo Leo Messiego. Oglądam futbol całe życie, kibicuję Barçy od czasów pierwszego Ronaldo. Widziałem wielu wybitnych piłkarzy, kilku z nich na stadionie. Ale dla mnie absolutnie nikt nie zbliżył się do poziomu Leo. Wiedziałem, że muszę być w jakimś stopniu częścią tej historii, nawet jeżeli będzie to tylko kilka, czy kilkanaście meczów na żywo na Camp Nou. Rzeczywistość przerosła moje najśmielsze marzenia. To jedna z moich pierwszy fot z meczu gdzieś na początku 2016 r.:

„Tak naprawdę ta historia zaczęła się kilka lat temu”

Musimy tutaj zrobić małą pauzę i wyjaśnić dwie rzeczy. Barcelona to nie była moja pierwsza przeprowadzka, ani pierwszy kraj, w którym mieszkałem oprócz Polski. W styczniu 2013 r. spontanicznie z moją wtedy jeszcze dziewczyną, a dziś już żoną Martą, wyjechaliśmy z Łodzi na Cypr. Chociaż do końca życia będziemy mieć to do tej uroczej wysepki sentyment to nie była ona naszym miejscem docelowym i oboje to czuliśmy. W styczniu 2015 r., a więc po równo dwóch latach wróciliśmy do Polski. 

Z kraju, gdzie słońce świeci przez ok. 340 dni w roku wpadliśmy w środek styczniowej polskiej zimy. Po tygodniu ciemności organizm zaczął się buntować. Zaczęliśmy planować kolejny wyjazd. 

Wyprowadzka z kraju nigdy nie jest łatwa, a szczególnie jeżeli nigdy tego wcześniej nie robiliście. My przy okazji wyjazdu na Cypr popełniliśmy masę błędów, z których na szczęście wyciągnęliśmy wnioski i w Barcelonie było już trochę łatwiej. Co nie znaczy, że wszystko poszło perfekcyjnie, o nie. Po prostu błędy były inne. 

A po drugie, dzięki ciężkiej pracy, masie szczęścia i sprytowi połączonemu z niezłym planowaniem mogliśmy zamieszkać praktycznie gdziekolwiek na świecie. Jak do tego doszło opowiem już w kolejnym odcinku poświęconym pracy i biznesom. 

Przeprowadzka czas start!

Jeśli chodzi o kwestie przygotowania wyjazdu to część już opisałem dość obszernie na blogu Zawsze na wakacjach, który założyliśmy z Martą w Barcelonie. Nie ma sensu żebym kopiował te teksty bo są nadal raczej aktualne więc zostawię wam linki na końcu tekstu.

W wielkim skrócie: przygotuj się na ciężkie przeprawy z wynajmem mieszkania (obecnie jest z tym trochę łatwiej przez COVID), weź walizkę pieniędzy i naucz hiszpańskiego. Bez chociażby komunikatywnej znajomości języka będzie ci tu ciężko bo Hiszpanie angielskiego nie znają. No, chyba że pracujesz w IT. A i wtedy warto mieć chociażby podstawy.

Pierwsze tygodnie

Na sam start mieliśmy wynajęte świetne mieszkanie na bookingu . Zamieszkaliśmy trochę na chybił trafił w dzielnicy Poble Sec przy samym wzgórzu Montjuïc. Stwierdziliśmy, że dwa tygodnie wystarczą nam na znalezienie czegoś na długi termin i faktycznie nam się to udało ale trochę przypadkiem.

Poble Sec było fajną dzielnicą i nadal dosyć lokalną w przeciwieństwie do Ciutat Vella, które opanowali turyści i expaci. Problemem jest fakt, że przez układ dzielnicy ulice są bardzo wąskie i często przez cały dzień przez okno nie wpada do mieszkań światło. Na nas działało to depresyjnie więc przeprowadziliśmy się na Eixample dosłownie dwie ulice od bazyliki Sagrada Familia. Od tego czasu wiele też zmieniło się na minus jeśli chodzi o bezpieczeństwo. Poble Sec staje się niestety drugim Ravalem.

Inna dzielnica, inne problemy

Eixample jest bardzo dobrze położone i skomunikowane, jest to właściwie prawdziwe centrum Barcelony. Niestety, specyficzny układ ulic sprawia, że to przez tę dzielnicę przewala się codziennie prawie cały kołowy ruch miasta. Przygotuj się więc na hałas aut i motorów i smród spalin, szczególnie w okolicach alei Gran Via i Aragó. Stolica Katalonii pod rządami Ady Colau bardzo stara się zredukować liczbę samochodów i postawić na zrównoważony rozwój ale ten proces będzie trwał lata. Niestety też przez swoje zalety jak położenie i dostępność większych metraży mieszkań Eixample to jedna z droższych dzielnic miasta. My za swoje dwupokojowe mieszkanie bez żadnych luksusów (jak mówią Hiszpanie nada del otro mundo) płaciliśmy wtedy 800 euro. A ceny poszły znacznie do góry od tego czasu i teraz ciężko znaleźć coś poniżej 1000 euro, nawet pomimo kryzysu wywołanego pandemią. 

Temat mieszkań w Barcelonie ogólnie jest jednym z najbardziej podstawowych. Rozmowy nawet na imprezach często zaczynają się od tego kto gdzie mieszka, ile płaci i co jest nie tak w danym piso. Generalnie rzecz biorąc apartamenty są drogie, w słabym standardzie, i ciężkie do wynajęcia bez pośrednictwa agencji. Bardzo charakterystyczne jest też współdzielenie mieszkań z kilkoma osobami, nawet przez ludzi 30 i 40+. Samemu ciężko się utrzymać, nam całe szczęście we dwójkę było łatwiej. 

Jeżeli temat rynku mieszkań was interesuje bardziej to dajcie znać i opiszę go w osobnym tekście. 

Podrapali mi furę

Wspomniałem, że do Hiszpanii przyjechaliśmy autem. To był wygodny ale nie najlepszy pomysł. Przede wszystkim to jest naprawdę daleka podróż, nawet na dwóch kierowców. Benzyna i autostrady, głównie we Francji też swoje kosztują. No, ale przede wszystkim samochód nie jest ci w Barcelonie do niczego potrzebny. Serio.

Miasto jest małe i dobrze skomunikowane; mamy metro, autobusy, rowery miejskie i dość tanie taksówki. Najszybciej jeździ się motocyklami i skuterami, które możesz wynająć na minuty. Auto ostatecznie można wynająć z wypożyczalni lub przez appkę Ubeeqo.

Jakby tego było mało w Barcelonie nie ma czegoś takiego, jak darmowy parking przy ulicy. Wszystko jest płatne albo zarezerwowane dla rezydentów, a te za free i bez limitu czasu znajdują się tylko w kilku miejscach na obrzeżach miasta, m. in. pod Camp Nou. Ja swoje parkowałem pod MNAC na wzgórzu Montjuic aż do momentu kiedy ktoś był łaskaw obrysować mi całe auto dookoła kluczem. Parę dni później wsiadłem w drogę powrotną do Polski, wstawiłem je w komis i od tego czasu jesteśmy szczęśliwie niezmotoryzowani.

Odkrywamy miasto i Camp Nou

Pierwsze miesiące upłynęły nam na poznawaniu miasta i… nauce języka. Wbrew temu co sam doradzam na początku tekstu przyjechaliśmy pod tym względem zupełnie zieloni więc trzeba było nadrobić, i to szybko. Najwięcej nauczyłem się chyba spacerując z psem. Jakoś tak wychodziło, że zawsze ktoś mnie zagadywał, więc była okazja do small talku, który w tym kraju jest częścią życia. Po paru tygodniach znałem już całe psie słownictwo („nazywa się Hugo, nie gryzie, ma niecały rok, waży 11 kg, lubi się bawić, jest przyjacielski itp.”). Jak nie rozumiałem kiwałem głową i mówiłem „si, si”. Robię tak do tej pory jak ktoś ma dziwny akcent albo mówi do mnie szybko po katalońsku 😉 

Co do języka to zawziąłem się, że angielskiego będę używał tylko w ostateczności i jak do tej pory nigdy takiej nie było. Zawsze jakoś udawało mi się skomunikować, chociaż czasem sam łapałem się za głowę przypominając sobie te pierwsze rozmowy i byki, jakie popełniałem. Najważniejsze jest żeby się nie bać mówić bo wierzcie mi – Hiszpanie to nie Francuzi, będą szczęśliwi nawet jak kaleczysz ich język byleby oni nie musieli mówić po angielsku. 

Samo odkrywanie miasta to była przyjemność. Byliśmy w Barcelonie wcześniej tylko raz w 2013 r. i poznaliśmy je dość pobieżnie, na tyle na ile można przez dwa tygodnie wakacji. Zupełnie inaczej zaczynasz też odbierać miasto, w którym mieszkasz, a nie do którego przyjeżdżasz na chwilę. Nadal nawet teraz po pięciu latach będę odkrywam Barcelonę. To chyba takie miasto, gdy myślisz, że wiesz już o nim wszystko pokazuje ci kolejne nieodkryte zakamarki. 

Jeśli chodzi o mnie to zaraz po przeprowadzce przede wszystkim zacząłem korzystać z faktu, że mogę w końcu oglądać mecze na żywo na Camp Nou. Przez pierwsze miesiące starałem się w miarę możliwości finansowych być na prawie każdym. Nie wiem ile ich stuknęło od tego czasu ale ostatnio doliczyłem się ponad czterdziestu, w tym raptem jednej porażki w Supercopa z Realem w sierpniu 2017 r. Miałem niesamowitą możliwość oglądania wielu niesamowitych piłkarzy, a przede wszystkim kosmity z Rosario. 

Zawsze na wakacjach 

W tym pierwszym okresie po przyjeździe do Barcelony zdaliśmy sobie sprawę szukając potrzebnych informacji o życiu w mieście, transporcie czy atrakcjach, że ciągle musimy korzystać z informacji w innych językach bo nie ma ani jednego dobrego i aktualnego portalu o mieście po polsku. 

Postanowiliśmy więc stworzyć go sami. Marta zrobiła stronę WWW i zaczęliśmy pisać teksty. Tak powstał portal Zawsze na wakacjach, który okazał się strzałem w dziesiątkę…

W następnym odcinku opowiem Wam między innymi o pracy w BCN i z czego my właściwie żyjemy, o wyprowadzce pod miasto do mieszkania z widokiem na morze, o tym jak zostałem opiekunem polskich kibiców i wiele innych. Już teraz zapraszam!

Poradnik przeprowadzkowy ZNW:

  1. Od czego zacząć?
  2. Ile to kosztuje?
  3. Praca w BCN
  4. O różnicach

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

To może cię zainteresować

Opowieść z krainy tysiąca i jednej wrzutki

Na Camp Nou chodzę regularnie od sześciu lat i jeszcze nie widziałem czegoś tak złego jak to coś, co zaserwowała nam FC Barcelona Ronalda Koemana wczoraj wieczorem w meczu z Granadą. Nazwać to futbolem to jak nazwać gówno perfumami. 

WIĘCEJ »