Mecz po północy, czyli el partido del gazpacho

Share on facebook
Share on twitter
Share on pinterest
Share on whatsapp
Share on email

Dziś mija równo 18 lat od jednego z najdziwniejszych spotkań rozegranych na Camp Nou.

Parę dni temu władze La Liga zwróciły się z prośbą do RFEF o przełożenie naszego spotkania z Sevillą, które pierwotnie miało się odbyć 11 września w ramach 4. kolejki rozgrywek. To samo dotyczy też konfrontacji Villarreal-Alavés. Jest to efektem konfliktu na linii FIFA – CONMEBOL – La Liga i jej kluby dotyczącego wrześniowej i październikowej przerwy reprezentacyjnej na mecze kwalifikacyjne do Mundialu w Katarze. Podczas tych dwóch zgrupowań drużyny narodowe mają rozegrać trzy zamiast zwyczajowych dwóch spotkań. Dlaczego wcześniej do całego zamieszania włączyłem federację południowoamerykańską? A to dlatego, że jako jedyna zdecydowała się wydłużyć okres zgrupowania o dwa dni (z dziewięciu do jedenastu) i tym samym kluby będą miały swoich południowoamerykańskich piłkarzy dostępnych dopiero w piątek, czyli dosłownie przed startem kolejki. 

Z ostatnich informacji wynika, że spotkanie zaplanowane na 11. września jednak się odbędzie gdyż RFEF nie zgodziło się na inny termin. Przepychanka trwa.

Sama próba przełożenia naszego meczu z zespołem z Andaluzji nie byłby zapewne aż tak interesujący gdyby nie fakt, że właśnie dzisiaj 3. września mija równo 18 lat od pewnego słynnego spotkania między Dumą Katalonii, a Sevillą na Camp Nou.

Znowu przyczynkiem do całej historii były mecze reprezentacyjne. Spotkania drugiej kolejki rozgrywane były w środku tygodnia tuż przez zgrupowaniami kadr narodowych i Dumie Katalonii groziło, że do meczu przystąpi bez kilku swoich piłkarzy, w tym pewnego uśmiechniętego Brazylijczyka. W tamtych czasach nie było jeszcze przerw reprezentacyjnych w takiej formie, jaką znamy dzisiaj i mogło się zdarzyć, że zgrupowania kolidowały z meczami klubowymi.

Barcelona zwróciła się z prośbą do Andaluzyjczyków o to, by swój pierwszy mecz (rozgrywany na Sánchez Pizjuán przeciwko Atlético) przełożyli z niedzieli na sobotę i by z środy na wtorek przesunąć spotkanie na CN. Sevilla jednak nie była skłonna zaakceptować takiego rozwiązania i twardo obstawała przy terminie środowym. Co więc zrobił niedawno wybrany prezydent FCB, znany nam dobrze Joan Laporta? Zgodził się na termin środowy i … zaproponował rywalom i władzom ligi godzinę 0:05. Wszyscy na to przystali, choć rywal określił to mianem „błazenady”.

Tego dnia na Camp Nou, pomimo abstrakcyjnej wręcz godziny, pofatygowało się ponad 80 tys. kibiców. Wynik końcowy z pewnością nie był w pełni dla nich satysfakcjonujący (1-1, gola dla gości strzelił w 9. minucie Reyes), ale za to mieli okazję zobaczyć domowy debiut Ronaldinho. A cóż to był za debiut! W 59. minucie Valdés wyrzuca piłkę do znajdującego się na własnej połowie Brazylijczyka. Ten rozpoczyna rajd lewą stroną, mija dwóch zawodników Sevilli i posyła potężną bombę z około 30 metrów, która ociera się o poprzeczkę i trafia do siatki. Pierwsze trafienia ‘10’ Barcelony i to na dzień dobry jedno z najbardziej pamiętnych. 

pełną relację z meczu i tego co działo się przed nim znajdziesz tutaj. Szaleństwo!

Jako ciekawostkę warto wspomnieć, że w Hiszpanii mecz ten jest znany jako el partido del gazpacho. Gazpacho to rodzaj zupy na chłodno wywodzącej się z… Andaluzji. Przygotowuje się ją z surowych warzyw (papryka, ogórki, pomidory cebula, czosnek), octu i oliwy. To popularne latem danie było częścią darmowego menu dostępnego dla kibiców, aby zrekompensować im nietypową godzinę meczu. 

Jeżeli podobał Ci się ten materiał to może wesprzyj naszego bloga? Nie mamy reklam na stronie i utrzymujemy się dzięki dobrowolnym wpłatom naszych patronów. W zamian zaprosimy cię do naszej zamkniętej grupy dla socios 9CAMPNOU. Dzięki!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

To może cię zainteresować

Opowieść z krainy tysiąca i jednej wrzutki

Na Camp Nou chodzę regularnie od sześciu lat i jeszcze nie widziałem czegoś tak złego jak to coś, co zaserwowała nam FC Barcelona Ronalda Koemana wczoraj wieczorem w meczu z Granadą. Nazwać to futbolem to jak nazwać gówno perfumami. 

WIĘCEJ »