„W skali od 1 do 10 dałbym Bartomeu ZERO” – Marc Ciria [WYWIAD]

Share on facebook
Share on twitter
Share on pinterest
Share on whatsapp
Share on email

Hola culers!

Tym razem mamy dla was absolutnie wyjątkowy materiał. Porozmawialiśmy z Markiem Cirią: mieszkającym w Barcelonie finansistą, inwestorem i socio Barçy o obecnej sytuacji finansowej Klubu i jego przyszłości w nadchodzących latach. Mamy nadzieję, że ten wywiad wam się spodoba bo włożyliśmy masę czasu w jego przygotowanie. Rozmowa jest po hiszpańsku ale zrobiliśmy dla Was napisy polskie. A jeżeli wolicie formę pisaną to poniżej znajdziecie cały wywiad przygotowany przez naszych przyjaciół z FCBarca.com.

JUŻ NIEBAWEM KOLEJNY WYWIAD Z WYJĄTKOWYM GOŚCIEM WIĘC PAMIĘTAJCIE ZASUBOWAĆ KANAŁ I WŁĄCZYĆ NOTYFIKACJE!

Tematy, które poruszyliśmy to:
2:00 jak zła jest obecna sytuacja Klubu
4:00 możliwe drogi do wyjścia z kryzysu
9:30 czy stać nas na Haalanda lub inną gwiazdę w tym okienku?
14:00 przyszłość Messiego i współpraca z FC Barceloną po zakończeniu kariery
21:00 przyszłość Espai Barça i nowego Camp Nou?
25:00 Superliga jako szansa dla Barçy
29:30 alternatywne sposoby generowania dochodów przez Klub
33:00 czy socios mogą stracić własność FC Barcelony
35:00 jak zły był zarząd Bartomeu
39:00 jak uniknąć kolejnych katastrof w Klubie?

Adrian: Tematem dzisiejszego wywiadu są pieniądze. Porozmawiamy o finansach Barcelony, problemach, jakie mamy po odejściu zarządu Bartomeu, i o tym, co powinien zrobić Laporta, żeby klub pozostał konkurencyjny, ale jednocześnie nie zbankrutował. Zacznijmy od pozornie łatwego pytania. Jak zła jest sytuacja finansowa Barcelony?

Marc Ciria: Barça ma ogólne zadłużenie na poziomie 1,2 miliarda euro, ale musimy zrozumieć, że problemem jest zadłużenie krótkoterminowe wynoszące mniej więcej 730 milionów, którego termin spłaty kończy się w czerwcu. Trzeba zająć się tematem dostawców, klubów, pensji zawodników, to 700 milionów. Barça nie wygeneruje i nie zarobi 730 milionów euro. Gdyby to była nasza firma, Adrian, moja i twoja, doszłoby do bankructwa, ponieważ nie bylibyśmy w stanie wygenerować przychodów, aby spłacić to zadłużenie. Nowy zarząd Barcelony musi je zrestrukturyzować, aby stało się długoterminowe i mogło zostać rozłożone na raty, żeby Barça mogła je spłacić. Znajdujemy się w najgroźniejszej sytuacji finansowej w historii klubu.

Adrian: Mierzymy się z bardzo trudną sytuacją, ponieważ mieliśmy nie tylko zarząd Bartomeu, ale również pandemię, coś, z czym nigdy wcześniej się nie spotkaliśmy. Myślę, że są dwie podstawowe koncepcje, jak przeżyć kryzys finansowy, który właśnie opisałeś. Pierwszy to sprzedać piłkarzy, ciąć wydatki i oszczędzać pieniądze tam, gdzie można, a druga to inwestować jeszcze więcej (ale lepiej) w klub, aby odnosił większe sukcesy i był rozpoznawalny jako globalna marka. Twoim zdaniem, która z tych dwóch opcji byłaby generalnie lepsza dla Barcelony?

Obecnie Barça musi w pierwszej kolejności redukować wydatki, to najważniejsze. Dlatego musi obniżyć wynagrodzenia, co może osiągnąć tylko na trzy sposoby. Pierwsza jest taka, żeby piłkarze nie akceptowali odroczenia, to jest takiej samej płatności, tylko później, lecz zaakceptowali obniżenie pensji, które powinno wynieść 40% tego, co mają obecnie, przy zachowaniu długości kontraktów. Jeżeli tego nie zaakceptują, to w przypadku zawodników, którzy nie zaprezentowali spodziewanej wydajności, trzeba im zaoferować odejście za darmo. Barça nie ma nic z transferu, ale przestaje opłacać te wynagrodzenia. Trzecia droga jest najbardziej ryzykowna, ale myślę, że trzeba ją stosować i w świecie futbolu. Jeśli gracze nie będą chcieli dojść do porozumienia w sprawie obniżenia pensji lub odejścia za darmo, będziemy musieli ich zwolnić, aby zredukować budżet płacowy. To jest najpilniejsze. Jednak jak słusznie powiedziałeś, bardzo ważne jest też to, żeby marka Barcelony była punktem odniesienia. Barça musi mocno postawić na wzrost przychodów, kontynuować współpracę ze sponsorami czy nadal starać się uzyskiwać jak najwięcej z telewizji, ale trzeba też szukać nowych przychodów.

Wczoraj podawałem jednemu z dziennikarzy przykład. Wyobraź sobie, że Messi ma zagrać w El Clásico na Camp Nou. Wychodzi z domu z rodziną i jest kamera, za którą płacisz trzy euro, aby móc zobaczyć jego drogę z domu na stadion, gdzie dołącza do swoich kolegów na zgrupowaniu zespołu. Jest wiele sposobów na zmonetyzowanie i uzyskanie nowych przychodów dla klubu. Mówimy, że Barcelona musi odzyskać około 400 milionów euro przychodów straconych z powodu pandemii, a do tego trzeba wykorzystać swój umysł, wyobraźnię i mieć utalentowanych ludzi.

Michał: Wspomniałeś również o transferach, cóż, w tym kontekście dość popularne stało się wyrażenie „amortyzacja”. W przypadku Pjanicia, który kosztował nas 60 milionów euro i podpisał kontrakt na cztery lata, oznacza to, że co roku amortyzujemy 15 milionów euro. Zostaje nam 45 milionów, aby go zamortyzować. Jakie jest rozwiązanie? Zaakceptować te straty i sprzedać go za mniejszą kwotę, aby móc oszczędzić na jego pensji w pozostałych trzech latach? Spróbować go wypożyczyć, aby nadal podlegał amortyzacji, oszczędzając choć część pensji? Czy też przeprowadzić kolejną wymianę i liczyć, że tym razem trafimy na kogoś, kto będzie spisywał się lepiej?

Kolejnej wymiany nie uda nam się wykonać, ponieważ Pjanić podpisał kontrakt, którego nikt nie przejmie, podobnie w przypadku wypożyczenia. Bądźmy realistami, piłkarska bańka została przebita, a przychody spadły i dlatego wydatki muszą być obniżone. Rozwiązaniem jest wzięcie worka o nazwie bilans i wrzucenie tam wszystkich śmieci, wszystkich strat, amortyzacji. To najlepszy moment, żeby włożyć do worka wszystko, co nie jest wartościowe. Jeśli są straty na poziomie 400 milionów, niech tak będzie, ponieważ prawo wprowadzone w związku z pandemią przede wszystkim pozwala, aby skutki strat z tytułu koronawirusa nie wpływały na majątek członków zarządu, dlatego mogą oni umieścić tam wszystkie straty. Mamy jeden strzał, tylko jedną możliwość, żeby wszystkie te straty zawrzeć w tym budżecie bez ryzyka dla majątku członków zarządu. Dlatego moim zdaniem ważne jest, żeby dyrekcja sportowa była bardzo silna i wiedziała, na kogo liczy, a na kogo nie liczy. Jeśli na kogoś nie liczy, a ten ktoś nie zaakceptuje transferu czy odejścia za darmo, trzeba będzie zastosować inny środek związany ze zwolnieniem, aby nie mieć tych graczy, przy których budżet płacowy całkowicie wystrzelił.

Adrian: Mając to na uwadze, czy możliwe jest sprowadzenie Hålanda lub innej gwiazdy na światowym poziomie bez pożyczania pieniędzy? Rozumiemy, że jego transfer byłby zamortyzowany w ten sam sposób.

Staram się to uprościć pod względem finansowym – Barcelona jest warta 4 miliardy euro. Jeżeli teraz jest winna 1.2 mld, a za remont stadionu będzie winna kolejne 800, 900 mln, to łącznie będzie winna ok. 2 mld. Jeśli wezmę zadłużenie krótkoterminowe wynoszące 700 milionów i rozłożę je na 10 lat, rozmawiając z wierzycielami, podniosą mi odsetki. Ale wtedy mogę im powiedzieć, że potrzebuję nie 700 milionów, a 900 milionów, a wówczas w10-letnim planie rata wyniesie 100 milionów rocznie. Kiedy odzyskamy przychody, 100 milionów rocznie to nie będzie pieniądz dla Barcelony z jej budżetem zbliżonym do 800, 900 czy 1000 milionów. Ważne jest to, żeby zadłużenie stało się długoterminowe, a pensje aktywów, które nie są dla mnie przydatne, zostały zmniejszone. Jeśli budżet płacowy będzie bardzo niski, będzie można przeprowadzić jeden czy dwa transfery, jeśli nie w tym roku, to w następnym. Dlatego myślę, że kupno Hålanda, przy obniżonej klauzuli 75 milionów w czerwcu przyszłego roku może być wykonalne, jeśli dyrekcja sportowa uzna to za odpowiednie posunięcie. Zwłaszcza przy prowadzeniu bardzo dobrej polityki sportowej, w której przychodzą gracze za darmo z bardzo niskimi pensjami, jak Agüero. Czytałem dużą krytykę Agüero i nie jestem trenerem, ale między nim a Braithwaite’em wybieram tego pierwszego, który zarabia mniej i przybywa za darmo. Gdy patrzę na tegoroczny bilans, uważam, że mogą przyjść tylko gracze o charakterystyce Agüero: za darmo, z niskimi pensjami. Trzeba posprzątać i w następnym roku przy restrukturyzacji długu myślę, że można iść po Hålanda lub inny strategiczny transfer.

Adrian: Zobaczymy tego lata więcej wymian? Na rynku nie ma przecież pieniędzy…

To będzie rok wymian. Zobaczycie wymiany trenerów, piłkarzy, a przede wszystkim wymiany w celu oczyszczenia budżetów. Kiedy mi mówią, że Barça ma ten problem z powodu pandemii, zawsze odpowiadam, że to nieprawda. Barcelona ponosiłaby straty już przez dwa lata, gdyby nie wymiany graczy. Kupuję Pjanicia i amortyzuję go na cztery lata, ale sprzedaję Arthura i dziś zarabiam 60 milionów. To sztuczka, legalna sztuczka, ale wciąż sztuczka księgowa. Tego lata z pewnością zobaczymy wymiany.

Michał: Jaka powinna być przyszłość Leo Messiego? Razem z Ivanem Cabezą i Josepem Fabrą przygotowaliście obliczenia, zgodnie z którymi Messi wnosi do klubu dużo więcej niż pobiera. Ostatnio przygotowaliście plan przedłużenia z nim kontraktu. Możesz nam powiedzieć, co w nim jest? Co może mu zaoferować Laporta, mając na uwadze, że cięcie pensji wydaje się nieuniknione?

Messi to unikalna historia miłosna w świecie sportu, dotycząca zawodnika będącego przez całą karierę w jednej drużynie, a ponadto będącego najlepszym piłkarzem w tym sporcie. To wyjątkowa historia, w której mamy do czynienia z emocjami, rozgrywkami, karierą sportową i pozasportową. Jeśli będzie można stworzyć propozycję konkurencyjnego zespołu, zmiany dyrekcji sportowej, trenera i zawodników, którzy będą ekscytować… musisz złożyć mu ofertę, zgodnie z którą zaakceptowałby obniżkę pensji o 50%, i nakreślić projekt na okres, kiedy skończy grać w piłkę, ponieważ ma 34 lata, nie będzie grał wiecznie. Co będzie robił po zakończeniu kariery? Będzie ambasadorem City? Jaki to ma sens dla Messiego, który w Barcelonie spędził cała karierę. Albo ambasadorem reprezentacji Argentyny? To nie ma żadnego sensu. Messi to Barça, a Barça to Messi. Jeśli Fundacja Messiego i Fundacja Barcelony osiągną strategiczne porozumienie na kolejne lata, a Messi będzie ambasadorem, to przy sponsoringu na najwyższym poziomie obie marki będą mogły się rozwijać. Dla Barcelony może to być bardzo tanie, ponieważ nie chodzi o płacenie pensji ot tak, tylko płacenie wynagrodzenia w zmiennych. Dla przykładu, jesteś handlowcem w mojej firmie i im więcej ołówków sprzedasz, tym więcej zarobisz. Mówimy Messiemu, że im więcej sponsorów wspólnie zdobędziemy, tym większą pensję możesz zyskać. Jeśli nie będzie nowych sponsorów, pozostanie ci wyłącznie funkcja ambasadora Barcelony, ale ona daje ci takie perspektywy jako marka, że pozwoli ci to rozwijać twoje własne projekty na czele z fundacją. Zrób to tutaj, w Barcelonie.

Podsumowując, nie pozwólmy, żeby stało się to samo, co z innymi aktywami, które są dziedzictwem Barcelony, jak Pep Guardiola, Carles Puyol, Andrés Iniesta, którzy byli w klubie. Jeśli chce wyjechać grać do Stanów Zjednoczonych, niech to zrobi, ale będąc ambasadorem Barcelony, a potem niech to dziedzictwo wróci. Nie możemy pozwolić, żeby nam uciekło.

Adrian: Jak na przykład teraz Pau Gasol.

Na przykład. Potrzebujemy tego, żeby tam, gdzie będą grać, byli kojarzeni z klubem. Możemy być najważniejszym klubem w historii i z tego powodu być więcej niż klubem, ponieważ co oznacza to hasło? Nie jest tak bez powodu, tylko dlatego, że jesteśmy w stanie poprawiać otaczający nas świat, a Barça i Messi mogą to osiągnąć. A to zapewni przychody, ponieważ reklamodawcy i marki nie chcą już gościa w slipach, robiącego reklamę, jak z Cristiano, to się nie sprzedaje. Chcą historii chłopca, który przybył w wieku 12 lat z problemami ze wzrostem, któremu pomogliśmy, adoptowaliśmy go, żeby 20 lat później stał się najlepszym piłkarzem w historii futbolu. Jest z nami, żeby czynić ten klub większym. Uważam, że ta historia jest niepowtarzalna, więc pozwolenie Messiemu na odejście byłoby błędem dla obu stron.

Adrian: Mówiąc o Messim, możesz go sobie wyobrazić jako nowego Michaela Jordana? Jako globalną markę, ale też globalną firmę?

Messi to instytucja i wybaczcie, ale przez te wszystkie lata od 2016 roku jako klub pełzamy po pustynii w Europie. Kto utrzymywał klub w Europie i na świecie? Messi. Człowiek-instytucja zdolny do wszystkiego, żeby rozegrać cudowny mecz i rozstrzygnąć wszystko. Messi i Barça są moim zdaniem bardziej podobni do związku Jordana nie z Chicago, ale z Nike. Messi i Barça przy całym temacie fundacji, pomocy dzieciom, są nie do powstrzymania, są biznesem, który przynosi zyski otoczeniu. Dlatego marka Messi to firma, która generuje 350 milionów rocznie. Ma więcej obserwujących na Instagramie niż sama Barcelona. Jak możemy chcieć jego odejścia. Musimy iść razem przez całą drogę, niezależnie od tego, co będzie chciał zrobić, szkolić zawodników, prowadzić szkółkę czy być ambasadorem.

Adrian: Laportę i jego ekipę czekają również inne bardzo ważne decyzje, nie tylko dotyczące zawodników. Kolejny poważny problem dotyczy infrastruktury, czyli Camp Nou. Projekt Bartomeu jest wciąż żywy, ale będzie droższy niż ogłaszano w zeszłym roku. Jaka jest twoja opinia, Barça powinna kontynuować ten projekt i finansowanie z Goldman Sachs czy powinna z niego zrezygnować i poczekać na lepszy moment w przyszłości?

Jako socio i finansista boję się tego, że Barca wchodzi teraz w Espai Barca. Najpierw powinna zrestrukturyzować zadłużenie, by wróciły przychody, także te z boiska, i poczekać rok. Za 12 miesięcy może zacząć myśleć o Espai Barca, które jest konieczne. Nie wiem, ile razy prosiliśmy już Euroligę o przymknięcie oka w kwestii Palau Blaugrana. W 2017 roku miało zostać zainaugurowane Palau, a w 2019, zdaniem samego Bartomeu, Palau. Tymczasem nie mamy nawet pozwolenia ratusza. Musimy wykupić kawałek terenu, ponieważ nie mamy możliwości budowy hali na 15 tysięcy widzów. Zarządzanie poprzedniego zarządu było fatalne, jedno z najgorszych, do jakiego może dojść w jakiejkolwiek firmie. To wielki pech, że zarząd kierował się przyjaźniami, faworyzował ludzi, przeprowadzał transfery na kredyt, przez co bilans finansowy jest niekorzystny i trzeba zaczynać od zera. Kto daje nam przychody? Obecnie jest to praktycznie pierwszy zespół piłki nożnej. Posiadanie Messiego, pozyskanie Aguero lub kogoś więcej może sprawić, że znowu zajdziemy daleko w Europie. Nie mówię o wygranej, możemy wystąpić w kilku ćwierćfinałach, półfinałach, byle nie zrobić z siebie pośmiewiska i nie stracić 8, 6 czy 5 goli. Próba dotarcia do finału oznacza restrukturyzację całej kadry, posiadanie silnej struktury sportowej podejmującej niepopularne decyzje. Niektórzy piłkarze muszą odejść za wszelką cenę. Potem porozmawiamy o Espai Barca, dajmy sobie rok, skoro czekamy już tak długo.

Adrian: To właśnie powiedziałem Michałowi przed naszym wywiadem. Mamy ten stadion od ponad 60 lat i możemy jeszcze trochę poczekać.

Dokładnie, to najrozsądniejsze oraz najbardziej spójne.

Michał: Wiemy też, że przebudowa stadionu jest konieczna nie tylko pod względem konstrukcyjnym, ale też w dłuższej perspektywie pozwoliłoby to nam zwiększyć przychody. Chciałbym jednak zapytać o inne potencjalne źródło przychodów i to w krótkiej perspektywie. Ten temat wstrzymano, ale wciąż istnieje pod wodzą Florentino Pereza. Mowa o Superlidze. Jaka jest twoja opinia na ten temat i czy ten projekt w zaprezentowanym formacie może być dla klubu korzystny?

Ja broniłem Superligi i byłem mocno krytykowany. Jedną sprawą jest pomysł, a drugą sposób, w jaki to ogłoszono, który był katastrofą marketingową. UEFA jest jednak pośrednikiem. Wyobraź sobie, że to tak jakbyś jeśli kupował produkt Apple’a za 125 dolarów, a Apple brałoby z tego 40% z tego, a kiedy sprzedajesz, brałyby kolejne 40%. To kluby ponoszą całe ryzyko – wysyłają piłkarzy na reprezentacje, czy kupują ich za 150 milionów euro, co zagraża ich budżetowi. UEFA jest natomiast tylko pośrednikiem organizującym rozgrywki. Najwyższy czas, by kluby chciały decydować o własnej przyszłości. Można zgadzać się z formatem rozgrywek lub nie, w tym nie jestem specjalistą, być może format powinien być bardziej otwarty z awansami i spadkami. Wiem natomiast, że biznes piłkarski musi rozwinąć się pod względem spektaklu i rozrywki. Pokolenie millenialsów nudzi się piłką i wolałoby ligę na najwyższym poziomie będącą wzorem na świecie, najważniejszą ligę w historii jakiegokolwiek sportu. I to kluby powinny nią zarządzać, a nie osoby trzecie, bo to oznacza wiele potencjalnej korupcji. Nie będę w to wchodził, ale widzimy np. mundial w Katarze. Wszyscy wiemy, jak działa UEFA. UEFA zakazuje nawet swoim partnerom sponsorowania klubów, bo przecież i sponsorują już oni UEFA. Ta organizacja osiągnęła już totalny monopol. Kluby muszą negocjować z UEFA i dojść do porozumienia, by kluby nie ponosiły całego ryzyka i by mogły zarządzać oraz decydować o przyszłości. Pośrednicy nie są już potrzebni. Nie włączamy nawet telewizora, by obejrzeć wiadomości. Udajemy się bezpośrednio do dziennikarzy, na Twittera, konsumujemy bezpośrednio to, czego chcemy. Kluby chcą o sobie decydować, reszta to demagogia. Nie chcą grać przeciwko Osasunie? Oczywiście, że nie. Chcą stabilny system, by mieć w nim wszystkie gwiazdy, utrzymać interes oraz, w przypadku Barcy, zachować obecny model własnościowy. 

Michał: Wspomniałeś o nowych sposobach monetyzacji oraz o zainteresowaniu młodszego pokolenia, np. poprzez pokazanie podróży Messiego na stadion. Widzisz także możliwość zarabiania na innych rzeczach około piłkarskich, np. na esporcie? Albo może inne sekcje zaczną generować przychody? Może można wykorzystać jakoś fakt, że właśnie zostaliśmy jedynym klubem, który wygrał Ligę Mistrzów w zespole kobiet i mężczyzn?

Zatrudniono 2-3 członków zarządu, którzy są specjalistami w generowaniu przychodów. Marka Barcy jest najważniejsza w świecie sportu – jak to spieniężyć? Tak jak mówiłem wcześniej albo np. tworząc zespół esportowy z własnym budżetem, który będzie mógł rywalizować i zarabiać. Próbowano robić coś z Rakutenem, można spróbować bardziej „na poważnie” i na większą skalę. Nie zapominajmy też o dziewczynach oraz o sporcie kobiecym. On będzie rozwijał się dużo bardziej niż męski. Zawsze mówię o porównaniu tenisa męskiego i kobiecego. Tenis kobiecy też nie był zbyt ważny, ale nagle zyskał na znaczeniu i teraz czasem lepiej się bawisz, oglądając tenisistki. Barca na pewno zwiększy budżet drużyny kobiecej, będzie chciała być w tym obecna, przez co pojawi się wiele pobocznych przychodów. Na razie piłka kobieca nie utrzymuje się sama, ale dokładamy tylko milion euro, a koszykówka przynosi straty rzędu 30 mln euro. Kobiecy futbol będzie się rozwijał także na innych, niekoniecznie europejskich rynkach, np. w Azji, Ameryce Południowej i w USA. To rynki strategiczne dla nowego zarządu.

Michał: Jednym z pomysłów poprzedniego zarządu było sprzedanie części aktywów pod nazwą Barca Corporate. Mówiłeś o rozpoczęciu „prawdziwej” współpracy z Rakutenem, wiem, o czy mówisz, bo obecnie ludzie kojarzą tę firmę tylko z dokumentem Matchday, który wypadł fatalnie dla wizerunku klubu. Uważasz, że pozyskanie inwestora, który pomoże w rozwoju, jest konieczne? A może nie powinno się tego robić teraz, kiedy mamy nóż na gardle, bo nie uzyska się odpowiedniej sumy?

Trafiłeś w sedno. Jeśli chcesz partnera strategicznego, który pomoże ci w rozwoju, to proszę bardzo. Ale wtedy ty ustalasz kryteria, zarządzasz i podajesz cenę. Kiedy sprzedajesz z konieczności, np. zamiast obniżania zarobków lub zmiany modelu klubu, to wybierasz łatwe rozwiązanie, a to właśnie Barca Corporate może mocno zwiększyć swoją wartość w przyszłości. To chciał zrobić Bartomeu – zamiast stawić czoła problemom, sprzedać jak najszybciej coś, co może urosnąć. Laporta powiedział już, że Barca Corporate jest strategicznym punktem dla klubu. Uważam więc, że prędzej wyciągną pieniądze spod ziemi, by zrestrukturyzować zadłużenie. Część Barca Corporate zostanie sprzedana jedynie, jeśli znajdzie się partner, który sprawi, że klub zarobi więcej. W przeciwnym razie źle sprzeda się coś, co jest przyszłością Barcelony. Barca Corporate jest rzecznikiem klubu na świecie.

Adrian: W skali 1-10 jak finansowo oceniasz kadencję Bartomeu? Jaką część winy można przypisać pandemii? W jakim stanie nowy zarząd przejąłby klub, gdyby nie koronawirus?

Kadencji Bartomeu daję 0. Gdyby nie różne wymiany, ten sezon byłby trzecim z rzędu zakończonym stratą. W 2016 roku postanowiono, że nie będzie sekretariatu technicznego, a Bartomeu przejął rolę wiceprezydenta ds. sportowych, niemal dyrektora sportowego. Po odejściu Neymara stracono głowę, kupowano piłkarzy dużo powyżej ich wartości, przedłużano umowy z zawodnikami, którzy powinni odejść. Kiedy jakiś gracz nie daje już klubowi tyle ile wcześniej, ty nagle dajesz mu najlepszy i najdłuższy kontakt w jego karierze. Gdyby nie pandemia, Barca miałaby 800 mln euro zadłużenia, ale jej przychody wyniosłyby miliard lub 1,1 miliarda. 800 mln wydalibyśmy z miejsca, w potem doszłyby pensje i wydalibyśmy miliard. Tymczasem to pokolenie piłkarzy nie zasługuje już na takie zarobki, o 40% większe w porównaniu do Europy, i na kontrakty do 2024 czy 2025 roku. Niezależnie od pandemii sprawia to, że zarządzanie Bartomeu oceniam na zero. Zarząd nie zmierzył się z żadnym problemem od odejścia Neymara, przedłużano tylko umowy za wszelką cenę. Mówimy o Albie, Busquetsie, Pique. Spójrzcie na ich pensje na Transfermarkt, np. w Liverpoolu piłkarze na podobnym poziomie zarabiają o 40% mniej. Co to za zarządzanie? Denerwuje mnie, że traktuje się pandemię jako wymówkę. Według samego Bartomeu trzeba było zaoszczędzić 300 mln euro na Espai Barca, a „zaoszczędzono” długi. W zarządzaniu firmą można odizolować dany problem. Jeśli nie weźmiemy pod uwagę pandemii, to i tak zarząd działał fatalnie, ulegał wpływom osób, które nic nie wiedzą o piłce. Zostawił podstarzałą drużynę z ogromnymi zarobkami i to nie licząc pandemii. Gdybyśmy chociaż zdobyli cztery Ligi Mistrzów… A my się ośmieszyliśmy, ostatnie trzy lata w europejskich pucharach to największe pośmiewisko w historii klubu. 

Michał: Wiem o tym aż za dobrze, byłem na Anfield… Na koniec – jakie mechanizmy należy twoim zdaniem wdrożyć, by taka sytuacja już nigdy się nie powtórzyła? Oprócz tego oczywiście mamy nadzieję na sprawiedliwe wyroki w rozprawach przeciwko byłym członkom zarządu. Jak można zmienić statut, żeby socios naprawdę odgrywali ważną rolę i mogli uniknąć takiego zarządzania?

Zgadzacie się ze mną, że wewnętrzne mechanizmy kontroli w klubie nie działają. Z zewnątrz łatwiej jest oceniać, ale np. Komisja Ekonomiczna nie może być miejscem, w którym umieszczasz kolegów, którzy nie zmieścili się w zarządzie, a oni potem mówią to, co chcesz, i przykrywają problemy. Potrzebne są niezależne komisje, być może wybierane przez socios i kontrolujące zarząd. Nie chodzi o lobby, tylko o kontrolę w celu uzyskania maksymalnych gwarancji i transparentności w zarządzaniu klubem. Musi się to stać niezależnie od tego, czy rządzi Laporta, Font czy kto będzie rządził przez najbliższe 30-40 lat. Jeśli tak się nie stanie, teraz obronimy piłkę meczową, ale za 3-4 lata może być tak samo – albo za 10 lat. Potrzebujemy obiektywnych, niezależnych mechanizmów kontroli. Socios na to zasługują.

Michał: Mamy nadzieję, że tak będzie, zaczynając od najbliższego zgromadzenia socios compromisarios. Bardzo dziękujemy, Marc, to była przyjemność rozmawiać z tobą. Nie chcemy zabierać ci więcej czasu. Rozmawiał z nami Marc Ciria, ekspert finansowy i założyciel oraz dyrektor generalny Diagonal Inversiones i przede wszystkim wielki cule.

Uściski dla wszystkich subskrybentów, robicie tutaj świetną robotę. 

__________

Hej! Skoro już tu jesteś to może… wesprzyj naszego bloga? Nie mamy reklam na stronie i utrzymujemy się dzięki dobrowolnym wpłatom naszych patronów. W zamian zaprosimy cię do naszej zamkniętej grupy dla socios 9CAMPNOU. Dzięki!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

To może cię zainteresować

Opowieść z krainy tysiąca i jednej wrzutki

Na Camp Nou chodzę regularnie od sześciu lat i jeszcze nie widziałem czegoś tak złego jak to coś, co zaserwowała nam FC Barcelona Ronalda Koemana wczoraj wieczorem w meczu z Granadą. Nazwać to futbolem to jak nazwać gówno perfumami. 

WIĘCEJ »