Maradona: „Potrzebuję być potrzebny”

Share on facebook
Share on twitter
Share on pinterest
Share on whatsapp
Share on email

Grał, wygrywał, sikał, przegrał. Analiza moczu wykazała ​​efedrynę i Maradona źle zakończył Mistrzostwa Świata w 1994 r. Efedryna, która nie jest uważana za środek pobudzający w sporcie wyczynowym w Stanach Zjednoczonych i wielu innych krajach, jest zakazana na międzynarodowych zawodach.

Odrętwienie i skandal. Pioruny potępienia moralnego pozostawiły cały świat głuchym, ale niektóre głosy poparcia dla upadłego idola dały się usłyszeć. I to nie tylko w jego zbolałej i oszołomionej Argentynie, ale w miejscach tak odległych jak Bangladesz, gdzie na ulicach ryczała wielka demonstracja, odrzucająca werdykt FIFA i żądająca powrotu wygnanego. W końcu osądzanie go było łatwe i łatwo było go potępić, ale nie tak łatwo było zapomnieć, że Maradona od lat popełnia grzech bycia najlepszym, przestępstwo głośnego potępiania rzeczy, o których władza nakazuje milczeć i przestępstwo gry lewą nogą*, co według słownika Little Larousse Illustrated oznacza także „wbrew temu, jak powinno się to robić”.

Diego Armando Maradona nigdy nie używał stymulantów w przeddzień gier, aby wzmocnić swoje ciało. Prawdą jest, że popadł w kokainę, ale szprycował się na smutnych przyjęciach, aby zapomnieć lub zostać zapomnianym, kiedy był już osaczony przez chwałę i nie mógł żyć bez sławy, która nie pozwalała mu żyć. Grał lepiej niż ktokolwiek inny pomimo kokainy, a nie dzięki niej

Był obciążony ciężarem własnej osoby. Miał problemy z kręgosłupem od tego zamierzchłego dnia, gdy tłum po raz pierwszy skandował jego imię. Maradona nosił ciężar nazywający się Maradona, od którego skrzypiały mu plecy. Ciało jako metafora: bolały go nogi, nie mógł spać bez tabletek. Nie zajęło mu dużo czasu, zanim zdał sobie sprawę, że odpowiedzialność za boską pracę na boiskach jest nie do zniesienia, ale od początku wiedział, że nie da się tego przestać wykonywać. „Potrzebuję być potrzebny” – wyznał po wielu latach noszenia aureoli nad swoją głową, poddany tyranii nadludzkich osiągnięć, pełen kortyzonu i środków przeciwbólowych i owacji, nękany żądaniami swoich wielbicieli i nienawiścią obrażonych.

Przyjemność obalania bożków jest wprost proporcjonalna do potrzeby ich posiadania. W Hiszpanii, kiedy Goikoetxea zaatakował go od tyłu bez piłki i pozostawił go poza boiskiem na kilka miesięcy, nie brakowało kibiców, którzy wynosili pod niebiosa sprawcę tego zabójstwa z premedytacją, a na całym świecie było wielu chętnych do świętowania upadku ze szczytów aroganckiego intruza południowca**. Nowobogackiego, który uciekł przed głodem i miał ten luksus, że mógł być zuchwały i zarozumiały.

Później w Neapolu, Maradona stał się Świętą Maradonną, a Święty Gennaro stał się Świętym Gennarmando. Na ulicach sprzedawano wizerunki bóstwa w krótkich spodenkach, okalanego koroną Maryi lub owiniętych płaszczem świętego, który krwawi co sześć miesięcy, a także trumny z klubów w północnych Włoszech i buteleczki ze łzami Silvio Berlusconiego. Dzieci i psy nosiły peruki Maradony. Pod stopą posągu Dantego była piłka, a tryton przy fontannie miał na sobie niebieską koszulę Napoli. Minęło ponad pół wieku, odkąd ta drużyna zdobyła mistrzostwo, miasto skazane na furię Wezuwiusza i wieczną klęskę na boiskach piłkarskich. I dzięki Maradonie ciemne Południe w końcu zdołało upokorzyć białą Północ za to, że nim gardziła. Klub  z Neapolu wygrywał puchar po pucharze na włoskich i europejskich stadionach, a każdy gol był bezczeszczeniem ustalonego porządku i zemstą na historii. W Mediolanie nienawidzili sprawcy tej zniewagi biedaków, którzy odważyli się wyjść ponad swój stan, nazywali go szynką z lokami. I nie tylko w Mediolanie: na Mistrzostwach Świata w 1990 roku*** większość publiczności karała Maradonę wściekłymi gwizdami za każdym razem, gdy dotykał piłki, a przegrana Argentyny z Niemcami była świętowana jako zwycięstwo Włoch.

Kiedy Maradona powiedział, że chce opuścić Neapol, byli tacy, którzy wrzucali mu przez okno przebite szpilkami woskowe kukiełki. Więzień miasta, które go uwielbiało, i gomorry – mafii, która jest miasta właścicielem, grał już przeciwko sercom i stopom; i wtedy wybuchł skandal kokainowy. Maradona nagle stał się Maracoca, przestępcą, który udawał bohatera.

Później w Buenos Aires, telewizja wyemitowała drugą rozprawę: aresztowanie na żywo. Jakby to była gra ku uciesze tych, którzy napawali się widokiem nagiego króla, którego policja wzięła do niewoli.

„On jest chory” – mówili. „To koniec” – mówili. Mesjasz wezwany do odkupienia historycznej klątwy południowych Włochów pomścił także argentyńską porażkę w wojnie o Falklandy poprzez gol oszukańczy i gol nieziemski, po którym Anglicy kręcili się jak zabawkowe bączki przez kilka lat. Ale w trakcie swojego upadku Złote Dziecko było niczym innym jak pozłacanym ćpunem i dziwkarzem. Maradona zdradził dzieci i zhańbił sport. Zostawili go na śmierć.

Ale zwłoki ożyły. Po zakończeniu pokuty za kokainę Maradona był strażakiem argentyńskiej drużyny, która paliła swoje ostatnie szanse by pojechać na Mistrzostwa Świata ’94. Dzięki Maradonie, pojechała. A na mundialu Maradona znów był, jak za dawnych lat, najlepszy ze wszystkich, aż do kiedy wybuchła afera z efedryną.

Maszyna władzy miała go na widelcu. To ma swoją cenę, a cena ta jest pobierana gotówką i bez rabatów. Sam Maradona podarował im dowody poprzez swoją samobójczą skłonność do serwowania samego siebie na talerzu dla jego wrogów i dziecięcą nieodpowiedzialność, która popycha go do rzucania się w każdą możliwą pułapkę.

Ci sami dziennikarze, którzy nękają go mikrofonami, wyrzucają mu jego arogancję i napady złości, zarzucają mu, że mówi za dużo. Nie są bez racji; ale to nie jest to, czego nie mogą mu wybaczyć: w rzeczywistości nie podoba im się to, co mówi. Ten wrażliwy i napalony mały facet ma zwyczaj atakowania tych na górze. W 86 i 94 roku w Meksyku i Stanach Zjednoczonych potępił wszechmocną dyktaturę telewizji, która zmuszała graczy do gry w południe w palącym słońcu. Przez całą swoją burzliwą karierę Maradona mówił rzeczy, które wstrząsały gniazdem szerszeni. Nie był jedynym nieposłusznym graczem, ale to jego głos nadał powszechny rezonans najbardziej trudnym do wyjaśnienia pytaniom: dlaczego uniwersalne przepisy prawa pracy nie mają zastosowania w piłce nożnej? Jeśli każdy artysta zna zyski z oferowanego przez siebie programu, to dlaczego gracze nie mogą znać tajnych kont bogatej międzynarodowej firmy piłkarskiej? Havelange milczy zajęty innymi obowiązkami, a Joseph Blatter, biurokrata FIFA, który nigdy nie kopnął piłki, ale jeździ w ośmiometrowych limuzynach z czarnym szoferem, ogranicza się do komentarza:

Ostatnią argentyńską gwiazdą był Di Stéfano.

Kiedy Maradona został ostatecznie wyrzucony z Mistrzostw Świata w 1994 roku, boiska piłkarskie straciły najbardziej hałaśliwego buntownika. Stracili też fantastycznego gracza. Maradona jest poza kontrolą gdy mówi, ale o wiele bardziej gdy gra: nikt nie umie przewidzieć sztuczek tego wynalazcy niespodzianek, który nigdy się nie powtarza i lubi zaskakiwać piłkarskie maszyny. Nie jest zawodnikiem szybkim, raczej krótkonogim bykiem, ale ma piłkę przyszytą do stopy i oczy dookoła głowy. Wirtuozeria jego żonglerek rozświetla boisko. Może rozstrzygnąć mecz oddając miażdżący strzał tyłem w okienko bramki lub wykonując niemożliwe podanie z daleka, gdy jest otoczony tysiącami nóg wroga; i nikt go nie powstrzyma, gdy zaczyna dryblować rywali.

W surowym futbolu końca stulecia, ​​który domaga się wygrywania i zabierania przyjemności, ten człowiek jako jeden z nielicznych udowadnia, że ​​fantazja może być również skuteczna.

____________

*chodzi też o lewicowe poglądy Argentyńczyka

*sudaca – pogardliwe określenia mieszkańca Ameryki Płd., stosowane głównie przez Hiszpanów.

***Mundial 1990 r. odbywał się właśnie we Włoszech

odwiedź nasz instagram

Komentarz AB: Na tekst urugwajskiego pisarza Eduardo Galeano natrafiłem przypadkiem na… Spotify w formie audio. W oryginale był częścią książki „El futbol a sol y sombra” („Blaski i cienie futbolu”) opublikowanej w 1995 r. Ponieważ książki nie posiadam postanowiłem przełożyć wam ten mocny tekst samemu. Na tyle, na ile pozwala mi mój ograniczony talent, starałem się na trzymać oryginalnego tekstu, miejscami zmieniłem tylko interpunkcję. Pogrubiłem też te najbardziej istotne – moim zdaniem – fragmenty.

Mam nadzieję, że ten tekst przybliży Wam trochę sylwetkę Maradony. Eduardo Galeano zmarł w 2015 r., a więc nie tak dużo wcześniej niż Diego.

Niech odpoczywają w pokoju. 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

To może cię zainteresować

Opowieść z krainy tysiąca i jednej wrzutki

Na Camp Nou chodzę regularnie od sześciu lat i jeszcze nie widziałem czegoś tak złego jak to coś, co zaserwowała nam FC Barcelona Ronalda Koemana wczoraj wieczorem w meczu z Granadą. Nazwać to futbolem to jak nazwać gówno perfumami. 

WIĘCEJ »