Koeman nie wygrywa ważnych spotkań i najwyższa pora się do tego przyzwyczaić

Share on facebook
Share on twitter
Share on pinterest
Share on whatsapp
Share on email

Ronald Koeman wpisał się wczoraj do historii – jest pierwszym trenerem, który przegrał trzy Klasyki z rzędu od 85 lat. Ale ile w tym jego winy? Analizujemy

Za nami pierwszy pojedynek z Realem Madryt w sezonie 2021/22. Pomimo niewielu bramek, śmiało można powiedzieć, że emocji nie brakowało. Drużyny nie zaskoczyły i wyszły swoimi najmocniejszymi 11. W Barcelonie zobaczyliśmy 4-3-3 z Minguezą na prawej obronie i Destem na skrzydle, z kolei Real Madryt potwierdził, że kiedy gra toczy się o najwyższe cele – wraca do sprawdzonego trio w pomocy, Modrić – Casemiro – Kroos. Przed Klasykiem wszystkie media skupiały się jednak głównie na pojedynku Ansu Fati vs Vinicius, oraz na tym czy Karim Benzema da kolejne argumenty aby przepychać jego kandydaturę do Złotej Piłki.

PRZEBIEG SPOTKANIA

Do 10’ Królewscy grali bardzo pasywnie aż do własnego pola karnego i zostawiali ogromne przestrzenie Busquetsowi, dzięki czemu Barcelona utrzymywała się przy piłce, a akcje pod bramką rywali stawały się coraz bardziej niebezpieczne. Często widzieliśmy nawet Erica Garcię, który zachęcony pustymi 30-40 metrami przed sobą, ruszał w głąb boiska przez co podopieczni Ancelottiego musieli zacząć pressować zdecydowanie wyżej. Gdy to zrobili, spotkanie nabrało rumieńców.

Pozostała część pierwszej połowy, klasycznie, pokazała że jakiekolwiek przewidywania są w piłce bezcelowe. Najważniejsze postaci obu zespołów nie stwarzały sobie dogodnych okazji. Najgłośniejszą akcją w ich wykonaniu było chyba padolino Vinisiusa w polu karnym, kiedy w 21’ poczuł kontakt ze strony wracającego Minguezy. Sędzia J. Sanchez Martinez nie dał się jednak na to nabrać i wyraźnie dał znać Brazylijczykowi, żeby wstał, przestał płakać i grał dalej.

Bohaterem Barcelony mógł w 24’ stać się Sergiño Dest. Po szybkiej kontrze z udziałem Memphisa i Ansu Fatiego Amerykanin stanął oko w oko z Courtois. Wystarczyło jedynie dołożyć nogę i cieszyć się ze zdobytego gola. Nie wiem czy zjadła go presja, czy może została rzucona na niego jakaś klątwa, ale Dest w stylu Miro Klose załadował piłkę wysoko w trybuny.

To było z resztą bardzo słabe spotkanie w wykonaniu całej prawej strony Dumy Katalonii i jest to najłagodniejsze określenie jakie przychodzi na myśl. Dest non stop tracił piłki, Mingueza dawał się łatwo przedryblowywać i nie oferował żadnej pomocy w ofensywie, a Gavi (ustawiony jako prawy środkowy pomocnik) często źle przyjmował piłkę i nie odgrywał jej tak dobrze jak przyzwyczaił nas do tego w ostatnich spotkaniach. Nie zdziwił w związku tym gol stracony po akcji przeprowadzonej właśnie prawą częścią boiska przez Davida Alabę (z wykorzystaniem Rodrygo). A gol ten był naprawdę przedniej urody. Pokonanie niemal całego boiska i uderzenie ze skraju pola karnego na dalszy słupek nie dało najmniejszych szans Ter Stegenowi, który (w obecnej dyspozycji) nie miał najmniejszych szans na obronę.

Podwójne, a czasami nawet potrójne działo na lewej flance (tzn. Ansu – Depay – Alba) skutecznie blokowane było przez obrońców Realu, których zawsze było o 1 więcej. Kiedy barcelońska „10” starała się samemu zrobić różnicę naprzeciwko wyrastał Vazquez i cofający się do obrony Rodrygo. Kiedy do pomocy wbiegał Depay, tuż obok niego pojawiał się Luka Modrić. Nie było momentu w tym spotkaniu, w którym można byłoby przedryblować samotnego prawego obrońcę Królewskich i stanąć oko w oko z Courtois. Niesamowita konsekwencja i utrzymany rygor w defensywie Realu sprawił, że dobrych okazji na wyrównanie praktycznie nie było.

Druga połowa przyniosła zmianę Oskara Minguezy na rzecz Coutinho. Brazylijczyk miewał przebłyski i widać było jego spore zaangażowanie w mecz, ale nie jest to piłkarz który mógłby w chwili obecnej zrobić różnicę w meczu tego kalibru. Zarówno on jak i Fati próbowali zaskoczyć belgijskiego bramkarza strzałami z nieco mniej oczywistych pozycji, jednak nic z tego nie wychodziło. Musimy sobie jasno powiedzieć: To nie był dobry mecz w wykonaniu Ansu.

Narzekałem wcześniej na prawą stronę boiska Barcelony, ale między bogiem, a prawdą to nie był to w zasadzie dobry mecz dla jakiegokolwiek zawodnika biegającego w barwach Blaugrana. Najgorszy na boisku de Jong przegrywał większość pojedynków w środku pola, a o jakiejkolwiek fantazji lub finezji w jego zagraniach można było tylko pomarzyć. Kulminacyjnym momentem jego tragicznej gry była 68’ kiedy podał piłkę do wybiegającego na wolną pozycję… Viniciusa. Mało brakowało, a skończyłoby się to bramką.

Wyjątkiem od tej smutnej meczowej reguły był Sergio Busquets, który  błyszczał i co chwila częstował swoich kolegów ciekawymi podaniami. Za każdym razem brakowało jednak a to wykończenia, a to przyjęcia piłki, jak np. chwilę po wspomnianym wyżej podaniu de Jonga, kiedy posłał przecinające podanie w pole karne Królewskich. Wtedy akurat zawinił Gavi źle przyjmując piłkę, ale podobnych sytuacji widzieliśmy więcej.

Wynik podwyższony na 0:2 został w samej końcówce. Po obiecującej akcji pod polem karnym Realu pikę stracił Depay. Szybkie przetransportowanie piłki do przodu i podanie Asensio zakończyło się bramką po wślizgu Vanqueza, który wygrał pojedynek z Garcią (który mimo wszystko na tle swoich kolegów prezentował się dzisiaj wyjątkowo dobrze).

Warto jeszcze wspomnieć, że swoją debiutancką bramkę dla Dumy Katalonii zdobył Aguero (po dośrodkowaniu Desta), który wszedł na boisko w 73’. Bramka ta padła jednak w 97’, kiedy rozstrzygnięcie meczu było wiadome i prawdopodobnie dlatego obrona Realu pozwoliła sobie na rozluźnienie.

SĘDZIOWANIE

Cały mecz sędziowany był na bardzo dobrym poziomie. Małą kontrowersję mieliśmy jedynie w 57’, kiedy w polu karnym Toni Kroos zagrał piłkę ręką. J. Sanchez Martinez uznał jednak, że stało się to za sprawą przewinienia de Jonga i o „11” nie mogło być mowy. Czepialscy zwróciliby również uwagę na to, że arbiter mógł pokazać nieco więcej kartek, ale w przypadku hiszpańskich sędziów to są naprawdę drobnostki i nie można mieć jakiegokolwiek żalu do sędziego.

WINA KOEMANA?

W mojej ocenie (paradoksalnie) winą za to spotkanie obarczyłbym Koemana w ostatniej kolejności. Barcelona przegrała to spotkanie własną nieskutecznością i błędami indywidualnymi. Nie można obwiniać trenera o to, że dwukrotnie jego zawodnicy, nie będąc pod żadną presją, tworzą sytuacje rywalowi. Oczywiście taktycznie jest to kolejne przegrane spotkanie, jednak wystarczyłaby odrobinę lepsza dyspozycja zawodników i wykorzystanie stworzonych 100% sytuacji bramkowych i mówilibyśmy już nie o porażce, a o remisie po zaciętym pojedynku. Ja sam przed meczem nie spodziewałem się wygranej, bo po R. Koemanie wygranych w ważnych spotkaniach nie można oczekiwać. Być może dlatego nie mam ochoty za bardzo się na nim wyżywać w tym momencie.

CZY MOŻNA WYCIĄGNĄĆ JAKIEKOLWIEK WNIOSKI Z TEGO SPOTKANIA?

Raczej niczego nowego się nie dowiedzieliśmy. Możemy jedynie zastanowić się, czy aby na pewno warto stawiać na Desta na skrzydle, któremu ewidentnie brakuje obycia w sytuacjach podbramkowych. Poza tym spotkanie przepełnione było błędami indywidualnymi, które skutecznie utrudniają odnalezienie jakichkolwiek pozytywów (poza grą Busiego). Czas przygotowywać się do walki o grę w fazie pucharowej ligi mistrzów i ligowe TOP4, ale to wiadome było już przed meczem.

Jeżeli podobał Ci się ten materiał to może wesprzyj naszego bloga? Nie mamy reklam na stronie i utrzymujemy się dzięki dobrowolnym wpłatom naszych patronów. W zamian zaprosimy cię do naszej zamkniętej grupy dla socios 9CAMPNOU. Dzięki!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

To może cię zainteresować

Maradona w Barcelonie

Mogłeś go kochać albo nie cierpieć ale nie mogłeś być wobec niego obojętny. Równo rok temu w wieku 60 lat odeszła absolutna legenda piłki nożnej Diego Armando Maradona

WIĘCEJ »