Jak Leo Messi trafił do Barcelony? Cz. 1

Share on facebook
Share on twitter
Share on pinterest
Share on whatsapp
Share on email

Ubezpieczenie zdrowotne ojca, kryzys gospodarczy w Argentynie, niefrasobliwość pracowników River Plate, niesłowność włodarzy Newell’s oraz zbieg kilku innych kluczowych okoliczności musiały się ułożyć w jedną ciągłość aby najlepszy piłkarz w historii futbolu mógł w 2001 roku trafić do Barcelony. 

Pisząc ten tekst przy okazji ostatniego Klasyku postanowiłem udać się w podróż po miejscach, które były kluczowe dla sfinalizowania sprowadzenia Leo Messiego do Barcelony, takich jak chociażby klub tenisowy Pompeya, czy Hotel Rally przy Camp Nou. Zamieszkałem natomiast w Hotelu Catalonia Barcelona Plaza w pokoju 546, tym samym w którym mieszkali Leo i Jorge Messi podczas ich pierwszego dwutygodniowego pobytu w Barcelonie. Miejscu gdzie powstało pierwsze zdjęcie Leo Messiego w stolicy Katalonii – zamieszczone poniżej kiedy z Adrianem próbowaliśmy je odtworzyć. Ale od początku.

zwróćcie uwagę jak niski był wtedy Leo!

Żeby zrozumieć kontekst wydarzeń trzeba na chwilę odkleić się od współczesnych realiów, w których podczas podpisywania kontraktów z kilku(nasto)letnimi zawodnikami ich metryka stanowi barierę co najwyżej drugoplanową w stosunku do piłkarskich predyspozycji i skali zapisanego w genach talentu. Następnie należy cofnąć się w czasie o ponad dwie dekady – do ostatnich miesięcy XX wieku. Nie istniał wówczas w europejskim futbolu nawet w zalążku zwyczaj, ani przetarta praktyka, sprowadzenia zagranicznych zawodników niebędących przynajmniej u progu pełnoletności. Tym bardziej zza oceanu.

W Barcelonie nawet dla będącego w podobnym wieku Andresa Iniesty nie widziano przez długi czas miejsca w La Masii (choć w jego sprawie zdanie ostatecznie warunkowo zmieniono). W klubie uznawano wówczas, że najlepszy czas na wejście do szkółki młodego zawodnika to wiek między 15, a 16 rokiem życia. Do tego czasu decydowano, iż chłopcy nie powinni opuszczać swoich lokalnych społeczności na rzecz futbolu, z którym najpewniej i tak ostatecznie nie zwiążą swojej przyszłości. Już w tym kontekście sfinalizowanie przeniesienia 13-letniego Argentyńczyka bez paszportu kraju Unii Europejskiej z całą sześcioosobową rodziną do stolicy Katalonii w tamtym czasie aspiruje do miana zjawiska utopijnego. A to dopiero jedna z finalnych przeszkód.

Jeden taki na 20 tysięcy

Jest rok 1999. Leo Messi w czerwono-czarnej koszulce Newell’s Old Boys już od pięciu lat zachwyca swoją grą na nierównych boiskach Rosario trenerów, pierwszych widzów, a nawet pojedynczych lokalnych dziennikarzy. Każdy kto pamięta go z tamtego okresu z bliźniaczą powtarzalnością opisując młodego Leo przytacza jego szybkość, drybling, skuteczność, skromność i obsesję na punkcie zwycięstw. Można by więc wysunąć tezę, iż w kolejnych latach Messi w większym stopniu zmieni futbol, niż dorosły futbol samego Leo. Ale w tamtym czasie niewiele wskazywało na możliwość związania przyszłości chłopca z profesjonalnym sportem. Pojawił się kłopot. Leo przestał rosnąć.

młody Messi w koszulce Newell’s

Nie jest prawdą, iż Messi rozpoczął terapię hormonem wzrostu dopiero w Barcelonie. Jego niedobór został zdiagnozowany już 3 lata wcześniej w Argentynie przez tamtejszego endokrynologa Diego Schwarzsteina. Leo trafił do niego kiedy miał 10 lat i mierzył zaledwie 125 centymetrów. Był tak niski, że dla swojego wieku nie mieścił się nawet na skali centylowej. Chłopcy w tym wieku mają zazwyczaj powyżej 140 cm wzrostu. Na diagnostykę wysłał go klub. Po około sześciu miesiącach postawiono diagnozę: niedobór hormonu wzrostu. W Ameryce Południowej zaledwie jedno na 20 tysięcy dzieci rodzi się z taką chorobą. Rozpoczął leczenie w Rosario, gdzie przez pierwsze 2 lata terapia przebiegała bez większych przeszkód. Po tym czasie w leczeniu Messiego nastąpił jednak radykalny zwrot akcji.

Decydujące 900 pesos

W 2000 roku w Argentynie rozpoczął  wielki się kryzys gospodarczy, który doprowadził do trzeciej wielkiej fali emigracji z tego kraju. Pierwszej jednak na tle tak silnie ekonomicznym. W Argentynie kryzysy gospodarcze mają miejsce cyklicznie, co kilka, maksymalnie kilkanaście lat. Ten był jednak szczególnie dotkliwy. Argentyna niemal przestał funkcjonować. Wiele ubezpieczeń przestało mieć pokrycie w realizowanych świadczeniach. W tym także ubezpiecznie zdrowotne Jorge Messiego na podstawie którego była refundowana terapia Leo. Te wydarzenia stanowią kamień węgielny przenosin Leo Messiego do Barcelony. Ale do szczęśliwego zakończenia jeszcze (bardzo) daleka droga.

Jorge Messi pracował w państwowej firmie na stanowisku menedżera. Zarabiał co najmniej przyzwoicie jak ówczesne czasy i argentyńskie realia. Leo nie pochodził z biednego domu, ale sześcioosobowej rodziny nie stać było na samodzielne opłacanie chłopcu terapii. Jorge Messi prosił wielokrotnie włodarzy (odpowiadających za szczebel juniorski) Newell’s o pomoc w opłaceniu terapii hormonem wzrostu dla syna. Koszty wcale nie były mocno wygórowane. Miesięcznie około 900 argentyńskich peso (w tamtych czasach równowartość 900 dolarów). Jorge Messi wiele lat później opowiedział że stanowiło to ponad 50% jego pensji.

Padały co prawda w klubie liczne zapewnienia że ostatecznie sfinansują terapię, jadnak kiedy przychodziło do przekazania pieniędzy te nigdy się nie znajdowały. Kluczową rolę w tym, iż Leo nigdy nie uzyskał finansowej pomocy w klubie miał Roberto Puppo – dyrektor ds. szkolenia w Newell’s. Wobec pasywnej postawy klubu rodzina Messich postawiła wziąć sprawy w swoje ręce i nagrała film reklamujący talent i nieprzeciętną kontrolę nad piłką Leo. Podbijał na nim między innymi piłeczki tenisowe, pingpongowe i pomarańcze . Fragmenty tego nagrania wykorzystała w 2008 roku w swojej reklamie firma Mastercard.

Między innymi na skutek tego nagrania nazwisko Messiego powoli przestawało być znane już tylko w Rosario. Zaczęły pojawiać się pierwsze kontakty i zainteresowanie Argentyńczykiem także klubów spoza Ameryki Południowej, jednak cały czas na bardzo mało skonkretyzowanym poziomie. W końcu jednak pojawiła się pierwsza poważna propozycja. Młody Messi dostał zaproszenie na testy do River Plate.

„Bierzemy go!”

Do stolicy Argentyny pojechał razem ze swoim kolegą z drużyny z Newell’s, napastnikiem – Leonardo Gimenezem. Dzień ten dosyć szczegółowo opowiedział sam ojciec Messiego – także obecny na testach syna w Buenos Aires tamtego dnia. Klub zaprosił na testy tego dnia wielu nastolatków z całej Argentyny. Trenerzy ustawili Leo w kolejce na samym końcu do wpuszczenia na boisko (był zdecydowanie najmniejszy spośród wszystkich kandydatów). Pozwolono mu wejść na boisko dosłownie na sam koniec gier. Po dwóch pierwszych zagraniach (w których młodziutki Messi założył dwie siatki rzekomo dwa razy wyższemu od siebie obrońcy i oddał celny strzał) klubowy trener prowadzący tego dnia testy podszedł do Jorge Messiego i rzucił krótkie: „Bierzemy go!”. Po czym zaczął dopytywać o kwestie formalne. Dowiedziawszy się się chłopak ma umowę z Newell’s, sądząc że będą oczekiwać za niego opłaty, entuzjazm nieco osłabł.

Messi został jednak dłużej na testach. Kolejnego dnia jak wspomina Leonardo Gimenez (nie został ostatecznie zawodowym piłkarzem) w meczu w którym padło 15 goli sam Leo zdobył z 10 bramek. Messi zrobił na obserwatorach w River świetne wrażenie. Federico Vairo – człowiek odpowiedzialny w tamtym czasie za sprowadzenie juniorów w River (który zresztą samemu zaprosił i dowiózł Leo na testy z Rosario) wspominał później, iż szef drużyny juniorów zrezygnował z ze sprowadzenia Messiego ponieważ był za niski w porównaniu do rówieśników. Na liczne namowy zmiany opinii, także innych pracowników klubu, odpowiadał że na testy przyjechało tak wielu chłopców że odpuszczenie sobie jednego niewiele tutaj zmieni. Należy jednak dodać, iż w River w tamtym czasie nie było także procedur na kwaterowanie chłopców w tak młodym wieku.

O krok od Madrytu

O Leo Messim zaczęło się mówić coraz głośniej, przynajmniej wśród osób osadzonych zawodowo w strukturach argentyńskiego młodzieżowego futbolu. Do Horacio Gaggioliego, agenta piłkarskiego (obecnie reprezentuje interesy Marco Asensio) zadzwonił jeden ze współpracowników z informacją o wyjątkowo utalentowanym chłopcu w Rosario. Gaggioli poprosił o wysłanie mu nagrań z udziałem młodego Messiego. Przyznał później, że to co na nich zobaczył przerosło jego najśmielsze oczekiwania w kontekście metryki chłopca. 

Horacio Gaggioli ze słynną serwetką, która pojawi się w drugiej części

O dalszym biegu wydarzeń Gaggioli opowiedział ostatnio Mateuszowi Święcickiemu w reportażu „Jak Leo Messi zmienił Barcelonę?”. Agent zatelefonował do swojego dobrego znajomego – Charly’ego Rexacha, pełniącego wówczas obowiązki dyrektora sportowego w Barcelonie. Zastał go w stolicy Urugwaju i przekazał, iż natknął się na fenomenalnego chłopca, kończąc cały komunikat jasnym przekazem – „Musisz go zobaczyć!”. Po doprecyzowaniu że chodzi o trzynastolatka usłyszał jednak w słuchawce: „Daj spokój. Jest za młody. Zatrudnianie dziecka w takim wieku jest zbyt skomplikowane. Poza tym, do jasnej cholery, on jest spoza Unii Europejskiej”. To był jednak moment w którym drogi Leo Messiego i Barcelony skrzyżowały się po raz pierwszy. 

Horacio Gaggioli postanowił nie ustąpić i zdecydował pomóc chłopcu w transferze do Europy. Nie dawał mimo to na przeprowadzenie transakcji wyłączności samej Barcelonie. Według innej relacji Gaggioliego rodzina Messich zaufała mu do tego stopnia, że zadeklarowali, iż przeniosą się do dowolnego miasta w Europie, w którym będzie on mieszkał. O ile oczywiście znajdzie się w nim klub który opłaci terapię chłopca i znajdzie ojcu pracę. Horacio Gaggioli miał w tamtym czasie przenieść się do Madrytu, wszystko było prawie dopięte na ostatni guzik. Finalnie jednak sprawy przybrały niespodziewany obrót i zdecydował się on pozostać w Barcelonie, przynajmniej na pewien czas. Gdyby stało się inaczej Leo Messi prawdopodobnie poleciałby na testy do Realu Madryt. Tym bardziej, że klub ten także zaczął w tamtym momencie się mu coraz baczniej przyglądać. Czasem o biegu historii ostatecznie decydują niuanse.

Horacio Gaggioli wraz z innym przyjacielem Rexacha – agentem Josepem Marią Minguellą (znanym chociażby ze sprowadzenia do Barcelony Diego Maradony) koniec końców przekonali dyrektora sportowego Barcy do tego by klub przyjrzał się bliżej Messiemu. Rexach nie chciał jednak angażować nikogo z klubu w wyjazd do Ameryki Południowej dla tak młodego chłopca. Zdecydował aby zaprosić Leo do Barcelony i tu pozwolić mu na pokazanie swoich umiejętności. Mimo wszystko nie przykładano do tematu Messiego na Camp Nou zbyt wielkiej wagi. Klub zaprosił chłopca wraz z ojcem do Barcelony, jednak nie zdecydował się za nic zapłacić. Lot i zakwaterowanie sfinansował Messim Minguella.

„Billy” zamiast Messiego

Zanim jednak w Rosario zadzwonił telefon z Barcelony z poleceniem by pakowali walizki i przyjeżdżali z małym Leo na testy, minęło sporo czasu. W tym okresie Newell’s dalej lekceważyło Messiego i jego potrzebę terapii. Przez te wszystkie miesiące klub przekazał Jorge Messiemu około 400 peso – ekwiwalent 13 dni terapii. Sam Jorge Messi pytany o to później przyznał, że gdyby Newell’s spełniło swoje obietnice i opłaciło leczenie jego syna nie opuściłby wtedy Rosario. Bardzo trudno wskazać jedną przyczynę takiego obrotu spraw, ale co najmniej istotnym czynnikiem dla którego Newell’s ostatecznie zignorowało talent Leo Messiego był fakt, iż w klubowej szkółce w roczniku wyżej (1986) był Gustavo „Billy” Rodas. Chłopiec w którym pokładano wówczas w Newell’s jeszcze większe nadzieje. Dodatkowo grający na podobnej pozycji co Messi. 

niespełniony talent Gustavo „Billy” Rodas

Był on opisywany przez trenerów w Newell’s jako dziecko o talencie ze złota. Część z nich uważało nawet, że ma większy talent od samego Leo Messiego. „Billy” potencjał miał tak wielki, iż w pierwszym zespole Newell’s szansę debiutu dostał w wieku zaledwie 16 lat. Już w pierwszym meczu strzelił premierową bramkę, zostając przy okazji najmłodszym strzelcem gola w historii klubu. Niedługo potem z 10-tką na plecach poprowadził reprezentację Argentyny U-17 do pierwszego od 18 lat zwycięstwa w Mistrzostwach Ameryki Południowej do lat 17.

Od tego momentu ich ścieżki kariery potoczyły się jednak w przeciwnych kierunkach. Gustavo Rodas szybko zaczął praktykować mało sportowy tryb życia, spędzając liczne wieczory w nocnych klubach. W wieku 19 lat został po raz drugi ojcem. Niedługo potem w Newell’s podjęto decyzję o pozbyciu się Rodasa, który nie poprowadził już w międzyczasie klubu do żadnych sukcesów. Później utopił swój talent spędzając znaczną część kariery w rozgrywkach na szczeblu półamatorskim. Zakończył niedawno karierę. Jego rola w historii futbolu sprowadziła się ostatecznie jedynie do utorowania Leo Messiemu drogi z błotnistych boisk w Rosario do najlepszej piłkarskiej szkółki na świecie.

18. września 2001 roku Leo Messi po raz pierwszy wylądował w Barcelonie. Największe problemy z jego definitywnym transferem miały jednak dopiero nadejść. Ale o tym już w następnej części.

Jeżeli podobał Ci się ten materiał to może wesprzyj naszego bloga? Nie mamy reklam na stronie i utrzymujemy się dzięki dobrowolnym wpłatom naszych patronów. W zamian zaprosimy cię do naszej zamkniętej grupy dla socios 9CAMPNOU. Dzięki!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

To może cię zainteresować

Maradona w Barcelonie

Mogłeś go kochać albo nie cierpieć ale nie mogłeś być wobec niego obojętny. Równo rok temu w wieku 60 lat odeszła absolutna legenda piłki nożnej Diego Armando Maradona

WIĘCEJ »

Perły La Masii, dekalog Xaviego i powrót Alvesa feat. Piotr Guziński [Podcast #68]

Tym razem mamy w nim gościa specjalnego, którym jest Piotr Guziński z FCBarca.com, jeden z najlepszych specjalistów od La Masii i futbolu młodzieżowego, z którym porozmawiamy o akademii Barcelony właśnie. Oprócz tego w podcaście będzie też o pierwszych dniach Xaviego jako trenera Barcelony, a także ogłosimy konkurs, w którym do wygrania jest oryginalna flaga z prezentacji Xaviego na Camp Nou

WIĘCEJ »