Gavi. Przyszłość zaczyna się teraz

Share on facebook
Share on twitter
Share on pinterest
Share on whatsapp
Share on email

Kto bardziej zagłębia się w tematy La Masii, ten już wcześniej wiedział, kim jest niejaki Pablo Paez (Gavi). Dla większości kibiców Barcelony dzisiejszy solenizant był anonimowy. Do czasu. Konkretnie do właśnie trwającej pretemporady.

Pablo Martín Páez Gavira – tak brzmi pełne imię i nazwisko tego zawodnika. Rozmawiamy jednak o piłkarzu, więc nikt tylu członów nie będzie zapamiętywał. Wystarczy Gavi. Podobnie jak Pedri. Skoro już przywołaliśmy Kanaryjczyka, to możemy zaznaczyć, że podobne wejście do zespołu Ronalda Koemana może mieć przywołany bohater presezonu. Holenderski trener Blaugrany od początku był zachwycony nastolatkiem.

Ronald Koeman stawia Gaviego wyżej w hierarchii niż Riquiego Puiga. Jest zdumiony umiejętnościami tego młodego pomocnika i chce, by został zmiennikiem Pedriego.

Gerard Romero

Los chciał, że tekst o Gavim pojawia się dokładnie w dzień jego urodzin. Siedemnastych. To niesamowite, że zawodnik z rocznika 2004 puka do drzwi pierwszego składu Barçy. Skoro dziś Pablo ma swój dzień, to jest to idealna okazja, by go lepiej poznać – zwłaszcza że ma odgrywać jakąś rolę w sezonie 21/22 w pierwszej drużynie – więc…

Spójrzmy na jego dotychczasową karierę. Do Barcelony trafił z Betisu jako jedenastolatek, w 2015 roku. Minął się więc w andaluzyjskiej rywalizacji z Ansu Fatim. Nasz skrzydłowy występował bowiem w juniorach Sevilli w podobnym czasie. Pablo przychodził do La Masii jako jeden z największych talentów swojego pokolenia w Hiszpanii. W sezonie poprzedzającym transfer zdobył łącznie 96 bramek w drużynie Alevin B zespołu Verdiblancos. To sprawiło, że znalazł się na celowniku trójki hiszpańskich hegemonów – Atletico, Realu i Barcelony. Zainteresowanie i oferta Dumy Katalonii wzięły górę i Gavi podpisał kontrakt z Blaugraną w 2015 roku. Przez rok mieszkał z rodziną na La Rambli, ale w końcu doszedł do wniosku, że nie ma co trzymać wszystkich w Barcelonie. Kazał więc im wracać do domu rodzinnego, a sam podjął decyzję o zamieszkaniu w La Masii. Rodzice przystali na taką umowę.

Bardzo szybko dał się poznać kibicom Barcelony – głównie tym interesującym się młodzieżowym futbolem. W 2016 roku, w półfinale LaLiga Promises zapakował dwa gole Realowi Madryt, z czego jeden w naprawdę znakomitym stylu. Poniżej filmik z ośmieszenia defensywy Los Blancos.

Potem szybki awans do drużyny Cadete, chwilę później do Juvenilu A, w którym spędził większość poprzedniego sezonu. Zadebiutował również w Barcelonie B pod okiem Garcii Pimienty. Łącznie dostał 84 minuty. Prawdziwa szansa miała nadejść. I nadeszła. Latem 2021 roku. Ronald Koeman zdecydował się na danie szansy młodziutkiemu pomocnikowi i… nie zawiódł się. Gavi oczarował nie tylko trenera, ale i kibiców. Fani Barcelony nie szczędzą ciepłych słów pod adresem młodego Hiszpana. Również są zdania, że powinien być w hierarchii drużyny wyżej niż Riqui Puig. Powody takiego zdania są różne, ale głównym, przebijającym się argumentem jest większa pracowitość w defensywie, z którą prawie 22-letni Puig nadal ma problemy. Gavi, mimo iż pięć lat młodszy, wydaje się zdecydowanie bardziej dojrzałym zawodnikiem na boisku. A dla koneserów taki oto smaczek:

Pedri przeciwko Realowi Sociedad w grudniu 2020:

Gavi przeciwko Stuttgartowi w lipcu 2021:

Dos gotas de agua (dwie krople wody).

Zajmijmy się stylem gry Gaviego, bo to jedna z najbardziej interesujących kwestii.

To typowy pomocnik wywodzący się z La Masii. Uwielbia grę na jeden kontakt, krótkie podania – prawdziwy playmaker. Wie, jak dyktować tempo gry, w jaki sposób przyspieszać lub zwalniać ataki. Swoim stylem gry może przypominać momentami Xaviego. Po boisku porusza się z podobną gracją, co legenda Barcelony. Tak, jak już zostało to wcześniej podkreślone – nie boi się gry w defensywie. Najlepiej zobrazowane jego atuty będą w formie listy, więc oto ona:

  • lubi grać krótko, na jeden kontakt
  • pracujący na całej szerokości boiska
  • potrafi wychodzić spod pressingu rywali
  • ma znakomitą technikę z piłką przy nodze
  • jest inteligentny w poruszaniu się między liniami
  • nie boi się pracy w defensywie
  • pewnie używa swojej słabszej, lewej nogi
  • najlepiej odnajduje się w ataku pozycyjnym

Wydawałoby się, że to pomocnik kompletny, idealnie skrojony pod Barcelonę po powyższym opisie. Oczywiście nie jest to piłkarz bez wad. Czasami ma problem z odnajdywaniem się przy okazji gry w defensywie – w momencie, gdy rywal przeprowadza atak pozycyjny. Nadal brakuje mu doświadczenia w grze na seniorskim poziomie. Przekłada się to na prezentowanie zbyt fantazyjnej i ryzykownej gry w niektórych momentach, co może prowadzić do bardzo groźnej straty. Gavi musi nauczyć się grać czasem bezpiecznej. Nieraz krok w tył na boisku (np. podanie do stopera) może spowodować dwa kroki w przód – znalezienie sobie samemu miejsca bliżej bramki przeciwnika lub zrobienie miejsca koledze. Doskonale pokazuje to jego starszy kolega Pedri, więc będzie się miał od kogo uczyć.

Pomyślmy, jak to brzmi – siedemnastoletni Gavi będzie uczył się od niecałe dwa lata starszego Pedriego. Wydawałoby się, że to abstrakcja, ale takich zawodników mamy teraz w Barcelonie. Co najważniejsze, nie są oni na siłę wpychani do składu, a sami sobie wywalczają miejsce dobrymi występami. Ronald Koeman nie przechodzi obojętnie obok młodych piłkarzy i zdaje sobie sprawę, że jeśli ktoś jest naprawdę dobry, to nie ma znaczenia wiek – nawet gdy masz siedemnaście lat, możesz znaleźć dla siebie miejsce w jedenastce Barcelony.

Okazuje się, że Gavi dostał bardzo nieprzyjemny prezent na swoje siedemnaste urodziny. Dziś podano informację o kontuzji szczęki młodego pomocnika. Oczywiście mamy nadzieję, że to nic poważnego i życzymy naszemu nowemu crackowi szybkiego powrotu do zdrowia, bo sezon ligowy już nadciąga!

Hej, skoro już tu jesteś to może wesprzyj naszego bloga? Nie mamy reklam na stronie i utrzymujemy się dzięki dobrowolnym wpłatom naszych patronów. W zamian zaprosimy cię do naszej zamkniętej grupy dla socios 9CAMPNOU. Dzięki!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

To może cię zainteresować

Opowieść z krainy tysiąca i jednej wrzutki

Na Camp Nou chodzę regularnie od sześciu lat i jeszcze nie widziałem czegoś tak złego jak to coś, co zaserwowała nam FC Barcelona Ronalda Koemana wczoraj wieczorem w meczu z Granadą. Nazwać to futbolem to jak nazwać gówno perfumami. 

WIĘCEJ »