El Clásico tak, Gran Derbi nie. Ale czy aby od zawsze?

Share on facebook
Share on twitter
Share on pinterest
Share on whatsapp
Share on email

Gran Derbi – nie. El Clásico lub bardziej swojsko Klasyk – tak. Reguły nazewnictwa meczów pomiędzy Realem Madryt a FC Barceloną przyswoił w ostatnich latach już chyba każdy polski kibic. Jeżeli jednak trafi się ktoś nieuświadomiony, to wówczas może być pewny, że w przeciągu kilku minut gorliwi sympatycy hiszpańskiego futbolu wytkną mu, że właśnie popełnił niewybaczalny błąd. Gran Derbi to bowiem przecież nazwa zarezerwowana dla rywalizacji pomiędzy klubami z Sewilli. Czy jednak na pewno zawsze tak było?

Na początku cofnijmy się w czasie i przyznajmy się bez bicia, że dla wszystkich nas mecze między Barceloną, a Realem gdy po boisku biegali Ronaldinho oraz Zidane, a nawet jeszcze później, to były właśnie Gran Derbi. Żeby nie być gołosłownym, nazwa ta funkcjonowała we wszystkich wiodących polskich mediach:

A jeżeli ktoś chciałby w tym momencie rozpocząć krucjatę przeciwko rzekomej niewiedzy polskich dziennikarzy sportowych, to polecam wziąć na wstrzymanie. Również kibicowskie strony, pełne przecież zapaleńców, nie miały żadnych wątpliwości jak określać rywalizację Barcelony z Realem:

źródło: realmadryt.pl
źródło: fcbarca.com

Co więc zmieniło się od tego czasu? Świat poszedł do przodu. Pojawiły się komputery, amfetamina, samoloty… nie dobra, to nie to. Chociaż w sumie trochę tak – dzięki inwazji Ryanaira i Wizzaira coraz więcej Polaków miało okazję wsiąść w samolot i wybrać się na Santiago Bernabeu czy Camp Nou gdzie miejscowi jak jeden mąż mecz określali mianem El Clásico. Ale czy aby na pewno ci sami miejscowi bezwzględnie odsyłali przybyszy z Polski chcących obejrzeć Gran Derbi do Andaluzji?

Otóż wcale nie. Wbrew temu, że wśród grona uświadamiających pojawił się nawet ostry apel pt. „nie róbmy z perfumerii szamba i zostańmy przy nazwach, które utrwalono dziesiątki lat temu, zamiast tworzyć na własną modłę” sprawa nie jest czarno-biała. Wszystkim wam rzucam wyzwanie – spróbujcie znaleźć w hiszpańskim internecie sprzed np. 15 lat jakikolwiek ślad określania meczów Sevilli FC z Betisem mianem Gran Derbi. Przejrzyjcie archiwa Marki, AS, Mundo Deportivo czy Sportu albo lokalnych gazet – może zrobicie to lepiej ode mnie, ale jeżeli nie, to gwarantuję wam, że nie znajdziecie praktycznie nic sprzed 2016 roku. Ten mecz to były po prostu derbi sevillano, nie żadne Gran Derbi

Czemu granicą jest właśnie rok 2016? Ano dlatego, że to wtedy oba kluby z Sewilli, we współpracy z La Liga, rozpoczęły inicjatywę popularyzacji hasła Gran Derbi. Tak, tak – to odgórna akcja marketingowa, jak widać po efektach świetnie zresztą przeprowadzona, a nie żadna tradycja przekazywana z pokolenia na pokolenie wśród kibiców obu klubów.

Zaskoczeni? Może więc chociaż El Clásico to z dziada pradziada zwyczajowe określenie meczów Realu z Barceloną? I powiedziałby to Jordi z Barcelony czy Jorge z Madrytu, gdybyście spytali go o to oglądając mecz Dream Teamu Cruyffa z ekipą Jorge Valdano? Znów pudło. W piśmiennictwie wskazuje się, że nazwa ta upowszechniła się dopiero w ostatnich dekadach – tutaj macie fragment książki Sida Lowe o rywalizacji pomiędzy dwoma potęgami hiszpańskiej ligi (Fear and Loathing in La Liga: Barcelona, Real Madrid, and the World’s Greatest Sports Rivalry). Stawia on tezę, że określenie to zostało po prostu zaczerpnięte z potyczek Boca Juniors z River Plate funkcjonujących od lat pod nazwą Superclásico. Wcześniej zaś te mecze funkcjonowały jako… derbi

Mało? To może chociaż nigdy nie istniał żaden inny Klasyk w lidze hiszpańskiej? Niestety drodzy puryści – i tu muszę was rozczarować. Otóż mianem tym do pewnego momentu określano starcia pomiędzy Realem Madryt, a Athletic Bilbao – to te kluby mierzyły się bowiem ze sobą najczęściej w historii. W tym znaczeniu starcie Barcelony z Realem stało się klasykiem dopiero 10 grudnia 2011 roku. Mniej więcej wtedy też rzeczywiście zaczęła obejmować to miano w powszechnej świadomości, pozostawiając rywalizacji pomiędzy Baskami, a klubem z Madrytu nazwę Starego Klasyku


Swoją drogą, żeby zamieszać wam w głowach jeszcze bardziej, spójrzcie na wydanie hiszpańskiej gazety ABC z 2003 roku, w której mowa o klasyku. Artykuł został zilustrowany zdjęciem Demetrio Albertiniego, byłego piłkarza FC Barcelony. Sukces? Nie tak szybko! Chodzi bowiem o mecz Realu Madryt z… Atletico Madryt, którego barw również niegdyś bronił Włoch. Tak, w takim kontekście również pojawiło się w hiszpańskiej prasie określenie el clásico

Podsumowując – tak, teraz nie ma wątpliwości, że w sobotę będziemy oglądać El Clásico, a na Gran Derbi poczekamy aż zmierzą się ze sobą Betis z Sevillą FC. I tak, dobrze jest dbać o tę poprawność.

Ale jednocześnie warto mieć z tyłu głowy, że jeżeli ktoś określi rywalizację Barçy z Realem mianem Gran Derbi to być może wcale nie jest niedouczonym Januszem, wobec którego powinniście natychmiast zainterweniować, a po prostu przyzwyczaił się do takiego nazewnictwa od lat. I nie trzeba wylewać na niego pomyj w obronie haseł marketingowych, które weszły do powszechnego obrotu na przestrzeni zaledwie ostatniej dekady. Wiecie – ja też byłem przyzwyczajony do mówienia, że mam telefon w Idei jeszcze długo po tym jak przejął ją Orange (team Era -> T-Mobile też może tu dorzucić swoje trzy grosze).

P.S. Osobiście uważam za fascynujące, że określenie Gran Derbi było stosowane dużo wcześniej w Polsce w odniesieniu do meczów Real-Barcelona niż w Hiszpanii do meczów Betis-Sevilla FC. Śmiem nawet twierdzić, że ktoś z Andaluzji natrafił na nie, spodobało mu się i postanowił je wykorzystać w innym kontekście. Ale to już tylko moja prywatna, rzecz jasna nieweryfikowalna, hipoteza. 

9CAMPNOU to jedyny polski blog o Barçy tworzony w Barcelonie. Jeżeli spodobał Ci się ten wpis wesprzyj nas małą kwotą:

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

To może cię zainteresować

Opowieść z krainy tysiąca i jednej wrzutki

Na Camp Nou chodzę regularnie od sześciu lat i jeszcze nie widziałem czegoś tak złego jak to coś, co zaserwowała nam FC Barcelona Ronalda Koemana wczoraj wieczorem w meczu z Granadą. Nazwać to futbolem to jak nazwać gówno perfumami. 

WIĘCEJ »