Czy El Clásico utraciło dawny blask?

Share on facebook
Share on twitter
Share on pinterest
Share on whatsapp
Share on email

Czy starcie Barçy z Realem to już nie to samo, co kiedyś? Czego możemy spodziewać się po sobotnim meczu?

KIEDYŚ TO BYŁO…

„Jutro spotkamy się na boisku o 20:45; poza boiskiem już mnie pokonał. Daję mu jego trofeum Ligi Mistrzów poza boiskiem, pozwól mu się nim cieszyć i zabrać je do domu. W tej sali jest pieprzonym szefem i nie chcę w żadnym momencie z nim konkurować”

Tak wypowiedział się Pep Guardiola na legendarnej już konferencji prasowej 26. kwietnia 2011 r. raptem kilka dni po przegranym przez Barçę finale Copa del Rey z Realem Jose Mourinho na Mestalla. 

Atmosfera Klasyków nigdy nie była tak gorąca, jak wtedy. Dwie drużyny, które walczyły zacięcie we wszystkich możliwych rozgrywkach wprowadzały rywalizację Barça – Real na poziomy wcześniej niespotykane, nie tylko na boisku.  

Późniejszy dwumecz w półfinale Ligi Mistrzów wygrała Barça, zdobywając też zasłużony puchar w Londynie po jednym z najlepszych finałowych występów w historii rozgrywek. 

Ale tak naprawdę to nie Pep i Jose byli głównymi bohaterami tamtych spotkań. 

To przede wszystkim rywalizacja na boisku drużyn prowadzonych przez Leo Messiego i Cristiano Ronaldo elektryzowała cały świat. I to nie tylko ten piłkarski. Tamte spotkania oglądali nawet ludzie, którzy na co dzień piłką nie żyją lub interesują się nią od święta. To był fenomen socjologiczny, przyciągający rekordowe liczby widzów przed telewizory. 

Ale wiecie, co jest najlepsze? My wtedy narzekaliśmy. Że powinniśmy skupić się na futbolu, a nie przepychankach słownych. Że Real gra antyfutbol (jakby mogli w jakiś inny sposób zatrzymać najlepszą drużynę w historii). I wreszcie, że Klasyków jest za dużo! Bo cztery mecze w przeciągu miesiąca i cała medialna otoczka obrzydzą El Clàsico nawet najbardziej oddanym kibicom. 

…DZISIAJ JUŻ NIE MA

Tymczasem dzisiaj tęsknimy. Za tamtą atmosferą, za rywalizacją, za Mou, za Pepem, za Cristiano. A przede wszystkim za poziomem gry i liczbą niekwestionowanych gwiazd po obu stronach barykady. I znowu narzekamy, tym razem dlatego, że mecze straciły swój dawny blask. Że to spotkanie jak każde inne. Że ostatnie Klasyki nie zachwycały poziomem.

To ostatnie faktycznie jest prawdą. Bo chociażby bezbarwne 0-0 na Camp Nou w grudniu 2019 r. można uznać za jeden z najgorszych Klasyków od lat. Chociażby dlatego, że bramki padały w tych meczach ZAWSZE i poprzedni taki wynik trafił się w 2002 r. 

chociażby dla tego momentu warto było iść na ten mecz

Spotkaliśmy się wtedy po meczu w jednej z knajp pod Camp Nou. I właściwie to niewiele rozmawialiśmy o samym spotkaniu bo nie było za bardzo o czym. Nasze oczy były już zwrócone na kolejne spotkania i kolejne wyjazdy na mecze. Gdybyśmy wiedzieli, że półtora roku później każdy z nas nadal będzie miał dokładnie taką samą liczbę Klasyków obejrzaną na żywo może docenilibyśmy tamto spotkanie, jakkolwiek brzydkie ono nie było. 

BEZ KIBICÓW

Mijają dni, tygodnie i miesiące, a stadiony La Liga nadal stoją puste. Pandemia niby powoli odpuszcza, niby można już wejść na mecz Barçy B, czy na ręczną do Palau Blaugrana, ale te najważniejsze spotkania jak finał Copa del Rey, czy El Clásico właśnie nadal odbywają się bez kibiców. Są plany na wpuszczenie małej liczby fanów na stadiony pod koniec sezonu ale te same pogłoski powtarzają się co kilka miesięcy i nic z nich nie wynika. Nikt nic nie wie na pewno, a wszystkie plany boleśnie weryfikuje COVID-19.  

Sobotni mecz będzie podwójnie dziwny bo rozgrywany nie na remontowanym Bernabeu, a maleńkim Estadio Alfredo di Stéfano. Cała otoczka będzie przypominać więc bardziej sparing podczas letniej pretemporady, niż najważniejszy mecz w klubowej piłce nożnej. 

Liczę na Leo Messiego. W Valdebebas nigdy wcześniej nie grał, więc ma szansę dopisać sobie kolejną „ofiarę” do listy stadionów, na których strzelał gole. A skoro udało mu się zrobić z Bernabeu swoje boisko treningowe to tym bardziej na di Stéfano powinien czuć się jak u siebie. 

TO NIE BĘDZIE ŁADNY MECZ

Nie spodziewam się manit, fajerwerków i goli z przewrotki. Przewiduję raczej kolejne twarde, szarpane spotkanie, w którym górą będą ci, którzy popełnią mniej błędów i zdominują środek pola. Jeżeli padnie więcej goli to po dzięki błędom obrony. Lub geniuszowi Messiego.

Obie drużyny są w przebudowie, chociaż ta barcelońska wygląda na papierze ładniej i daje większą nadzieję na przyszłość, to tu i teraz doświadczenie wyjadaczy z Realu może skutecznie pokrzyżować plany Blaugrany. Martwi mnie przede wszystkim środek pola bo nie wiem, czy 18-letni Pedri tym razem udźwignie ciężar meczu i nie zniknie jak chociażby w ostatnim meczu przegranym 3-1. Real wejdzie w ten mecz w dobrych humorach po zwycięstwie ze słabiutkim Liverpoolem w LM, który nie poradził sobie z pomocą Kroos – Modric – Casemiro. 

Dużo znaków zapytania pojawia się też na obronie. W Realu wypadli Ramos i Varane, ale i w Barcelonie sytuacja nie jest ciekawa. Pique raczej nie zdąży chociaż próbował wrócić, na środku zagra więc pewnie Frenkie niejako z konieczności przeniesiony na stopera i towarzyszyć mu będą prawdopobnie Mingueza lub Lenglet oraz Araujo. Nie są to postaci, przed którymi drżałyby nogi przeciwników i popełniają sporo często podstawowych błędów. 

Teoretycznie Barça powinna mieć przewagę świeżości bo zagrała tylko jedno spotkanie po przerwie reprezentacyjnej wobec dwóch Realu. Tylko, że tak naprawdę przekłada się to na raptem 24h odpoczynku więcej (poniedziałek vs wtorek). Paradoksalnie ta przerwa może też nie pasować Barçy, która została całkowicie wytrącona z rytmu i po powrocie zagrała fatalny mecz z Valladolid. Wolelibyśmy oglądać Blaugranę w formie z kolejki wcześniej na Anoeta.

Przed nami ciężkie spotkanie. Dla Barçy, dla Realu, być może też i dla widzów. Jego wynik nie zadecyduje o lidze, chociaż może mocno pokrzyżować plany obu drużyn. 

Ale ja mimo wszystko czekam na nie tak samo niecierpliwie jak na każdy inny Klasyk. Bo dla mnie to po prostu més que un partit

_______________________________

Real Madrid – FC Barcelona 10/04/2021
La Liga Santander
21:00

Jak zawsze zachęcamy do zostania naszym patronem i dołączenia do naszej grupy!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

To może cię zainteresować

Opowieść z krainy tysiąca i jednej wrzutki

Na Camp Nou chodzę regularnie od sześciu lat i jeszcze nie widziałem czegoś tak złego jak to coś, co zaserwowała nam FC Barcelona Ronalda Koemana wczoraj wieczorem w meczu z Granadą. Nazwać to futbolem to jak nazwać gówno perfumami. 

WIĘCEJ »