Czy byliśmy świadkami końca Koemana? Relacja z wyjazdu do Lizbony

Share on facebook
Share on twitter
Share on pinterest
Share on whatsapp
Share on email

Lizbona to super miasto. Ma bardzo wyluzowany klimat, ciekawą architekturę i świetne jedzenie. Cieszyłem się więc kiedy maszyna losująca kalendarz Ligi Mistrzów wypluł nam mecz na Estadio da Luz dzień po urodzinach mojej żony. Mogłem upiec dwie pieczenie przy jednym ogniu – zabrać Martę na mały city break do nowego miejsca i przy okazji zobaczyć jak grają „orły” Koemana. Bukując lot nie byłem właściwie pewien czy na ten mecz w ogóle uda się nam zdobyć bilety – oficjalnie w biurze FC Barcelona powtarzano mi ciągle, że UEFA nie zezwoli na kibiców wyjazdowych. Okazało się to bzdurą ale to nie pierwszy raz kiedy w Klubie nikt nic nie wie. 

Ostatecznie bilety były bez problemu do kupienia i to nie tylko na sektor gości, ale też gospodarzy – wystarczyło wyrobić sobie kartę socio Benfiki. Co ciekawe pakiet karta + bilet na długą trybunę wychodził porównywalnie cenowo do biletu na sektor Barçy (40 EUR), a widoczność była dużo lepsza bo nie trzeba było siedzieć za siatką na rogu. Inna sprawa, czy faktycznie nie był to strzał w stopę, bo dla zdrowia psychicznego im dalej od tego widowiska, tym lepiej. 

Wspomniałem o orłach Koemana ale niestety jedynym orłem, którego na boisku zobaczyliśmy był ten, który jest maskotką Benfiki. Trzeba przyznać, że ceremonia otwarcia każdego meczu SLB na żywo robi wrażenie. Skubaniec robi kilka okrążeń wokół murawy zanim osiądzie dokładnie tam, gdzie powinien. Jak oni go wytresowali?

Kibicowski klimat na Estadio da Luz i wokół stadionu mnie zaskoczył. Wszyscy w czerwonych koszulkach i z szalikami, które na Camp Nou coraz bardziej odchodzą do lamusa. Spodziewałem się też, że będzie głośno ale że aż tak? Benfica decybelami przebiła Neapol, który pod względem dopingu jednak trochę mnie zawiódł rok temu. 

Nasza mała grupka wyjazdowa nie miała większych szans przez przebicie się przez ścianę hałasu, która rozkręcała się coraz bardziej z każdą udaną interwencją i strzeloną nam bramką. Daliśmy im jeden z najlepszych wieczorów od lat więc ciężko się dziwić, że na stadionie wrzało. Pod koniec musieliśmy słuchać jak skandują „Meeessi, Meeessi” i „Gdzie macie Messiego?”.  Bolało i pewnie będzie boleć jeszcze przez długi czas. Co do samego Estadio da Luz to sam obiekt jest też bardzo ładny, szczególnie w promieniach zachodzącego słońca. 

Zaczyna mi już brakować pomysłów na to, o czym mogę jeszcze napisać żeby odwlec opis samego meczu więc przejdźmy do esencji tego wieczoru i miejmy to już za sobą. To będzie naprawdę krótka recenzja – jak graliśmy każdy widział. Na usta cisną się różne określenia, jak na przykład dość dobrze oddające sedno „chaotyczna”, „bez jaj”, „bez jakiegokolwiek pomysłu”, „powolna”, „parodia futbolu”, „drwina i potwarz dla kibiców”. Możemy tez użyć bardziej technicznych określeń, jak „tiki taki” czy też „holenderski futbol absolutny im. Ronalda Koemana” czy też wreszcie bardziej dosadnych określeń jak „chujowa” czy „ojapierdole” (te pojawiały się najczęściej na naszym sektorze). Język polski jest na tyle bogaty, że sami możecie wybrać, która fraza najlepiej oddaje klimat tego środowego wieczoru na Estadio da Luz. Zachęcam też do podawania swoich propozycji. 

Normalnie nawet po tak dramatycznym da się mimo wszystko kogoś wyróżnić ale po tym meczu byłoby mi naprawdę ciężko to zrobić. Chyba najlepszy u nas (po raz kolejny zresztą) Araújo także zawalił przy golu na 2:0 łamiąc linię spalonego. Dramatycznie źle zagrał Eric Garcia ale też ter Stegen, który po raz kolejny zawodzi kiedy powinien pokazać klasę. 

Na sam koniec… 0:3 z Benfiką, jak to brzmi w ogóle? Czy my gramy już w Lidze Europy? Bo jeżeli nie to zmierzamy tam w szybkim tempie. Z całym szacunkiem do Portugalczyków ale nie jest to drużyna, przed którą drży świat. Chociaż właściwie jak o tym pomyślę to FC Barcelona też nie. Już od dawna nie i jeszcze na długo nie. 

Prawie nikomu nie udaje się wyjść z grupy po przerżnięciu dwóch pierwszych meczów, tak więc nie róbmy sobie nadziei. Na wiosnę czekają nas mecze w czwartki, a i na to nie ma gwarancji bo Dynamo Kijów to nie ogórki i póki co mają lepszą sytuację w grupie od nas. Chyba, że Laporta w końcu pójdzie po rozum do głowy i jak sugerowałem w ostatnim podcaście dyscyplinarnie wypierdoli Koemana. A i to nie gwarantuje sukcesu. 

Ciężki to czas na bycie kibicem Blaugrany. Aaale Lizbona była super! Wspominałem już? 😅

PS Jakby nie patrzeć w poprzednim meczu w Lizbonie dostaliśmy 8, a tym razem tylko 3. Więc progres jest. 
PS 2 zdjęcie główne tego posta jest autorstwa Macieja Rogowskiego, pełną galerię z tego meczu znajdziesz TUTAJ. Polecam bo świetne foty!

Jeżeli podobał Ci się ten materiał to może wesprzyj naszego bloga? Nie mamy reklam na stronie i utrzymujemy się dzięki dobrowolnym wpłatom naszych patronów. W zamian zaprosimy cię do naszej zamkniętej grupy dla socios 9CAMPNOU. Dzięki!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

To może cię zainteresować

Nietoperze nieloty i przerwane zgromadzenie socios [Podcast #65]

Tym razem mamy dla was odcinek bardzo specjalny bo nagrywany prosto z Barcelony. Porozmawiamy o wrażeniach Michała po powrocie na mecz na Camp Nou po 666 dniach przerwy, o zgromadzeniu socios compromisarios, które nie zostało dokończone i właściwie dlaczego i co z nim teraz dalej, o spotkaniu Oscara Minguezy w metrze, przełamaniu Coutinho i wielu innych

WIĘCEJ »

Jest źle, ale jak bardzo źle? [Podcast #64]

Tym razem porozmawialiśmy sobie o meczu Barçy z Benfiką i moich wrażeniach z wyjazdu do Lizbony, o przegranej z Atletico w lidze i o raporcie due dilligence przedstawionym wczoraj na temat sytuacji w jakiej znajduje się nasz Klub po rządach Bartomeu.

WIĘCEJ »