Kartka z kalendarza: Supercopa nr 3! [11/11/1992]

Share on facebook
Share on twitter
Share on pinterest
Share on whatsapp
Share on email

W rewanżowym spotkaniu o Superpuchar Hiszpanii zespół Dumy Katalonii przyjechał na Vicente Calderón posiadając zaliczkę 3:1 z pierwszego meczu w Barcelonie. W 21. minucie po składnej akcji podopiecznych Johana Cruyffa sytuację sam na sam wykorzystał Txiki Begiristain wyprowadzając swoją drużynę na prowadzenie. 

Atletico nie mając nic do stracenia ruszyło do ataków na bramkę Zubizarrety, a najlepszą okazję zmarnował Futre. Po dwóch kwadransach Los Colchoneros dopięli swego za sprawą gola zdobytego przez Manolo. Uderzenie jednego z zawodników gospodarzy zdołał zablokować atakujący w zdecydowany sposób Ronald Koeman jednak piłka trafiła pod nogi Futre, który źle przyjął lecz futbolówka trafiła pod nogi nadbiegającego Hiszpana i po rękawicach Baska wpadła do siatki. Niesieni dopingiem swoich kibiców zawodnicy trenera Luisa Aragonésa raz po raz oddawali strzały w stronę bramki gości lecz ich próby były mocno niecelne a najlepszą okazję na podwyższenie prowadzenia nieoczekiwanie miał Bakero, który po zagraniu Laudrupa stanął oko w oko z Abelem Resino przegrywając jednak pojedynek. 

Początek drugiej połowy ponownie należał do Atletico, a Katalończycy ograniczyli się do kontrataków. Jeden z nich zmarnował Stoichkov, który praktycznie od połowy boiska biegł nieatakowany przez żadnego z defensorów gospodarzy. W 57 minucie kolejne genialne zagranie wykonał Laudrup, a Bułgar w niemal identycznej sytuacji jak parę minut wcześniej tym razem spokojnie pokonał Resino. Stało się jasne, że tylko cud mógł odebrać Katalończykom puchar chociaż w piłce nie takie rzeczy się zdarzały. Mimo znakomitych okazji dla obydwóch drużyn wynik nie uległ jednak zmianie i FC Barcelona sięgnęła po swój trzeci w historii klubu Superpuchar Hiszpanii.

Kacpra Września możesz śledzić na Facebooku oraz Instagramie. Polecamy!

To może cię zainteresować

Opowieść z krainy tysiąca i jednej wrzutki

Na Camp Nou chodzę regularnie od sześciu lat i jeszcze nie widziałem czegoś tak złego jak to coś, co zaserwowała nam FC Barcelona Ronalda Koemana wczoraj wieczorem w meczu z Granadą. Nazwać to futbolem to jak nazwać gówno perfumami. 

WIĘCEJ »