Postpartido: Alaves [A] 31/10/2020

Share on facebook
Share on twitter
Share on pinterest
Share on whatsapp
Share on email

Kiedy już wydawało się, że gra Barçy zaczyna wyglądać trochę lepiej po łatwym zwycięstwie nad Juventusem w LM dostajemy strzał na pysk w postaci wyjazdu do Alaves. W pierwszej połowie nie działo się praktycznie nic przez pierwszy kwadrans, a później zaczęło się dziać aż za wiele.

Najpierw świętujący osiemnastkę Ansu zmarnował setkę po świetnym podaniu Lengleta. Chwilę później podobną sytuację wybronił Neto z drugiej strony boiska. W 20 minucie Griezmann po raz kolejny fatalnie kiksuje z ok. 12 metrów, a chwilę później Messi prawie strzela z wolnego na siłę w środek bramki.

I wtedy nadchodzi 31. minuta i w pozornie niegroźnej sytuacji Neto zakłada sobie sam siatkę, traci piłkę i Luis Rioja strzela jedną z najłatwiejszych bramek w karierze. Mówiłem w naszym podcaście, że Neto nie jest pewnym zawodnikiem i w dosłownie każdym meczu popełnia jakiś ciężki błąd i niestety to się znowu potwierdziło. Jakby tego było mało w 35 minucie mamy kolejny skandal sędziowski, tym razem na Frenkiem, który wychodził do łatwej główki, a został powalony w polu karnym i po raz kolejny sędzia, tym razem Hernandez Hernandez, nie reaguje. Po pierwszej połowie ciężko wyróżnić kogokolwiek bo wszyscy grali źle, łącznie z Messim.

W przerwie Koeman dokonał aż trzech zmian, ściągnął przede wszystkim tragicznego Busquetsa, a także Dembele i Lengleta i zaczęło to wyglądać lepiej chociaż nadal niewybitnie bo m. in. w 53 min Messi z Griezmannem wpadli na siebie w polu karny psując świetną sytuację. Mecz trochę ułatwiła druga żółta i w konsekwencji czerwona kartka dla Joty po groźnym zagraniu przy twarzy Pique i chwilę później Griezmann trafił na 1:1 po ślicznej podcince nad Fernando Pacheco. Niestety, to było wszystko na co było stać Barcelonę w tym meczu. Pomimo bombardowania i ponad 20 strzałów w meczu (z czego połowę chyba oddał Messi) czy 12 rożnych wynik nie uległ zmianie.

Trzeba obiektywnie powiedzieć, że po raz kolejny gramy tylko jedną dobrą połowę. Pierwsza była fatalna i to przez nią tracimy znowu punkty. W drugiej brakło trochę precyzji, trochę szczęścia, które czasem jest potrzebne ale ogólnie mieliśmy masę okazji strzeleckich.  Barça powinna ten mecz wygrać ale nie zawsze „chce wpadać”, szczególnie w końcówce bramka Alaves przeżywała prawdziwe oblężenie i chociaż Koeman na ławce wyglądał na niezainteresowanego to my w domach przed TV na pewno przeżywaliśmy każdy niecelny strzał podwójnie.

Na koniec wspomnijmy jeszcze o graczu meczu czyli Fernando Pacheco, który wybronił kilka rewelacyjnych sytuacji i bez niego na pewno wynik by tak nie wyglądał.

9CAMPNOU to jedyny polski blog o Barçy tworzony w Barcelonie. Jeżeli spodobał Ci się ten wpis wesprzyj nas małą kwotą:

Buy Me a Coffee at ko-fi.com

To może cię zainteresować

Opowieść z krainy tysiąca i jednej wrzutki

Na Camp Nou chodzę regularnie od sześciu lat i jeszcze nie widziałem czegoś tak złego jak to coś, co zaserwowała nam FC Barcelona Ronalda Koemana wczoraj wieczorem w meczu z Granadą. Nazwać to futbolem to jak nazwać gówno perfumami. 

WIĘCEJ »