Nikt nas za rączkę nie poprowadzi.

Share on facebook
Share on twitter
Share on pinterest
Share on whatsapp
Share on email

Oglądaliście kiedyś „The Dark Knight Rises”? Ostatni film o Batmanie w reżyserii Christophera Nolana, mówiąc szczerze, średnio mi podszedł i nawet kiedy jako 13-latek oglądałem ten film po raz pierwszy, czułem spory niedosyt po (w moim odczuciu) genialnych dwóch pierwszych częściach. Nie ściągnąłem was jednak po to, żeby dyskutować o filmach sprzed przeszło dekady. Zebrałem was, żeby dać wam promyczek nadziei na lepsze jutro (a może nawet dzisiaj) 😉

Jeżeli nie oglądaliście, lub nie pamiętacie dokładnie ostatniej części Nolanowskiej trylogii to szybko wam przypomnę jej fragment. Bruce Wayne (czyli Batman) trafia w pewnym momencie do więzienia znajdującego się w studni na środku pustyni. Nie jest ono w żaden sposób strzeżone, ponieważ ucieczkę z niego uważa się za niemożliwą. Są jednak śmiałkowie próbujący wspiąć się przyczepieni do liny (BHP i te sprawy) po ścianie więzienia i przeskoczyć na skałę, która umożliwi im ucieczkę. Legenda głosi, że było w historii jedno takie dziecko, które zdołało się z niego wydostać. Resztę zobaczcie sami:

I możecie po obejrzeniu tego fragmentu zapytać: Co skaczący w studni facet ma do piłki nożnej? Już tłumaczę. W mojej głowie FC Barcelona jako zespół, był do tej pory jak organizm Bruce’a Wayne’a. Jego lewą nogą był Alba, szyją Busquets, prawą ręką Ter Stegen itd. (Zacząłem się przez chwilę nad tym zastanawiać i najprawdopodobniej Umtiti i Pjanic byli w takim razie włosami na głowie Batmana, które nic nie pomagają przy skakaniu, za to jak wpadną do oczu to mogą zepsuć całe przedsięwzięcie…)

Z kolei liną, która podobnie jak w tym filmowym przypadku, jednocześnie dawała poczucie bezpieczeństwa i „blokowała” zaprezentowanie w 100% umiejętności, mógł być Messi… I żeby było wszystko jasne. Nie twierdzę, że Leo był hamulcowym i jego obecność sabotowała rozwój drużyny. Nic podobnego. Jego geniusz dawał po prostu wszystkim pewnego rodzaju komfort, podobnie jak lina w przypadku Wayne’a. W głowie każdego gracza Barcelony paliła się lampka, która mówiła, że: „Nawet jeżeli wszystko pójdzie nie tak i zagram słabe spotkanie będziemy mieli Leo, który wszystko uratuje”. Nie zawsze wygrywając całe spotkanie, ale może przynajmniej ocali nas od „śmierci” (np. Ligi Europy). Absolutnie każdy zawodnik pozwalał sobie zatem na momenty rozluźnienia i słabszej gry, które w efekcie nie pozwalały wyciągnąć z drużyny maksimum.

Zdjęcie
Pamiętacie napis na koszulkach z finału CdR? Prawdziwa „nowa era” rozpoczyna się dzisiaj.

W tym sezonie takiego poczucia bezpieczeństwa nikt nam nie da. Wszyscy wiedzą, że ciężar wygrywania spotkań spoczywa na barkach każdego w takim samym stopniu. Już nikt nie będzie prowadził tego zespołu za rączkę. Albo zaczniemy grać na miarę swoich możliwości albo czeka nas bardzo bolesny upadek. Ja liczę na to, że i tak kilku zawodników da dodatkowy impuls od siebie. W szczególności patrzę tu na Griezmanna (ale wciąż nie dowierzam, że to się wydarzy), Memphisa, który przychodzi do klubu z czystą kartą i Frenkiego, który z kolei już w zeszłym sezonie dał nam kilka przebłysków swoich umiejętności. Żeby odnieść sukces potrzebne będą skupienie i determinacja w absolutnie każdym momencie. Czy moja teoria się sprawdzi i poziom ogółu podskoczy okaże się być może już dzisiaj. Z niecierpliwością czekam na pierwszy gwizdek i liczę, że zobaczę drużynę, która chce wygrać. Jeżeli tak będzie, to zdobycie 3 punktów nie powinno być ogromnym wyzwaniem.

United zorganizowało na rozpoczęcie sezonu pogrom Leeds (5:1), Dortmund rozbił Eintracht (5:2), a Real pewnie wygrał z Deportivo Alaves (1:4). Zobaczmy co przygotował dla nas Ronald Koeman. Potencjał Barcelony, w mojej opinii, jest nie mniejszy niż wymienionych wyżej klubów.

Hej, skoro już tu jesteś to może wesprzyj naszego bloga? Nie mamy reklam na stronie i utrzymujemy się dzięki dobrowolnym wpłatom naszych patronów. W zamian zaprosimy cię do naszej zamkniętej grupy dla socios 9CAMPNOU. Dzięki!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

To może cię zainteresować

Opowieść z krainy tysiąca i jednej wrzutki

Na Camp Nou chodzę regularnie od sześciu lat i jeszcze nie widziałem czegoś tak złego jak to coś, co zaserwowała nam FC Barcelona Ronalda Koemana wczoraj wieczorem w meczu z Granadą. Nazwać to futbolem to jak nazwać gówno perfumami. 

WIĘCEJ »