Francuska Barcelona czyli La Catastrophe

Share on facebook
Share on twitter
Share on pinterest
Share on whatsapp
Share on email

W jaki sposób udowodnić wszystkim kibicom, że jako prezes klubu nie potrafisz przeprowadzać dobrych transferów? Digne, Umtiti, Dembele, Todibo, Griezmann – to moje odpowiedzi. Każda z nich jest poprawna. Ale po kolei:

  • Od 2016 roku do Barcelony przyszło 6 Francuzów. 
  • Wydano na nich łącznie zawrotną kwotę 338,4 mln euro. 
  • Od 5 lat zarząd Blaugrany wydaje średnio ponad 67 mln euro rocznie na zawodnika z Francji (średnia cena 56,4 mln euro).
  • Od 2016 roku francuscy zawodnicy Barcelony rozegrali zaledwie 43% możliwych minut na boisku (28067/64710). 

Czy zatem taki wydatek był opłacalny? Czy zawodnicy reprezentacji Trójkolorowych przynieśli klubowi nowy puchar Ligi Mistrzów? Czy gra Barcelony od 2016 roku uległa drastycznemu polepszeniu? Odpowiedzi brzmią „nie, nie i jeszcze długo nie”. Za kwotę tych sześciu zawodników można by było stworzyć drużynę liczącą się w walce o europejskie puchary w ligach TOP 5.  Czy były zatem jakiekolwiek racjonalne przesłanki do przeprowadzenia tych transferów? Przyjrzyjmy się im po kolei i oceńmy je w skali 0-10.

Samuel Umtiti

Big Sam kiedy przychodził z Lyonu zaliczył bardzo udany start w zespole. Stanowił o sile defensywy i w pewnym momencie aspirował nawet do najlepszej trójki środkowych obrońców na świecie. Potem przyszły kontuzje. Niechęć Umtitiego do poddania się operacji kolana nie pozwoliła na ostateczne pozbycie się problemu. Samuel nie młodnieje. Pensja wciąż jest wypłacana. Zawodnik praktycznie nie gra. Ciągłe odmowy wykonania operacji nie pomagają. Kolejne kontuzje przychodzą i się nawarstwiają. W klubie już nikt na niego nie liczy. W skrócie – tragedia. Za sprawą naprawdę dobrego początku należy przyznać notę 3/10.

Lucas Digne

Nieco mniej uważny kibic mógł tak naprawdę nie zauważyć nawet Francuza w zespole. Zerowa konkurencja dla Alby. Grał ogony, mecze w Copa del Rey oraz kiedy pierwszy wybór trenera z przyczyn losowych nie mógł akurat wybiec na murawę w wyjściowej jedenastce. Całe szczęście udało się go oddać za rozsądne pieniądze do Evertonu (15 mln euro), w którym spisuje się naprawdę nieźle. Idealny przykład na to, że Duma Katalonii niektórych zawodników najzwyczajniej w świecie przerasta. Aby ocenić ten transfer należy zauważyć, że klub nie stracił na nim za dużo pieniędzy, a Jordi Alba i tak nikomu nie dałby w tamtym czasie zająć swojej pozycji na boisku. Należy się zatem 5/10 (głównie z powodu sprzedaży do The Toffies i zwrotu większości zainwestowanych w niego pieniędzy). Zawodnik, który miał deptać po piętach bardziej doświadczonego Hiszpana, a w dłuższej perspektywie czasu stać się jego następcą nie błyszczał, grał poprawnie, żeby nie powiedzieć przeciętnie i tym samym nie spełnił pokładanych w nim oczekiwań.

Ousmane Dembélé

Dorosłe dziecko sprawiające wieczne problemy w klubie. To niezbyt miły, ale bardzo trafny opis kupionego za 130 mln euro Francuza. Transfer wymuszony po odejściu Neymara, można powiedzieć – na otarcie łez. Być może zarząd z Bartomeu na czele zbyt mocno wzięli do serca słowa Cruyffa, który powiedział, że woli, aby pieniądze biegały po boisku zamiast leżeć na klubowych kontach bankowych. Historia pokazała niestety, że pieniądze za dużo po boisku nie pobiegały, a odłożone na koncie uratowałyby klub od ogromnych problemów finansowych, w jakie wpadł w takcie pandemii. Spóźnianie się na treningi, zerowa komunikatywność z hiszpańskojęzyczną częścią zespołu, problemy wychowawcze i wieczne kontuzje sprawiają, że zdecydowana większość kibiców liczy na jak najszybszą sprzedaż zawodnika.

Szkoda, bo kiedy przychodził wyglądał na piłkarza zdolnego walczyć w przyszłości o najwyższe cele. Ocena? Chyba nie można sobie wyobrazić gorszego transferu. Przepłacony, trudny w obyciu chłopak leczący non stop kontuzje to najczarniejszy scenariusz jaki kibice mogli sobie wyobrazić w 2017 roku, kiedy Dembele przychodził jako następca Neymara. Odbudowa jego formy zdaje się być prawdziwym mission impossible, a jak na razie w pełni zasłużone 1/10.

Clement Lenglet

Jedyny w pełni udany francuski transfer. Były zawodnik Sevilli prawdopodobnie nigdy nie będzie nawet w TOP 10 środkowych obrońców świata. Ma za to kilka cech, które są bardzo pożądane w stolicy Katalonii. Jest pracowity, solidny, inteligentny oraz nie imają się go kontuzje. To wystarczy, aby w chwili obecnej być pewniakiem w bloku defensywnym Barcelony. W mojej ocenie jest też pewnym wskaźnikiem tego zespołu. Tak długo jak Lenglet będzie pierwszym wyborem trenera na środku obrony, tak długo będziemy mogli się bać o kolejne 0:4, 2:8 lub 0:3 w fazie pucharowej Ligi Mistrzów. Chciałbym, aby w najbliższej przyszłości Francuz został bardzo dobrym zmiennikiem formacji defensywnej ze światowego topu. Kiedy tak się stanie – przyjdzie czas by sięgnąć po puchar Champions League. Biorąc pod uwagę kwotę oraz to, ile Clement wniósł do tej pory do drużyny należy jednak ten transfer zaliczyć do udanych. Przyzwoity zawodnik za rozsądne pieniądze. Należy się tutaj solidne 7.5/10.

Jean-Clair Todibo

Kupiony za zaledwie milion euro zawodnik reklamowany był jako wybitny talent z Ligue 1, który ma papiery aby stać się solidnym elementem defensywy Barcelony. Rzeczywistość go zweryfikowała. Zawodnik nie pograł za dużo nawet w znajdującym się w ogromnym dołku Schalke 04. Być może zadziała na niego portugalska magia Benfiki Lizbona, do której udał się na wypożyczenie. Być może wróci silniejszy i wszystkich zachwyci… ale nie liczyłbym na to.

W stolicy Portugalii na Francuza czeka ogromna konkurencja na środku obrony. Jan Verthongen oraz Nicolas Otamendi, do tej pory stanowiący o sile angielskich potęg, Tottenhamu oraz Machesteru City, łatwo miejsca w wyjściowej 11 nie oddadzą. Wygląda na to, że Benfica ściągnęła Todibo jako stopera numer 3 i musi on czekać na kontuzję lub słabsze występy któregoś z nowych kolegów z zespołu. Dziwi mnie również zapisanie tak niskiej klauzuli wykupu (20 mln euro). Mówimy o bardzo młodym zawodniku, który wciąż (mimo, że się nie zanosi) może „odpalić”. W erze transferów obrońców za 80 mln+ niesamowicie krótkowzroczne wydaje się ustalenie tak niskiej ceny. Trzeba zauważyć, że Benfica uczy się na błędach. Rok temu w ten sposób portugalski klub stracił fortunę zawierając zbyt niską klauzulę wykupu Luki Jovica. Niemiecki klub wykorzystał wówczas „promocję” na Serba tylko po to, by tego samego dnia odsprzedać go o wiele drożej do Realu Madryt. Istnieje możliwość, że za rok podobnie się stanie w przypadku Francuza.

Mimo wszystko zarząd macha na to ręką. Na ten moment ocenę transferu Todibo w kontekście sportowym ustaliłbym na 2/10. Zawodnik nic nie pokazał w klubie, przegrał rywalizację z Araujo i odchodzi na kolejne wypożyczenie. Chyba każdy się zgodzi, że nie brzmi to najlepiej. Istnieje jednak szansa, że Todibo przyniesie klubowi całkiem spory zysk. Pod względem finansowym należy się zatem solidne 6/10. Średnia 4/10, co wydaje się oceną nawet nieco na wyrost. Jeżeli spełni się najczarniejszy scenariusz, Todibo wróci z nieudanego pobytu w Portugalii, a my będziemy się pocieszać, że „przynajmniej był tani”. Pewnym jest natomiast, że podobnie nie powiemy o ostatnim z omawianych transferów.

Antoine Griezmann

Zastanawia mnie co miał w głowie dyrektor sportowy Barcelony ściągając go do klubu. Eric Abidal myślał chyba wtedy jedynie o ewentualnym osłabieniu madryckiego rywala. Jednak czy oddanie 120 milionów na sprowadzenie supergwiazdy ligi portugalskiej João Félixa można nazwać osłabieniem? Tego transferu nie można nawet uznać jako niezbędnego w tamtym czasie, ponieważ od początku wiadomo było, że Francuz na żadnej ze swoich ulubionych pozycji nie zagra. Wszystko za sprawą pewnych panów z Argentyny i Urugwaju.

Blaugrana nigdy nie potrzebowała go w swoich szeregach i widać to kolejny rok z rzędu co tydzień oglądając go męczącego się na boisku, bezproduktywnego napastniko-skrzydłowego, który nie sprawia żadnego zagrożenia rywalowi. Według informacji 9CAMPNOU Griezmann był ostatniego lata przymierzany do PSG, a jego odejście do paryskiego klubu i zwrot chociaż części z wydanych 120 milionów euro to chyba najlepsze co może spotkać zarówno Francuza, jak i cały klub. Ocena transferu? 3/10, i to tylko za sprawą uratowania Barcelony przed kompromitacją w Copa del Rey w meczu z Ibizą.

Podsumowanie

Kiedy oglądam kolejne mecze, w których Griezmann nie przeprowadza ani jednej akcji na swojej stronie boiska, Dembele biega niczym jeździec bez głowy, a Umtiti siedzi na ławce lecząc kontuzję, to coś w środku mnie skręca. Gdybyśmy (jako drużyna) nie chcieli atakować na jednym ze skrzydeł to wystawialibyśmy 10 zawodników. Robiącego wiatr na boisku jeźdźca bez głowy już mieliśmy i nazywał się Gerard Deulofeu. Kosztował znacznie mniej a pociechy z jego gry było tyle samo. Jeżeli zarząd lubi płacić ogromne pensje zawodnikom, którzy nie wstają z ławki, i to nawet nie podczas meczu tylko w poczekalni u lekarza, to mogę podesłać kontakty do kilku zawodników z polskiej B-klasy. Wyjdzie taniej, a poziom prezentowany na boisku się nie zmieni. Pora zakończyć tą nieśmieszną farsę. Należy pozbyć się zarówno zarządu, który do całej sytuacji doprowadził (co na całe szczęście się właśnie dzieje), jak i niepotrzebnych drużynie Francuzów, po czym rozpocząć nowy rozdział w historii klubu. BARTOMEU OUT. Visça el Barca!

9CAMPNOU to jedyny polski blog o Barçy tworzony w Barcelonie. Jeżeli spodobał Ci się ten wpis wesprzyj nas małą kwotą:

Buy Me a Coffee at ko-fi.com

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

To może cię zainteresować

Opowieść z krainy tysiąca i jednej wrzutki

Na Camp Nou chodzę regularnie od sześciu lat i jeszcze nie widziałem czegoś tak złego jak to coś, co zaserwowała nam FC Barcelona Ronalda Koemana wczoraj wieczorem w meczu z Granadą. Nazwać to futbolem to jak nazwać gówno perfumami. 

WIĘCEJ »